Strona domowa Polskamałopolskie Co zobaczyć w Wieliczce

Co zobaczyć w Wieliczce

przez Basia||Podróże Hani

Jeśli zdecydowaliście się przyjechać zwiedzić Kopalnię Soli Wieliczka, polecamy również poświęcenie choć chwili na zobaczenie samego miasteczka. Wieże wyciągowe kopalnianych szybów umiejscowione są w samym sercu Wieliczki. Nawet idąc spod szybu Regis, przy którym kończy się zwiedzanie kopalni, w stronę parkingu czy dworca kolejowego można zahaczyć i o inne warte zobaczenia miejsca. 

Wieliczka pozostaje w cieniu sąsiedniego Krakowa. Najczęściej zwiedzanie kopalni Wieliczka odbywa się przy okazji pobytu w Grodzie Kraka. A gdyby tak po wyjściu z kopalnianych korytarzy nie zwijać manatków tylko zostać w Wieliczce? Jest tam i gdzie przenocować, i gdzie zjeść. Znajdą się też atrakcje dopełniające miło rozpoczęty w kopalnianych korytarzach dzień. Zwiedzanie można zacząć od razu po wyjściu z kopalni. Wracając do parku św. Kingi, w którym są główne zabudowania kopalni, wystarczy raz czy dwa razy odbić z głównego deptaka. W ten sposób dojdziecie m. in. do Górnego Rynku czy Zamku Żupnego.

Na ryneczku zobaczycie figury górników i kopalniany wagonik. W Zamku Żupnym (Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka, ul. Zamkowa 8) w pięknych wnętrzach można zagłębić się w historię wielickiej soli i zobaczyć m. in. wystawę solniczek. 

My w trakcie naszego weekendowego pobytu w Wieliczce mieliśmy piękną wiosenną pogodę i skupiliśmy się na atrakcjach w plenerze. Dlatego z Górnego Rynku od razu poszliśmy do parku św. Kingi. Jego historia sięga 1867 r. kiedy założono tam park angielski, który miał służyć przede wszystkich wielickim kuracjuszom (również dziś w Wieliczce działa uzdrowisko). Dziś teren jest zrewitalizowany i służy odpoczynkowi nie tylko turystów, ale też mieszkańców. Na terenie parku św. Kingi znajdują się szyby Paderewski, którym obecnie wchodzimy na trasę turystyczną i Daniłowicza oraz Hotel Grand Sal****, o którym piszę poniżej. 

Jest tam też plac zabaw dla dzieci, wiata odpoczynkowa i – kolejna turystyczna atrakcja – ogromna tężnia solankowa. Tężni, w których można oddychać prozdrowotną solanką w ostatnich latach, przynajmniej na Śląsku, powstają jak grzyby po deszczu. Ta w Wieliczce jest ogromna, można nie tylko usiąść na ustawionych przy ścianach po których skrapla się solanka ławeczka, ale też wejść na widokowy taras, z którego widać najbliższe szyby i panoramę Wieliczki. Wstęp do tężni jest płatny, jest ona otwarta przez prawie cały rok, poza okresem zimowym. 

Tyle atrakcji samego miasta. Dla nas Wieliczka stała się też bazą wypadową do Krakowa (a w zasadzie na jego “opłotki”) i dwóch oddalonych za daleko od Rybnika na jednodniową wycieczkę miejscowości. Z Wieliczki mieliśmy do nich tylko godzinkę drogi. O nich poniżej, najpierw informacje gdzie w Wieliczce nocowaliśmy i jedliśmy.

Noclegi w Wieliczce

Do Wieliczki przyjechaliśmy nie tylko po to, by zwiedzić kopalnię. Zostaliśmy tam na cały weekend i mieszkaliśmy w najlepszym miejscu, jakie mogliśmy sobie wymyślić. Zatrzymaliśmy się w Hotelu Grand Sal****, który mieści się kilkaset metrów od wejścia do kopalni, na terenie parku św. Kingi. Wszystkie opisane wyżej miejsca w Wieliczce mieliśmy w zasięgu kilkuminutowego spaceru. 

Plusem hotelu był pokój dla dużej rodziny jaką jesteśmy. Rzadko się nam zdarza, by w pokoju hotelowym było 5 miejsc noclegowych, tym razem się udało. Tym razem w przestronnym pokoju rodzinnym mieliśmy 2 duże łóżka i wygodną dostawkę. Doceniamy!

W hotelu Grand Sal w Wieliczce mogliśmy się też odprężyć w saunie, po dobrych kilku kilometrach podziemnego i naziemnego spaceru, takie odprężenie bardzo się przydało. Na miejscu była też restauracja, w której mogliśmy się stołować w zasadzie przez cały dzień. Jednak na niej nie poprzestaliśmy, bo podróże kulinarne są dla nas równie ważne, jak i te kulturowe. 

Gdzie zjeść w Wieliczce

W Wieliczce nocowaliśmy w Hotelu Grand Sal i w tamtejszej restauracji jedliśmy śniadania i obiadokolacje. Z karty dań restauracji polecamy żurek (Kamil), kaszotto z grzybami i tofu (ja), sałatkę z kozim serem (Hania) i parfait na deser (wszyscy).

W trakcie spaceru po Wieliczce oczywiście zgłodnieliśmy i wstąpiliśmy do restauracji z googla. Jak zwykle w takiej sytuacji decydowały dwie rzeczy – bliskość lokalu i oceny. Padło na Magnum Sal. Wydaje mi się, że lepiej trafić nie mogliśmy, bo jedzenie było naprawdę smaczne. I załapaliśmy się na ostatni wolny stolik!

Nie odmówiliśmy sobie również deseru i kawy. Tu już korzystaliśmy z poleceń miejscowych – padło na lody z GoodLood i kawę “z wózka” (kupić ją można tuż przed wejściem do kopalni, przechodzi się obok gdy wraca się z szybu, którym wychodziliśmy ze zwiedzania w stronę parku św. Kingi). Polecono nam jeszcze Słodko-Słono, ale byliśmy w Wieliczce za krótko, by w aż tylu miejscach się stołować. 

Atrakcje niedaleko Wieliczki

Co zobaczyć w Wieliczce i jej okolicach? Obok Wieliczki oczywiście jest Kraków. My jednak grodu Kraka staramy się unikać w weekendy, bo nie po drodze nam z tłumami w turystycznych centrach miast. Tym razem jednak o Kraków zahaczyliśmy, bo udaliśmy się na jego obrzeża.

Ptasie murale na Kozłówce

Od dawna chciałam zobaczyć ptasie murale na krakowskim osiedlu Na Kozłówce. Tyle razy w Krakowie byłam, ale z centrum jakoś było mi nie po drodze. Tymczasem z Wieliczki jechaliśmy na osiedle jakiś kwadrans! Ptasich murali, których autorem jest Wojciech Rokosz, jest już 20. Do zobaczenia są m. in. sikorka, bocian, wróbel, sójka, dzięcioł czy zimorodek. Ich poszukiwanie to świetna zabawa! My na pewno wrócimy jak zazielenią się drzewa, wtedy efekt będzie jeszcze bardziej olśniewający. Tutaj znajdziecie mapę murali na Kozłówce do pobrania. Przeczytaj nasz artykuł o muralach na Kozłówce w Krakowie.

Kolorowe Zalipie

Po zobaczeniu murali z Krakowa uciekliśmy i po kolejnej godzinie jazdy byliśmy już w kolejnym kolorowym miejscu – Zalipiu. Zalipie to wioska, którą rozsławiły bajecznie kolorowe, malowane chaty. To też miejsce, które wielu turystów… rozczarowuje. Dlaczego? Bo wyobrażają sobie, że tymi chatami będą z Zalipiu otoczeni jak starymi chałupami w skansenie. Bo myślą, że na panoramicznym zdjęciu będą tylko bielone, kwieciste zabudowania. No nie… Malowanych domów (i nie tylko, płotków, studni, bud dla psów) jest sporo, ale trzeba ich szukać po całej wsi. Jest malownicza trasa spacerowa, która prowadzi od jednego malowanego domostwa do drugiego, jednak to nie jest CAŁA MALOWANA WIEŚ.

Czy więc warto do Zalipia jechać? Pewnie! Jak sobie człowiek zdaje sprawę gdzie jedzie to zamiast rozczarowania będzie korzystał z okazji do zrobienia świetnych zdjęć. Zalipie to miejsce, które odwiedzić chciałam od zawsze, ale z Rybnika zawsze było nam nie po drodze. Przeczytaj też nasz osobny artykuł tylko o Zalipiu.

Tarnów

Ponieważ w Zalipiu nie ma ANI JEDNEGO miejsca, w którym można coś zjeść, pojechaliśmy jeszcze do Tarnowa. W sumie dobrze się złożyło, bo to miasto też od dawna było na mojej liście miejsc do zobaczenia, a znów – nigdy nie było po drodze. Byliśmy tam tylko w centrum, zobaczyliśmy starówkę, pozostałości po synagodze i… to niestety tyle. Jednak wiem, że na pewno jeszcze wrócimy.

Mam nadzieję, że jeśli zdecydujecie się na wyjazd do Wieliczki to poświęcicie tej miejscowości trochę czasu. Jeśli traficie na tak cudną pogodę jak my, spędzicie tam naprawdę przyjemny dzień. Plan już macie 😉

Wpis powstał przy współpracy z Kopalnią Soli Wieliczka. Dziękujemy za możliwość rodzinnego zwiedzenia kopalni. Na pewno jeszcze wrócimy.

Mogą Ci się również spodobać...

Zostaw komentarz

Podróże Hani