Strona domowa Polska Bielsko-Biała po raz enty, czyli słoneczny jesienny dzień na Szyndzielni

Bielsko-Biała po raz enty, czyli słoneczny jesienny dzień na Szyndzielni

przez Basia||Podróże Hani

Bielsko-Biała to jedno z naszych ulubionych miast. Po raz kolejny byliśmy tam kilka tygodni temu. Podobno tamta niedziela miała być ostatnim tak ciepłym dniem w październiku. Jak się okazało – bzdura. Ostatni weekend też był boski. Dlatego jednak o Szyndzielni wam napiszę, może cały listopad będzie przepiękny!

Szyndzielnia nie jest może jakimś szczytem górskich marzeń (szczególnie jeśli idzie się bez dzieci), ale na jesienne, krótkie dni jest naprawdę ok. Dla nas trasa była w sam raz, bo Hania ostatnio nie chce dużo po górach chodzić (co ciekawe, po mieście może biegać godzinami). A my w góry jeździć chcemy. I tak powstał nasz mały bielski kompromis. Nie poszliśmy jednak na całkowitą łatwiznę. W jedną stronę co prawda wjechaliśmy kolejką, wracaliśmy jednak już na własnych nogach (Hubo na plecach).

Bielsko-Biała. W drodze na Szyndzielnię
Bielsko-Biała. Kolejka na Szyndzielnię
Bielsko-Biała. Kolejka na Szyndzielnię

Bielsko-Biała z wagonika

By dojść pod kolejkę linową trzeba a) podjechać pod stację miejskim autobusem, b) samochodem dojechać na jeden z parkingów, oddalonych ok. 1 km od kolejki. Dochodząc do budynku musicie się przygotować na kolejki, szczególnie jeśli do Bielska wybierzecie się w weekend. My co prawda długo nie czekaliśmy (jakieś 10 minut, byliśmy na miejscu ok. 10), ale już w okolicach południa stania było na ponad godzinę. Potem jest już jednak tylko lepiej. Wygodnymi 6-osobowymi wagonikami dojeżdża się na wysokość 958,85 m n.p.m. (start jest na niecałych 510 m n.p.m.). Na podziwianie panoramy Bielska-Białej jest ok. 6 minut. Jak się ma szczęście i jest dobra widoczność, naprawdę jest na co patrzeć. Niedawno przy górnej stacji kolejki udostępniono wieżę widokową, ale ja uważam, że po to jest szczyt, by z niego oglądać panoramę miasta.

Szyndzielnia. Jedziemy (prawie) na szczyt!
Bielsko-Biała. Kolejka na Szyndzielnię
Szyndzielnia. Punkt wyjścia na szlak

50 m wyżej, na wysokości 1 001 m n.p.m., jest schronisko (i przepiękne widoki). To pierwszy tego typu obiekt w Beskidzie Śląskim, wzniesiony w 1897 r. Jest duże, częściowo murowane i – jak sama Szyndzielnia – oblegane przez turystów.

Idziemy na Klimczok
Szyndzielnia. Widok przed schroniskiem
Szyndzielnia. Schronisko
Idziemy na Klimczok
Idziemy na Klimczok

W stronę… granicy

Schronisko jest położone na skrzyżowaniu szlaków turystycznych. Można z niego dojść na Klimczok, Błatnią czy lubianą przez nas Kozią Górę (klik i klik). Trasy prowadzą do Wapienicy, Olszówki, Brennej, Jaworza czy Szczyrku. My poszliśmy na Klimczok. Trasa nie jest długa (jakaś godzina drogi), ale wcale nie jest dla dzieci aż tak łatwa – wyłożona jest kamieniami, które niby mają być ułatwieniem, ale dla małych piechurów niekoniecznie nim są. Niemniej doszliśmy! Najpierw na szczyt Klimczoka (1 117 m n.p.m.). Tym samym znaleźliśmy się… na granicy. Tak, właśnie tędy biegnie historyczna granica pomiędzy Śląskiem a Małopolską (przypominam, że samo Bielsko-Biała to tak naprawdę dwa połączone w latach ’50 XX w. miasta – śląskie Bielsko i małopolską Białą). Gdy nacieszyliśmy oczy i zjedliśmy małe co nieco, poszliśmy do kolejnego tego dnia schroniska (1 034 m n.p.m.). Od szczytu Klimczoka dzieli je tzw. siodło, z którego w sezonie zimowym można zjeżdżać na nartach. My się… sturlaliśmy, też było fajnie. Przy schronisku były jeszcze większe tłumy niż na Szyndzielni. Dawno tylu ludzi nie widziałam (czas oczekiwania na zupę – godzina, i to od momentu zakupu – w kolejne też swoje trzeba odstać). Wystarczyło jednak odejść jakieś 30-40 m i można było już sobie urządzić mały piknik.

Szczyt Klimczoka zdobyty
Szczyt Klimczoka zdobyty
Wracamy
Schronisko na Klimczoku
Kilkadziesiąt metrów za schroniskiem już spokojnie
Kilkadziesiąt metrów za schroniskiem już spokojnie
Wracamy
Wracamy

Schodziliśmy już pieszo, zieloną trasą, która prowadziła na „nasz” parking, mijając Dębowiec. Decyzja była trafna – jak się potem dowiedzieliśmy od znajomych w „kolejce do kolejki” ok. godz. 17 trzeba było stać ponad godzinę…

* * *

To nie pierwsza wyprawa Hani na Szyndzielnię, była tam już, gdy miała 5 miesięcy (klik).

Ceny biletów i godziny otwarcia kolejki na Szyndzielnię można sprawdzić tutaj.

Mogą Ci się również spodobać...

4 komentarze

Szymon | Znajkraj 30 października 2015 - 12:38

Nie mogę sobie wyobrazić, nigdy nie zrozumiem! :), jak można nie korzystać z tak wspaniałych okolic do rekreacji, wypoczynku. Strasznie zazdroszczę 🙂

I nie żebym się czuł bardzo poszkodowany, bo w Trójmiejskim PK mamy przepiękne górki, ale… góry to jednak góry… 🙂

Pozdrawiam, całą Rodzinę 🙂

Odpowiedz
Basia||Podróże Hani 30 października 2015 - 12:42

No jak nie korzystać, my korzystamy 😉 A ci co siedzą w domu… cóż, może przeczytają i się ruszą 😉

Odpowiedz
Małgorzata 6 maja 2017 - 09:56

Jak daleko (na piechotę) jest od przystanku autobusowego linii nr. 8 do dolnej stacji kolejki ? Czy droga jest stromo pod górę ?

Odpowiedz
Basia||Podróże Hani 6 maja 2017 - 11:21

nie jest daleko, moje Hanka doszła jak miała 3 lata (ale najlepiej sobie na mapach googla dokładnie sprawdź), stromo też nie jest, stromo jest potem 😉

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Podróże Hani