Afrykarium i zoo, czyli Wrocław nie tylko dla dzieci

Pogoda nie do końca taka jaką lubimy – za zimno na całodniowe wycieczki w plenerze, na góry za szarawo, na sanki dawno już za ciepło. Niby wiosna się zbliża, gdzieniegdzie zakwitły już bazie i przebiły się pierwiosnki, ale jednak to jeszcze nie to. Tak więc, żeby nie siedzieć w domu, proponujemy wycieczkę do Wrocławia. Nie, nie na rynek, tropem krasnali jak ostatnio (pamiętacie? klik). Tym razem polecamy chyba jedną z najpopularniejszych ostatnimi czasy atrakcji stolicy Dolnego Śląska – ogród zoologiczny, a w zasadzie jego nową część, czyli Afrykarium. Byliśmy tam dawno temu, ale na pewno jeszcze kiedyś wrócimy, bo dzieciaki były zachwycone (a do tego całkiem niedawno w zoo otworzono kolejny pawilon, pokazujący zmiany klimatyczne, zobaczcie tutaj).

Park linowy, zwierzęta i… spokój!

Wygląda na to, że szykuje się kolejny gorący weekend, wyjścia są więc dwa – trzeba wybrać się na Industriadę 😉 albo zaszyć w jakimś miłych, cichym miejscu. W drugą kategorię idealnie wpisuje się Park Przygód i Atrakcji oraz Zwierzyniec w Zbrosławicach, który dziś chcę wam polecić.
Poza rodzinnym parkiem jest i sala zabaw Alele (dla nas wersja na niepogodę), i świetna restauracja Pod Platanami (naszą rodzinę urzekła nie tylko dobrym jedzeniem, ale i pokojem zabaw dla dzieciaków, takim, w którym się człowiek nie boi dzieci zostawić). Tym razem pisać jednak będę o samym parku, bo to on był celem naszej wycieczki. Choć nastawiałam się na mały piknik i karmienie zwierzątek, prawdziwym przebojem okazał się tamtejszy park linowy. Hanka początkowo – jak zwykle ostatnimi czasy – była przerażona i kategorycznie odmówiła wejścia w rozciągnięte pomiędzy drzewami siatki. Potem stanowczo odmawiała… wyjścia z nich (chyba kiedyś z nią oszaleję…).

Park linowy jest chyba jednym z większych w okolicy. Siatki są rozwieszone pomiędzy starymi parkowymi drzewami. Przeszkody są różnorodne, jest trochę przeskakiwania, trochę wdrapywania, chodzenie po mostku, a na koniec tyrolka lub (dla mniej odważnych) zjeżdżalnia. Trasa jest naprawdę długa i – tak mi się przynajmniej wydaje – ciekawa i dla starszych dzieciaków (w czasie kiedy Hania szalała, korzystało z niego z 5 innych dzieci, wszystkie co najmniej z końca podstawówki).

 

Zanim poszliśmy poszaleć w parku linowym obeszliśmy cały teren. Najpierw chcieliśmy nakarmić jelonki, ale… nawet do nas nie podeszły 🙁 Już byłam lekko przerażona, bo obiecałam dzieciakom zabawę ze zwierzątkami a tu taki niewypał. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że po drugiej stronie parku jest zagroda, a w niej kozy, baranki, króliki, kury, złowieszczy indor, który nie na żarty wystraszył Huberta (a on mało czego się boi!), czy bardziej egzotyczne małpki. W zasadzie zauważyłam ją po chyba godzinie zabawy 😉 Poza parkiem linowym do dyspozycji mieliśmy (i dosłownie kilka innych rodzin, byliśmy w sobotnie przedpołudnie) plac zabaw (większy i mniejszy – w wersji dla najmłodszych były to małe plastikowe zjeżdżalnie i domki), siłownię na wolnym powietrzu (zauważyliście, że one są teraz wszędzie), zacienione alejki czy… trasę dla bosych nóżek. Czad! 😉

W zagrodzie przywitał nas dumny paw. Szkoda, że był w (dużej, ale jednak) klatce. Mógłby się dumnie przechadzać tak jak np. z Zagrodzie Żubrów w Pszczynie (byliście, prawda? 🙂 klik).

 

Hania się przełamała i karmiła żądne kukurydzy zwierzęta (małe paczuszki z karmą można kupić w kasie, kosztują 2 zł).

Gdy cała karma była zjedzona (Hubo też oczywiście musiał skosztować…), przyszedł czas na zwierzątka w klatkach. Były i ptaki, niektóre żywo reagujące na krzyczącego z zachwytu Huberta (to niesamowite jak on uwielbia wszelkie zwierzęta, normalnie będzie z niego leśnik 😉 ), i króliki, i ozdobne kury.

 

 

 

Dzieciaki najdłużej przyglądały się tym zwierzętom, których nie znały. Mam wrażenie, że one im też.

 

* * *
Informacje praktyczne:
Park Przygód i Atrakcji, ul. Księżoleśna 1, Wilkowice k. Zbrosławic, www.alele.pl
Czynne codziennie (pn-czw. od 13.00 do 20.00, pt-ndz od 11.00 do 20.00).

Ceny:
Sala zabaw Alele: od 8 zł za godzinę, bilet całodzienny kosztuje 20-25 zł. Płaci się tylko za dzieci.
Park Przygód i Atrakcji: 4 (dzieci 3-13 lat) i 8 zł, bilet rodzinny – 20 zł, dzieci do lat 3 wchodzą za darmo.
Park linowy: 12 zł (atrakcja dla dzieci 3-13 lat).

W góry… na basen

W Istebnej byliśmy dobre kilka tygodni temu, dużo o niej pisałam, bo Trójwieś to jedno z moich ulubionych miejsc w Beskidach. Dziś przedstawiam wam ostatnią część naszej wycieczki. Na sam koniec zafundowaliśmy sobie basenowe odprężenie w jedynym w okolicy hotelu. Basen – Park Wodny Olza w hotelu Zagroniu nie jest może największy, ale nam się bardzo spodobał. Szczególnie, że… w zasadzie byliśmy w nim sami! Nie ma to jak przyjazd w piątkowe przedpołudnie poza sezonem. 

Bożonarodzeniowa szopka w Zagrodzie Żubrów w Pszczynie

Pierwszy raz odwiedziliśmy Pszczynę zimą. Przyznaję, że szopka w Zagrodzie Żubrów trochę mnie zawiodła, myślałam, że jest zaaranżowana jako żywa stajenka. Hani się podobało, szczególnie, że Józef… miał głowę – naszemu jej brakuje (mimo to dzielnie siedzi obok Maryi na parapecie i pilnuje Jezuska, co stało się z głową? NIE MAM POJĘCIA).

Śląskie Betlejem czyli żywa szopka w Strumieniu

Szopkowego maratonu ciąg dalszy. To chyba jedna z moich ulubionych bożonarodzeniowych tradycji. Hanka już złapała bakcyla, tata i Hubi… się dostosowują. Tegoroczne tour „śląskie szopki bożonarodzeniowe” zaczęliśmy od Strumienia i tamtejszego Betlejem. To największa żywa szopka w okolicy, dla dzieci niesamowita frajda.