W góry… na basen

W Istebnej byliśmy dobre kilka tygodni temu, dużo o niej pisałam, bo Trójwieś to jedno z moich ulubionych miejsc w Beskidach. Dziś przedstawiam wam ostatnią część naszej wycieczki. Na sam koniec zafundowaliśmy sobie basenowe odprężenie w jedynym w okolicy hotelu. Basen – Park Wodny Olza w hotelu Zagroniu nie jest może największy, ale nam się bardzo spodobał. Szczególnie, że… w zasadzie byliśmy w nim sami! Nie ma to jak przyjazd w piątkowe przedpołudnie poza sezonem. 

Klocek do klocka…

Ostatnio ze względów organizacyjnych (Kamila nie było, ja d pracy wychodzę po 6, a młoda w przedszkolu jest od 8, więc tak jakby brakło nam 1,5 godziny ;p) Hania była ze mną w pracy.

Trudy wczesnego wstawania miały być sowicie wynagrodzone, jednak plany pokrzyżował nam padający od rana deszcz. Więc wylądowałyśmy… na wystawie klocków LEGO w Katowicach 😉

Szczerze napiszę, że mnie klocki Lego jakoś specjalnie nie pociągają. Wolę inne zabawy 😉 Ta wystawa, choć niby największa w Polsce, też jakaś bardzo duża wg mnie nie jest. No ale Hania widziała bilbordy, więc kojarzyła, ze w Katowicach wystawę można zobaczyć.

To było fajne, śnieg jak w środku zimy. Tak akurat pasuje do zbliżającej się Wielkanocy 😉

Wrażenie robił też zbudowany z klocków najwyższy człowiek świata. Ponad dwie i pół Hani (albo Hania i ja ;)).

Na wystawie Hania była też w wakacje (klik). Kilka budowli się powtórzyło (miniatury budowli z całego świata, robot-wąż, stadion narodowy…), co mnie się bardzo nie podobało. Mała była też trochę zawiedziona małą ilością ruchomych budowli. Pomimo tego wystawa naprawdę ma powodzenie. Byłyśmy w piątek ok. 15.00 i było naprawdę sporo osób. Nawet sobie nie próbuję wyobrazić jak tam jest w weekendy 😉

* * *
Informacje praktyczne:
Wystawa klocków Lego, Galeria Katowicka (II piętro), ul. 3 Maja 30, Katowice, www.wystawaklockow.pl
Wystawę można oglądać do 26 kwietnia 2015 r. Czynne codziennie od 9.00 do 21.00. Ceny biletów uzależnione są od godziny zwiedzania (10-18 zł), nie ma ulg dla dzieci (tylko te nie mające 95 cm wzrostu wchodzą za darmo).

Hania w Krainie Czarów

Ostatnio na Fb pytałam o sale zabaw – nie napiszę, że odpowiedzi mnie usatysfakcjonowały 😉 No więc się postaram i sama wyszukałam coś co wydawało się fajne. I wiecie co? Rzeczywiście takie było. Wykorzystaliśmy przymusową wizytę w Katowicach (ehhh ci lekarze) i odwiedziliśmy salę zabaw W krainie czarów. Jeśli wam się spodoba, spieszcie się! Za niedługo będzie już na tyle fajna pogoda, że szkoda będzie czasu na atrakcje pod dachem 😉

Przyznaję, że oglądając zdjęcia na www pomyślałam, że może tam być równie fajnie jak w naszej ulubionej Nibylandii. Faktycznie, Hanka i Hubi bawili się świetnie, ale sala jest mniejsza niż mi się wydawało. Ma za to jeden bardzo duży plus – jest nowa i widać to w każdym miejscu – kawiarence, szatni, w basenie z kulkami, wszędzie.

W szatni, co dla nas baaardzo ważne, jest kilka suszarek. To chyba jeden z ważniejszych elementów, które w sali zabaw są obowiązkowe. Jeśli nie są potrzebne, to znaczy, że zabawa nie była przednia 😉

W środku na dzieci czeka plątanina kolorowych korytarzy, kulkowy basen, wiele mniejszych i większych zabawek (w tym autko, z którego Hubi nie chciał wyjść), wielkie drzewo i… tajemniczy labirynt. Atrakcji spokojnie starczy na dwie godziny świetnej zabawy.

Hanię bardzo zaciekawiło tajemnicze zejście pod ziemię…

Hubi z zapałem raczkował w kolorowych tunelach…

Ale i tak najlepiej było w wieeeelkim kuleczkowym basenie. W zasadzie inne atrakcje od momentu zobaczenia tych kulek mogłyby nie istnieć. Dla Huba, dla taty… chyba też 😉
No naprawdę się młodemu podobało 😉 W sumie była to jego pierwsza w pełni świadoma wizyta w sali zabaw (fakt, za często w takich miejscach nie bywamy).
M. in. dlatego inne zakamarki sali zabaw pokazuję wam już bez dzieciaków. Tam nie miały czasu się bawić 😉



Bardzo fajna była ścianka wspinaczkowa. Na tyle duża żeby Hania poczuła wyzwanie i jednocześnie na tyle mała, żebym nie bała się jej tam puścić 😉

* * *
Informacje praktyczne:
Sala zabaw W krainie czarów, ul. Zawiszy Czarnego 7a, Osiedle Tysiąclecia, Katowice, www.krainaczarow.net

Hania poleca… PERON

Tak, Peron. W Bielsku. Taką kawiarnię z salą zabaw odkryliśmy i na pewno do niej wrócimy (Hania ma obiecaną godzinkę w sali zabaw, a ja znowu chcę latte z chili ;p). A wszystko przez zupełny przypadek, bo na Kozią Górę zamiast planowaną trasą z Błoni wchodziliśmy z Cygańskiego Lasu. Kawiarnia położona jest tuż przy lesie, jest więc idealnym miejscem na odpoczynek „po trasie”.

Kolejowe odniesienia są wszędzie 😉 Kto będzie w Peronie z pewnością z uśmiechem spojrzy np. na tamtejsze menu.

Wystrój knajpy też mi się podobał. W ciepłe dni można się gościć też na przylegającym do kawiarni tarasie. My tym razem byliśmy w środku, bo tylko tam były miejca (akurat trafiliśmy na „Weekend za pół ceny”, ruch był spory, w dodatku właściciele chyba się go nie spodziewali, bo wielu pozycji z menu już nie było).

Przygotowywanie dań można podpatrywać. Hania sama wybrała sobie owoce na sok 😉

Na parterze budynku jest sala zabaw. Całkiem fajna i przyjemna. Na pewno do niej wrócimy.

Z sali zabaw tym razem nie skorzystaliśmy, była tak piękna pogoda, że wybraliśmy malutki plac zabaw, który jest tuż przy kawiarni 😉

* * *
Informacje praktyczne:
Kawiarnia i sala zabaw „Peron”, ul. Olszówka 27 A, Bielsko-Biała
Cennik sali zabaw: 8 zł/h w tygodniu, 10 zł/h w weekendy.

Dinolandia w mieście zabawy

Inwałd – kojarzy się wam? Na pewno! To miejscowość, w której jeden park rozrywki leży obok drugiego 😉 Jeden jest ogromny i już bardzo znany, drugi nowy i zdecydowanie mniejszy. Już wiecie, który wybraliśmy? Oczywiście ten bardziej kameralny (choć w piątek, kiedy tam byliśmy pustki były i u jego „większego brata” ;p).

Dinolandia, bo o niej mowa, to park dinozaurów i rozrywki. Najpierw zobaczyliśmy dinozaury, potem spędziliśmy sporo czasu oddając się rozrywce 😉

Dzieciaki świetnie bawiły się na „plaży”. W piachu ukryty był – a jakże – szkielet dinozaura. Kiedy go odkopywały, dorośli mogli w cieniu odpocząć na leżakach (przydało się nam po dość intensywnym dniu).

Atrakcją, której nie spotkaliśmy w innych tego typu miejscach była jaskinia. Naprawdę fajna, choć Hania miała w niej jeszcze większe niż zwykle oczy 😉 Dorosłych też zaciekawiła. Przeszliśmy się ciemnymi tunelami i szukaliśmy śladów dinozaurów i skamielin. Trochę tego tam było 😉

W Dinolandii w cenie biletu jest wiele atrakcji dodatkowych – ścianka, trampolina (taka dla dorosłych też), żyroskop, minigolf, park linowy (dla większych dzieci), bule, dmuchane zjeżdżalnie, kulki, łódki itp. Jest w czym wybierać 😉 My skorzystaliśmy prawie z wszystkiego, bo… w zasadzie byliśmy w parku sami! W weekendy tak dobrze już może nie być (atrakcji jest dużo, ale na raz może z nich korzystać niewiele osób). Dlatego jeśli znowu wybierzemy się do parku, na pewno również będzie to jakiś dzień w tygodniu.

Dorośli bawili się tak samo dobrze (a może nawet lepiej?) niż dzieci 😉

Dla mnie największą atrakcją był żyroskop 😉

Po tych wszystkich atrakcjach plac zabaw na długo dzieciaków nie zainteresował. W sumie po chyba 3 godzinach i tak nie mieli zbyt wiele sił 😉

Wychodząc rzuciliśmy jeszcze okiem na prehistoryczną galerię, w której porównane były m. in. zęby dinozaurów. Dla starszych dzieci było tam dużo ciekawostek.


* * *
Informacje praktyczne:
Park Dinozaurów i Rozrywki Dinolandia, ul. Wadowicka 167, Inwałd, www.dinolandia.pl
Bilety: 18 i 24 zł, dzieci do 3 lat wstęp wolny.