Tatralandia czy Besenova – które kąpielisko lepsze dla rodzin z dziećmi?

Tatralandia czy Besenova? Oto jest pytanie. Które kąpielisko wybrać? Przed wyjazdem na Słowację byłam przekonana, że Tatralandia to jest właśnie to. Najlepsze z najlepszych. Nie spotkałam nikogo kto wróciłby stamtąd niezadowolony (a ze Śląska jeżdżą tam prawdziwe tłumy). I my byliśmy zachwyceni naszym jednodniowym pobytem, wykorzystanym do ostatniej minuty. Wyjeżdżając z Liptovskiego Mikulasza byłam pewna, że już niedługo wrócimy, bo i dzieci, i my na basenach bawiliśmy się świetnie. A potem pojechaliśmy do Gino Paradise Besenova. I było jeszcze lepiej! Piszę to oczywiście pod kątem atrakcji dla dzieci, a nie dla dorosłych. Ale zacznijmy od początku.

Basenowy zawrót głowy

W taki upał (dlaczego nam w Zakopanem padało???) nic tylko siedzieć w wodzie. My też udaliśmy się na basen 😉 Dzieciaki zachwycone! I Hania, i Hubert – rosną nam wspaniali pływacy 😉

W sumie Termy Szaflary wybraliśmy patrząc przez pryzmat finansów. Tam dzieciaki nadal wchodziły za darmo (do 120 cm wzrostu, inne baseny wprowadziły płatność od 3 roku życia). No i chcieliśmy być tam tylko (a może aż) 2,5 godziny. Wydaje mi się, że na tych większych basenach (Białka czy Bukowina) żeby zaliczyć wszystkie atrakcje trzeba jednak być dłużej.

Termy nie są bardzo duże. To kilka basenów pod dachem i na powietrzu (tam też brodzik dla dzieci). W jednym basenie są bicze wodne, w drugim (na powietrzu) malutka część z falą. Dla dzieci (na dworze) mała zjeżdżalnia, siatka do wspinania się nad wodą, kilka stateczków i… kule wodne (dla mnie te zabawki zdecydowanie zbędne, szczególnie, że baseny ogromne nie są). W środku są większe zjeżdżalnie (ale nie żadne znane z aquaparków „rury”). Hania najpierw była nimi przerażona. W sumie na pierwszy zjazd zaciągnęłam ją siłą… Ryczała wniebogłosy. Potem też był ryk – musieliśmy siłą ją ze zjeżdżalni ściągać 😉

Woda w basenach na dworze miała jakieś 30 stopni, temperatura powietrza – 19… No nie wychodziliśmy z wody 😉 Hania wspinała się po pajęczynie i z zazdrością patrzyła na dzieciaki pływające w małych stateczkach (bała się do nich wejść). Na dworze jest też malutki basenik (wydzielony z tego dużego) z falą, fontanna i grzybek.

Baseny pod dachem są z cieplejszą wodą, więcej czasu spędziliśmy właśnie tam 😉 Zdjęć nie mamy, bo wszystko parowało. Poza tym nie było na nie czasu, trzeba było łapać zjeżdżające dzieci 😉

Mnie się podobało inhalatarium – pooddychałyśmy sobie trochę z Hanią 😉

Basen Hani bardzo się podobał. Byliśmy rano i to było najlepsze posunięcie – pod koniec naszej zabawy było już zdecydowanie więcej ludzi niż na początku. A przy wyjściu okazało się, że kolejni chętni już czekają w sporych kolejkach. Tak więc na baseny tylko rano!

* * *
Informacje praktyczne:
Termy Szaflary,Osiedle Nowe 20, Szaflary, ok. 17 km od Zakopanego, www.termyszaflary.com
Godziny otwarcia: codziennie od 8.00 do 22.00. Cennik znajdziecie tutaj. Dzieci do 120 cm wzrostu wchodzą za darmo.

Zabawowy zawrót głowy

W końcu obrodziło w Rybniku w fajne place zabaw! No może nie jest to taki hit jak mój (i Hani chyba też) ulubiony plac zabaw (klik), ale też nie jest źle! Dziś przedstawiamy wam pierwszy z nich. Drugi (już płatny, bo położony na terenie basenu Ruda) przetestujemy jak upały jednak trochę zelżeją 😉

Plac zabaw położony jest nad zalewem rybnickim (kiedyś o nim pisałam – klik), a dokładniej na terenie ośrodka Pod Żaglami. Niedawno zmienił się jego właściciel i już widać, że coś się „ruszyło”. Plac zabaw nie jest duży. Nie jest też dla starszych dzieci (wg mnie oczywiście). Jest kolorowy. Taki w sam raz. Aaaa, nie. Ma jedną baaaardzo wielką wadę! Nie ma huśtawki! Na szczęście początkowe załamanie Hani (prawie sobie poszła) dało się jakoś opanować 😉

Plac jest nowiutki, kolorowy, jeszcze chyba mało znany, bo dzieci było jak na lekarstwo (kolejny plus 😉 ). Oprócz poniższej „instalacji” na placu zabaw jest jeszcze mała tyrolka, ale Hania tym razem spanikowała i na niej nie jeździła.

Największą atrakcją dla najmłodszych jest wszechobecny przy placu zabaw piasek 😉

Poza placem zabaw miejsce ma jeszcze jeden plus. Jest idealne na piknik 🙂

Tym stateczkiem można się przepłynąć po zalewie. Musi jednak zebrać się grupa, w grę wchodzą więc pewnie tylko weekendy (koszt – 10 zł od osoby).

Hop! I do wody

Wiosna już coraz bliżej, już ją widać, już ją czuć 🙂 Za niedługo porzucimy muzea i inne atrakcje pod dachem i wyruszymy w plener. Kwiecień, no może jeszcze maj, to chyba ostatnie miesiące, w które jeździmy na kryty basen. Jest woda, jest szał!

Pierwszy raz na basenie Hania była jako maluch – miała chyba 5 miesięcy i była jednym z najbardziej niesfornych „szkrabów” na kursie. Nie było mowy o położeniu jej na wodzie na plecach (tylko brzuszek wchodził w grę), nie pozwalała sobie założyć „motylków”, za to do nurkowania była pierwsza 🙂 Kursu… nie ukończyła, bo przyplątało się nam jakieś choróbsko, a potem zrobiło się na tyle ciepło, że czas spędzaliśmy na dworze.

Tyle tytułem wstępu 🙂 Wracając do podróży, w ostatnią sobotę, po nie pamiętam jak długiej przerwie, w końcu wybraliśmy się „popływać”. Wybraliśmy Parku Wodnego Aquarion w pobliskich Żorach. Muszę powiedzieć, że basen baaardzo pozytywnie nas zaskoczył!

Nie jest duży, największe są w nim… zjeżdżalnie (i to najbardziej podobało się tacie ;P). Po wyjściu z szatni (atrakcją był oczywiście zegarek z czipem, który ręce miała oczywiście Hania) najpierw zobaczyłyśmy basen dla pływających (akurat pływać uczyły się dzieciaki), a następnie doszłyśmy (tata już na nas czekał, jakoś zawsze jest wcześniej przebrany…) do płytkiego basenu.

Tam na Hanię czekało kilka atrakcji, których na początku – jak to Hania – bardzo się bała i protestowała przed nawet pójściem w ich stronę, a potem – awanturowała się przy jakiejkolwiek próbie ich opuszczenia… No więc na pierwszy ogień poszły wodne bicze i bąbelki, potem porwał nas nurt rwącej rzeki. Mała już prawie pływała dzięki specjalnej desce, którą sobie przygarnęła na brzegu basenu (żeby nie było – były ogólnodostępne ;p) – następnym razem musimy zainwestować w kółko dla niej.

Nie ma słów żeby wyrazić radochę z wodnych zabaw, może gdybym miała ze sobą telefon (został w kurtce, szczególnie, że już przy wejściu było napisane, że w obiekcie nie wolno robić zdjęć) to zobaczylibyście filmik. A tak musicie mi wierzyć na słowo, że szał był ;). Hania nabrała takiej odwagi, że ostatecznie zabrała rodziców nawet do małej części basenu, w której były rwące fale.
Problem pojawił się przy planowanym wyjściu z wody – nastąpiła krótka i jednoznaczna odmowa wykonania prośby rodziców! Hania położyła się na schodkach basenu i tak już w ramach protestu została… Pertraktacje były długie, przydało się minutowe naliczanie czasu pobytu 😉

Hmm… właśnie zdałam sobie sprawę, że jeszcze nigdy w trójkę nie byliśmy na basenie otwartym! Owszem, plaża była, ale nie basen ;P Myślę, że latem na pewno tą lukę uzupełnimy 😉

* * *
Informacje praktyczne:

Park Wodny Aquarion, ul. Wodzisławska 3a, Żory, www.parkwodny.zory.pl
Otwarte codziennie od 6.00 do 22.00.

Ceny biletów można sprawdzić tutaj. Dzieci do 3 lat wstęp wolny. Bardzo fajne jest to, że do wykupionej godziny automatycznie doliczane jest 15 minut „na przebranie”, nie wiem, może jestem do tyłu, ale ja spotkałam się z taką praktyką pierwszy raz i bardzo mi ona odpowiada (co oczywiście nie oznacza, że zmieściliśmy się w wykupionym czasie ;p).

Woda, duuużo wody, czyli Zalew Rybnicki i Jezioro Chańcza

Było już o wyprawie w góry, było też o morzu. To teraz przyszedł czas na jeziora (to, że stworzone przez człowieka, to już nieważne). Do tej pory Hania miała okazję pobyć nad dwoma zalewami. Zalew Rybnicki ma o rzut kamieniem od domu. Nad Chańczę (tą w województwie świętokrzyskim, na Mazury jeszcze nie dotarliśmy) było już trochę dalej – z planowanych 3-4 godzin jazdy wyszło nam… 8. Jakaś taka pętla czasowa nam się trafiła.