EtnoJura czeka. Konkurs!

Pomimo, że listopad mamy piękny coraz częściej zaglądacie w posty oznaczone tagiem „atrakcje na niepogodę”, więc chyba coś jest na rzeczy. Już wkrótce będzie wpis o świetnym miejscu właśnie na niebyt sprzyjającą aurę, tymczasem już dziś mam dla was konkurs. Tak, tego jeszcze na Podróżach Hani nie było. Zapewne pamiętacie nasz wpis o Żarkach i tamtejszych atrakcjach dla rodzin z dziećmi (nie pamiętacie? to przeczytajcie tu). Jedna z nich – pracownia EtnoJura ma dla was prezent. Może być w sam raz na zbliżające się Mikołajki.

Żarki wzdłuż i wszerz

Jurajskie Żarki odwiedziłam w tym roku dwa razy. Co mnie tam przyciągnęło? Na pierwszy rzut oka nic… To mała miejscowość leżąca lekko na uboczu głównego jurajskiego Szlaku Orlich Gniazd. Fakt, często przez nią przejeżdżaliśmy, ale żeby się zatrzymać? Najpierw byłam tam z blogerami, by w ramach ciekawostki pokazać im żareckie macewy. Jest ich ponad 1 100 i naprawdę robią wrażenie. Gdy wchodzi się na teren kirkutu, sięgają po horyzont… Przed wojną żydowska społeczność stanowiła ok. 60% populacji miasteczka. Dziś o historii wspólnego egzystowania Polaków i Żydów opowiada szlak kultury żydowskiej (audioprzewodniki,  z którymi samodzielnie przejdziecie szlak są do wypożyczenia w punkcie informacji turystycznej, znajdującym się w budynku dawnej synagogi dziś pełniącym też funkcję domu kultury).

Smacznie, ekologicznie, warsztatowo…

Nie wiem jak jest u was, ale ja odkąd mam Hanulę (a odkąd i Hubcia to podwójnie), z większą lub mniejszą skutecznością dbam o jakość tego co jemy. Łatwo nie jest, bo wszystko co eko jest nie tylko coraz modniejsze, ale i sporo droższe od „normalnych” rzeczy (to tak jak z rzeczami ślubnymi ;p). Niemniej, przynajmniej niektóre artykuły eko są u nas w użyciu. 
Wraz z modą na eko styl życia przyszła też i ta na eko spotkania, kawiarnie, targi. Bardzo lubię niedzielny EkoBazar w Śląskim Ogrodzie Botanicznym w Mikołowie, chciałabym choć raz wziąć udział w Przystanku Śniadanie w Katowicach (ale jakoś się nie umiem wybrać). Podczas naszego ostatniego krótkiego wypadu nad morze (wkrótce opiszę wam kilka fajnych miejsc) byliśmy w Sopocie na Tagu Śniadaniowym

A jakiś czas temu odwiedziliśmy katowicki BioBazar. Targ odbywa się co sobotę w Hucie Baildon, jest więc nie tylko ekologicznie, ale też industrialnie 😉 Tym razem nie chodziło tylko o zakupy. Hanula wzięła udział, a ja trochę pomagałam, w zorganizowanych przez pewnie wam znaną Zieleninę, warsztatach kulinarnych dla dzieci. Maluchy przygotowywały babeczki z produktów sprzedawanych na targu.

 Kiedy Kamil z Hubim odpoczywali…

…na warsztatach było bardzo pracowicie. Dzieci dowiedziały się kilku ciekawostek o potrzebnych do przygotowania babeczek składnikach, same je wsypywały do misek i mieszały ciasto.

Taki targ to naprawdę fajne miejsce, szkoda, że do Katowic mam 50 km, bo bywałabym częsciej 😉 Podobno od czasu do czasu takie warsztaty mają byc powtarzane, warto więc śledzić info na facebookowej stronie BioBazaru.

Rogalowe Muzeum, czyli to co w Poznaniu najsmaczniejsze

Jak Poznań, to i św. Marcin. A jak św. Marcin to już wszystko jasne.  Tym razem bohaterem wpisu jest Rogalowe Muzeum Poznania! To jednak z najnowszych atrakcji miasta, gdy ją odwiedziliśmy działała niecałe 3 miesiące. Muzeum to właściwie jedna sala, w której dzieci (dorośli też, szczególnie ci nie z Wielkopolski) mogą dowiedzieć się nie tylko jak robi się prawdziwe poznańskie rogale i skąd się one w Poznaniu wzięły. Do tego każdy wyjdzie ze znajomością kilku słów z poznańskiej gwary (co nieco ze śląską się udało pokojarzyć, ale że dziewczyna to MELA nie miałam pojęcia). No ale najważniejszy jest sam pokaz.

Klapa w Muzeum Śląskim :(

Dziś będzie o tym jak nas załatwiła Noc Muzeów… Wiadomo, mając małe dzieci raczej z tej świetnej okazji do zobaczenia czegoś więcej niż na co dzień nie korzystamy. Tak się jednak składało, że w dzień Nocy Muzeów (dziwnie to brzmi, ale naprawdę tak było 😉 ) byliśmy w Katowicach. Postanowiliśmy więc zajrzeć do Muzeum Śląskiego, żeby zobaczyć wystawę zabawek – już dawno obiecałam to Hani. No i co się okazało? Muzeum zamknięte, bo tego dnia ma być Noc Muzeów… Pięknie, akurat nie wpadłam na to, że tego dnia „normalne” godziny otwarcia nie funkcjonują (na www i fb też wzmianki o tym nie było).

Na szczęście okazało się, że w nowej siedzibie (przypominam, że jest w budowie, w zasadzie na ukończeniu) „coś” dzieje się już od południa. Pognaliśmy więc tam. Niestety czekało nas kolejne rozczarowanie 🙁 Warsztaty dla dzieci miały trwać od 12.00 do 18.00. Byliśmy przed 13.00 – panie animatorki… właśnie się zaczynały zbierać.

Naprawdę nie tak miał wyglądać ten dzień. Pozostało nam tylko się przespacerować w deszczu i zobaczyć powstającą nową siedzibę Muzeum Śląskiego.

W niektórych budynkach można było zobaczyć wystawy.

Hubertowi i Hani się podobało, mimo deszczowej aury (jednak dzieci zawsze coś pozytywnego znajdą w każdej sytuacji).

W jednej ze starych kopalnianych hal można było zobaczyć armaty, stare maluchy i kilka innych wielkich maszyn (taki mały misz masz 😉 ).

Muzeum wita zwiedzających „śląską godką”, fajne 😉

Mam nadzieję, że gdy nowe Muzeum Śląskie będzie w końcu otwarte, to wszystko będzie tak jak powinno być. W końcu ma to być nasz muzealny przebój 😉