Urlop!

No to jutro lecimy! Jak się pewnie domyślacie, od dawna przebieram nóżkami na samą myśl o tych wszystkich fajnych miejscach, których zobaczenie sobie zaplanowałam. Mam nadzieję, że dzieciaki będą też zadowolone, bo gros z atrakcji wybranych jest z myślą o nich. Przygotowania zaczęły się już dobrych kilka tygodni temu. Hania dostała książkę o Londynie i mapę, którą zna już chyba na pamięć.  planach mamy i muzea, i place zabaw, i marsze w plenerze, i (obowiązkowo!) karmienie wiewiórek. Będą też pikniki, pomimo tego, że Kamil jest przekonany, że będzie padać (nie będzie, zamówiłam dobrą pogodę przecież). Na chwilę będziemy w Londynie, potem już dłużej w Edynburgu. Jak dzieciaki pozwolą to trochę pojeździmy po okolicy, bo planów (i zaproszeń, co niezmiernie mnie cieszy) mamy dużo.

Białogóra wczoraj i dziś

I po wakacjach! Hania już chodzi do przedszkola (matko, przecież ona się przed chwilą urodziła), ja już na L4, mam więc trochę czasu żeby przejrzeć zdjęcia i wywołać co nieco z ostatniego półrocza. No i przyznaję, że wzięło mi się na wspominki, ostatnio zobaczyłam chyba wszystkie nasz zdjęcia! I wiecie co zauważyłam? Nasze nadmorskie wakacje ZAWSZE mają dokładnie ten sam przebieg, kurcze, jest tam strasznie przewidywalnie…

Niby zawsze uważałam, że wakacje nad morzem są bardzo powtarzalne, ale dopiero teraz, oglądając zdjęcia Hani, potwierdziłam się w swoich przekonaniach;p Jak wszędzie najważniejsze, by była pogoda – wtedy jest plaża, są zamki na piasku, pływanie, spacery, zachody słońca. Gdy pogody brak, trzeba już zacząć kombinować i… wydawać pieniądze ;P Szczególnie, gdy nie akceptujemy codziennego przesiadywania w wynajętym pokoju.

Nasze wyjazdy do Białogóry były dość udane jeśli chodzi o pogodę. I właśnie dlatego aktywności Hani za każdym razem są baaaardzo podobne. Zresztą, zobaczcie sami. Przedstawiam małe porównanie wakacji 2012 i 2013 w Białogórze 😉

Wyprawa na plażę (hmmm… nawet wiaderko to samo 😉 i w koszulce z pierwszego zdjęcia Hania też nadal biega!):

Bieg do wody (tak, strój kąpielowy też ten sam, jakoś mi dziecko nie rośnie ;p):

 W ręczniku 😉

Przekąska na plaży 😉

Zachód słońca:

Piaskowe budowle:

Dojazd na plażę dorożką:

🙂

😀

W zeszłym roku wybraliśmy się do Fokarium na Helu (pisałam o nim tutaj), w tym roku Hania foki widziała po raz drugi – tym razem w Sea Parku w Sarbsku k. Łeby (a o nim tu).

Hmmm… ciekawe jak będzie za rok 🙂 Na pewno bardziej różnorodnie, w końcu do ogarnięcia będzie już nie tylko młoda, ale i ten młodszy…

Morze, słońce i… wiatr

Dziś zapraszam na kolejny odcinek wakacyjnej serii „Hania i mama wyruszają w świat” ;P Po 4 dniach rozbijania się po Polsce (jeszcze na pewno napiszę m. in. o Sopocie) w końcu trafiłyśmy do Białogóry (trasa Rybnik-Katowice-Warszawa-Trójmiasto-Wejcherowo-Białogóra)!

W Białogórze, jak to w Białogórze (Hania była tam drugi raz – relację z zeszłego roku możecie przeczytać m. in. tu) – morze, słońce i… wiatr na plaży ;p Na szczęście mało tam wszechobecnej i strasznie wkurzającej komercji. W tym roku było też dużo więcej plażowiczów niż ostatnio (ale wtedy byliśmy na urlopie pod koniec sierpnia).

Na plażę starałam się chodzić zejściem przez las, bo tam nie było tych wszystkich straganów, koników i automacików z głupimi zabawkami. W tym roku ze względu na „grupowy” charakter wyjazdu nie zawsze się to udawało, nadal jednak uważam, że zejście lasem jest duuużo lepsze, choć oczywiście trudniejsze, bo część trasy jest piaszczysta. Dorosły idzie na plażę dobry kwadrans, z dziećmi trwa to często ok. godziny. No ale co zrobić, gdy w koło tyle interesujących rzeczy – kwiatki, drzewa, piasek czy tablice informacyjne z ptakami i dinozaurami. No i ten piach wpadający do butów, który koniecznie trzeba co dwie minuty wybierać (ten problem rozwiązało nam zakładanie tenisówek ;p).

Tak wyglądał nasz typowy dzień. Wyprawa na plażę:

Po dotarciu na plażę Hania zawsze jest w swoim żywiole. Szczerze mówiąc nie przypuszczałam, że na widok morza będzie dostawała takiego kociokwiku 🙂 Cały czas wbiegała do wody i z niej wybiegała. Pewnego dnia stwierdziła, że musimy „zamieszkać w tych falach” (a były wyjątkowo duże ;p). Niestety z powodu nagłego pojawiania się plażowego ADHD zdjęcia z tych zabaw są takie sobie, najwięcej mam… fotek pleców 😉

Od czasu do czasu na plaży trzeba było się też posilić. Hania jadła jak szalona, ale z drugiej strony nie ma się co dziwić – woda przecież wyciąga, prawda? 😉

Zdarzało się też, że po jakimś czasie Hania po prostu… padała. Drzemki działały raczej regenerująco – po obudzeniu scenariusz skoków do wody się powtarzał (ewentualnie budowano zamki).

Czasem Hania przychodziła na plażę in cognito 😉 Wszystko dlatego, że w tym roku naprawdę wiało 😉

Ja bardzo lubię chodzić oglądać zachód słońca – uważam, że jest to chyba jedyna rzecz, którą morze króluje nad górami 😉 W tym roku byłyśmy niestety tylko raz. Mało, ale i tak bardzo fajnie.

Do innych atrakcji naszego pobytu w Białogórze z pewnością należały przejażdżki bryczką – koniki są przy głównym (tym komercyjnym ;p) wejściu na plażę.

No i budowle z piasku. W tym roku Hania nie miała do dyspozycji głównego budującego, czyli Kamila. Ale jej kuzynka też sobie nieźle radziła jako pomocnik murarza 😉

Prawda, że piękny… yyyy… zamek powstał? 😉

Hania jedzie na wakacje :)

Jupi, jupi! Już odliczamy dni do naszych wakacji 🙂 W tym roku będzie zupełnie inaczej niż zawsze – nie jedzie tata! (tak, tak, nowa praca, urlop po 1,5 miesiąca niekoniecznie wg nas jest wskazany ;P). No cóż, musimy sobie poradzić z Hanią same, ale kto jak nie my? 😉 Na szczęście w tym samym kierunku będą zmierzali znajomi, jest więc szansa, że ktoś zaalarmuje rodzinę w razie jakiś opóźnień z naszej strony 😉

Plan mamy (mam nadzieję) dość prosty:
1. Jedziemy (Polskim Busem) z Katowic do Warszawy, w której spędzamy popołudnie i cały następny dzień. Do zwiedzenia mamy Łazienki, do których przy pobycie w Warszawie zawsze mamy za daleko. Jeśli Hania będzie miała dość sił (a po jej ostatnich wieczornych nasiadówach mniemam, że jest to bardzo prawdopodobne;p), wybierzemy się zobaczyć warszawski park fontann (skoro we Wrocławiu nie wyszło).
Może odwiedzimy Muzeum dla dzieci przy Muzeum Etnograficznym. I to byłoby chyba na tyle, nie ma sensu biegać po Warszawie tam i z powrotem. Szczególnie, że mamy nadzieję na spotkanie przy kawie z kilkoma znanymi nam z internetu osobami (może przy jakimś fajnym placu zabaw?).


2. Z Warszawy wyruszamy niedzielnym nocnym autobusem (znowu Polski Bus) do Gdańska. Po raz pierwszy w życiu mam nadzieję, że autokar będzie miał spore opóźnienie, bo planowo na miejscu jesteśmy o… 4.25!) Na szczęście nawet o świcie mamy zapewnioną kawę na rozruch, szczególnie, że poniedziałek planujemy spędzić na wolnym powietrzu (wszystkie muzea oczywiście są zamknięte). Myślę o przedpołudniowej wyprawie nad orłowski klif (Gdynia). Tam sobie pewnie poplażujemy (nadal mam traumę po ubiegłorocznym tłocznym popołudniu na sopockiej plaży…). Potem może jakiś spacer po Gdańsku i coś słodkiego? Od roku wybieramy się do Manufaktury CiuCiu, może więc tym razem się uda? No i oczywiście kolejne spotkanie ze znajomymi, ot takie towarzyskie wyjazdy mamy ostatnio 😉

W Trójmieście Hania dużo już widziała, to będzie już jej trzecia wizyta – po raz pierwszy była tam, gdy miała niespełna roczek. Wtedy pojechała… pociągiem 😉 Była w gdyńskim akwarium i… na stadionie w Gdańsku 😉

Wtorek przeznaczamy na zwiedzanie kolejnych atrakcji Trójmiasta. Z samego rana (taaaa, to znaczy jak wstaniemy ;p) planujemy zobaczyć mało znane, a podobno fajne Grodzisko w Sopocie. Potem spotykamy się ze znajomymi i chyba będziemy już tylko w Gdańsku. Wśród typów do zwiedzenia mamy Centrum Hewelianum (mają w wakacje specjalny program dla maluchów) lub Centralne Muzeum Morskie.

3. Od środy jesteśmy w Białogórze – tam już będzie tylko morze, plaża i lenistwo 😉 Prawie tak samo jak w zeszłym roku. Chciałabym jeszcze pojechać zobaczyć wydmy, ale nie w Łebie, jak w zeszłym roku, tylko od strony Czołpina – podobno jest tam dużo spokojniej i ładniej. Trzymajcie kciuki za pogodę! 🙂