Śląskie. Gdzie na sanki z dzieckiem

Zimę od jakiegoś czasu mamy dość kapryśną, na pojawiający się śnieg trzeba więc reagować błyskawicznie. Miejsc do szusowania jest pełno,w górskich miejscowościach narciarze mogą przebierać w propozycjach, nawet w niektórych miastach zorganizowano stoki żeby choć godzinkę po pracy móc pojeździć. A co robić, gdy nie w ogóle nie jeździcie na nartach albo jeszcze nie jeździcie z dzieciakami? Gdzie na sanki z dzieckiem? Gdzie na uwielbiane przez najmłodszych „dupoloty”? Takie, w którym sankowiczów nie rozjadą narciarze. Zawsze myślałam, że gdzie się pojawimy z sankami, tam będziemy bez problemu jeździć. O jak się myliłam! Dlatego mam nadzieję, że nasza (na razie) krótka lista miejsc przyjaznych sankowiczom się wam przyda. Na razie województwo śląskie. Liczę jednak, że z waszą pomocą do tej listy będziemy dopisywać kolejne miejsca, też z innych regionów.

Bliskie spotkania z sarnami i… kozą

W Leśnym Parku Niespodzianek byli chyba wszyscy posiadający dzieci, znajomi. To jedno z pierwszych miejsc, do których jedzie się z dzieciakami w moich okolicach. Ja nie byłam i zaczęło mi to ciążyć, bo co chwilę ktoś się o ten Ustroń pytał 😉 No to pojechałam (Justyna – dzięki za doborowe towarzystwo ;p) i już wszystko wiem…

źródło: www.lesnypark.pl

Przede wszystkim – to nie jest miejsce idealne dla rodzin z wózkami! Jak się ma spacerówkę z pompowanymi kołami to można się wybrać (ale i tak się człowiek napoci, przerobiłyśmy na własnej skórze), ale z lekką parasolką bym nie jechała. Tak więc po raz kolejny się przekonałam jak świetnym wynalazkiem są chusty i nosidła ergonomiczne (tylko co z tego skoro Hubi wytrzymuje w nich może z 15 minut). Niestety w parku same wózki i umęczeni rodzice. Ale dzieciom bardzo się podoba! Myślę, że sama nie raz tam wrócę kiedy Hubi będzie już większy. Jest tylko jeden warunek – wybierzemy się, podobnie jak tym razem, po sezonie. Nie wyobrażam sobie karmienia zwierzątek wśród tłumów jakie są tam w wakacyjne weekendy.

Ale zacznijmy od początku. Do biletów wstępu warto dokupić paszę dla zwierząt – okazja do nakarmienia sarenek przydarza się tuż za kasami. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że aż tyle zwierząt jest tam wolno puszczonych. Sarny, daniele, lamy czy kozy kompletnie nie boją sie ludzi (baaaa, z kozą Hubi stoczył prawdziwą walkę o… surową marchewkę, wtedy naprawdę najadłam się strachu, bo koza prawie wskoczyła mu do wózka a młody ani myślał oddać swoją ulubioną przekąskę). Hania początkowo podchodzącymi zwierzętami była przerażona, w końcu jednak się przemogła i… było super 😉

Po przywtaniu przez wolno biegające jelonki spotkaliśmy króliki (już za płotem) i świnki. Ogrodzone zagrody miały jeszcze kozy, szopy, żubr (nie widzieliśmy), no i oczywiście ptaki.

Kilkadziesiąt (może kilkaset?) metrów spaceru i jesteśmy przy pierszych punktach gastronomicznych , ławeczkach i placu zabaw dla dzieci. Chcieliśmy sobie zrobić mały piknik, ale się nie udało – od razu zleciały się zwierzęta. Jedno nawet łyknęło kawy…

Plac zabaw jest niestety dość zaniedbany. Widać, że urządzenia są wiekowe. Na szczęście nie one są tu główną atrakcją 😉

W parku byliśmy kilka godzin (i tak nie zobaczyliśmy wszytskiego). Co chwilę robiliśy przerwę na karmienie (czasem zwierzat, czasem… dzieci ;p).

Park położony jest na zboczu Równicy. Gdy jest dobra widoczność (gdy my byliśmy, była taka sobie) widać z niego m. in. pobliską Czantorię (klik).

Kolejną atrakcją jest tzw. Aleja Bajkowa. Szczerze napiszę, że nie wiem po co to tam jest. Niby kolejna rzecz dla dzieci, ale kiepsko wykonana, nie wszystko działa, a niektóre figury w domkach, hmmmm, są dalekie od oryginałów.

Poza zwierzątkami „do karmienia” najbardziej podobał sie nam pokaz lotów drapieżnych ptaków (loty sów już sobie odpuściliśmy, ale podobno również są świetne, może „zaliczymy” za rok).

Po lotach powinniśmy jeszcze iść na ścieżkę edukacyjną, ale tego dnia jechaliśmy nad morze i trzeba się było zbierać 😉

W drodze do samochodu zobaczyliśmy jeszcze szopy.

No i Hania – rzutem na taśmę – odważyła się nakarmić zwierzątka 😉

Ogólnie dzień uważam za udany, baaardzo udany 😉

 * * *
Informacje praktyczne:
Leśny Park Niespodzianek, ul. Zdrojowa 16, Ustroń, www.lesnypark.pl
Godziny otwarcia (codziennie):
– 1 kwietnia – 31 października: 9.00-18.00
– 1 listopada – 31 marca: 10.00 – 16.00
Bilety (cennik letni, obowiązuje do końca października): 18/22 zł, wstęp wolny dzieci PONIŻEJ 3 LAT.
W kasie można kupić karmę dla zwierząt – 3 żł.

Kolejką na górę

Ostatni (jak się potem okazało) ciepły wrześniowy dzień spędziliśmy dla siebie dość nietypowo, bo w baaardzo tłocznym miejscu. Wraz z zaprzyjaźnioną rodzinką pojechaliśmy do Ustronia. Nie powiem żeby nie było chwil, że żałowałam tego dość spontanicznego posunięcia! No ale tłumy turystów nam nie straszne i dzień okazał się bardzo przyjemny. Gorzej było z powrotem – nie pamiętam kiedy o 19 stałam w korku… (normalnie jak na zakopiance ;p).

 Ustroń powitał nas przepiękną pogodą (dobrze, że profilaktycznie posmarowaliśmy się kremem na słońce;p), Czantoria – długą kolejką do kasy 😉 Na szczęście wszystko poszło dość sprawnie i już po kilkunastu minutach czekaliśmy na nasze krzesełko na górę.

Sama podróż na górę trwała tylko kilka minut (podobno 6, ale nie liczyłam ;p), ale dostarczyła Hani mnóstwo emocji. Nie była to jej pierwsza górska kolejka, ale wjeżdżając na Łomnicę lub Szyndzielnię nie była tego do końca świadoma 😉 Teraz to już duża dziewczyna, można jej było więc opowiedzieć co widzi. A widoki – jak to w Beskidach – były piękne! Wjechaliśmy na polanę Stokłosicę, na wysokość 851 m n. p. m. (krzesełka startują z wysokości 462 m).

Pamiątką po tej krótkiej podróży jest fotka – hurtowo produkują je i na szczycie, i u podnóża Czantorii. Skusiłam się na nią (8 zł), bo takie ujęcie mają chyba wszyscy w naszej rodzinie. Ostatnio, gdy szukałam starych zdjęć, znalazłam takie fotki z Czantorii:
– moich dziadków – i ze strony taty, i mamy
– moich rodziców
– mnie i mojego brata z rodzicami.
Wychodzi więc, że to takie kultowe miejsce zdjęciowe Ślązaków 😉 I to od lat, bo kolejką wjeżdża się na górę od 1967 r.

Na górze – tłumy!!! Niestety Czantoria jest na wyciągnięcie ręki nie tylko dla mieszkańców Rybnika,ale też całej aglomeracji… Łatwo dostępna (nawet trasa piesza jest dla dzieciaków jak najbardziej ok), z widokiem na Ustroń (m. in. słynne piramidy) i Beskidy. No ale przecież wiedzieliśmy na co się piszemy 😉

Trochę sobie pospacerowaliśmy, zrobiliśmy kilka zdjęć i „zaliczyliśmy” przygotowane dla dzieci atrakcje. Dzieciaki dostały też książeczkę z zadaniami i naklejkami – tematem przewodnim były oczywiście góry 🙂

Na samym szczycie Wielkiej Czantorii, znajdującym się już w Czechach, nie byliśmy. Zostawiamy go sobie na następne lato – wtedy wejdziemy tam już samodzielnie, a tylko zjedziemy kolejką. W końcu Hania będzie wtedy miała już 3,5 roku 😉

 W przypływie odwagi Hania zjechała z tatą w rurze! Letni tor saneczkowy na Czantorii ma aż 710 metrów długości. Różnica poziomów to ok. 50 m.Ja się zjechać nie odważyłam, mała wróciła baaaardzo zadowolona i podekscytowana 😉

Druga atrakcja była przyrodnicza. Mała sokolarnia mieści się tuż przy końcowym przystanku kolejki. Można w niej zobaczyć chyba kilkanaście ptaków drapieżnych – orła bielika, pustułki, myszołowy, sowy,a także mniej znane np. rarogi czy harrisy (ja przynajmniej pierwszy raz o nich słyszałam).

 Na koniec na Hanię czekała jeszcze jedna atrakcja – Wisła! Może nie było kąpieli, ale zamoczenie nóg w zimnej górskiej rzece i tak było super! Trochę czasu tam spędziliśmy, zresztą nie my jedni 😉

Informacje praktyczne:
Kolej Linowa Czantoria, ul. 3-go Maja 130, Ustroń, www.czantoria.net
Bilety: w jedną stronę- 14 zł, w dwie – 18 zł, dzieci do lat 4 bezpłatnie.

Godziny otwarcia: poniedziałek – piątek: 8:30 – 16:30, weekendy i święta: 8:30 – 17:30

Letni Tor Saneczkowy, bilety: 6 zł, dwa zjazdy – 10 zł.
Sokolarnia: wstęp 5 zł, do lat 4 bezpłatnie.