Mila, najsłynniejsza szkocka ulica

Będąc w Edynburgu trzeba przejść się słynną Królewską Milą (Royal Mile), czyli drogą wiodącą od Pałacu Królewskiego (Hollyrood Palace) i nowego szkockiego parlamentu aż do zamku. Jeśli chce się zobaczyć podstawowe atrakcje miasta nie ma wyjścia. Ich zdecydowana większość jest właśnie tam. Pomimo sporej dawki komercji trakt zachował swój szkocki klimat, na pewno daleko mu do naszych Krupówek czy znienawidzonego przeze mnie Monciaka. My w okolicach Mili byliśmy kilkukrotnie, ale całą za jednym zamachem przeszliśmy raz (wystarczy). Nasza trasa wiodła od pałacu do zamku. Wg mnie tak jest ciekawiej.

Kraków z drugiej strony

Jeden z czerwcowych, upalnych weekendów – nieco szalenie – spędziliśmy w gościach w Kasai.eu w Krakowie. Było gorąco (w sumie chyba tak jak teraz ;)), ale nasze dzieci wstają wcześnie, więc trochę się poszwędaliśmy. Ba! W sobotę wyszliśmy tak wcześnie, że widząc chmury, zaradne matki zapakowały dzieciom swetry 😉 Plan był prosty – oglądamy Kraków bez turystów! Zaczęliśmy od Kazimierza, który jest już jednak bardzo modny. Może nie było tłumów, ale kilka wycieczek stanęło nam na drodze. Nie lubimy, więc czym prędzej poszliśmy dalej.
Kiedy kilka lat temu byłam na Kazimierzu pierwszy raz, pamiętam, że „życie” dzielnicy toczyło się przy odtworzonych żydowskich sklepikach. Teraz było tam najmniej osób.

Strefa Kultury w centrum Śląska

Strefa Kultury to miejsce, którego Katowicom zazdrości cała Polska. SERIO! Niby o tym wiedziałam (ba, nawet tak mówiłam w rożnych okolicznościach), ale teraz – kiedy na własne oczy zobaczyłam Międzynarodowe Centrum Kongresowe, siedzibę Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i nową siedzibę Muzeum Śląskiego (choć tam jest niedosyt, bo jego podziemia, czyli właściwa wystawa wciąż jest niedostępna) jestem już pewna w 100 procentach. To naprawdę wyjątkowe miejsce. Symboliczne jest natomiast to, że Strefa powstała na terenach dawnej Kopalni Węgla Kamiennego Katowice. I tu widać jak zmienia się oblicze Śląska.

Poczciwy Spodek znany jest chyba wszystkim (od 1962 r. był czas, by się do „budynku ufo”, jak mówi Hania, przyzwyczaić). To, co od pewnego czasu dostępne jest w jego bezpośrednim sąsiedztwie już niekoniecznie – trzeba to zmienić!

Spacerkiem po Bielsku

Bielsko-Biała – miasto nie bez powodu zwane małym Wiedniem (także Manchesterem, ale chyba tamtejsza architektura jest bardziej znana niż przemysł włókienniczy ;p). Jest przepięknie położone wśród gór (Hania „zaliczyła” dwa tamtejsze szczyty – Szyndzielnię i ostatnio Kozią Górę). Jest tam świetny teatr, jest Studio Filmów Rysunkowych, które mam nadzieję za niedługo zwiedzimy (do dziś mam folie z Bolkiem i Lolkiem przywiezione z wycieczki z podstawówki). Ale i tak wszyscy wiedzą, że do Bielska jeździ się… przytulić Reksia 😉

…i jeszcze Bolka i Lolka 😉

Główny cel został osiągnięty po krótkim spacerze, nie byłabym jednak sobą, gdybym nie wyciągnęła rodziny na trochę dłuższą wędrówkę 😉 Szliśmy obok ratusza, który Hania dobrze już znała, bo przy nim odbywały się „moje” Śląskie Smaki (klik).

Potem przechodziliśmy obok górującego nad jedną z głównych bielskich ulic zamku Sułkowskich.

Przy zamku zachowały się resztki murów obronnych, gdy je minęliśmy naszym oczom ukazały się kamienice i rynek.

Rynek nie jest w centrum miejskiego życia Bielska, toczy się ono raczej przy wielu tamtejszych centrach handlowych (nie wiem czy nadal jest to aktualne, ale kilka lat temu na mieszkańca Bielska przypadała największa w Polsce powierzchnia handlowa ;p). Pomimo tego jest tam dość przyjemnie 😉

Potem nastąpił w tył zwrot i wróciliśmy do samochodu, bo Hubi już się niecierpliwił. Jak na pierwszą wizytę w Bielsku wystarczy (kolejna jeszcze w tym roku, bo BB jest pięknie oświetlone w czasie świąt).

Rogalowe Muzeum, czyli to co w Poznaniu najsmaczniejsze

Jak Poznań, to i św. Marcin. A jak św. Marcin to już wszystko jasne. Tym razem bohaterem wpisu jest Rogalowe Muzeum Poznania! To jednak z najnowszych atrakcji miasta, gdy ją odwiedziliśmy działała niecałe 3 miesiące. Muzeum to właściwie jedna sala, w której dzieci (dorośli też, szczególnie ci nie z Wielkopolski) mogą dowiedzieć się nie tylko jak robi się prawdziwe poznańskie rogale i skąd się one w Poznaniu wzięły. Do tego każdy wyjdzie ze znajomością kilku słów z poznańskiej gwary (co nieco ze śląską się udało pokojarzyć, ale że dziewczyna to MELA nie miałam pojęcia). No ale najważniejszy jest sam pokaz.