Gdańsk z dziećmi, nie tylko z dziecięcymi atrakcjami

Gdańsk odwiedzaliśmy już wiele razy, za każdym razem raczej po nim spacerując niż zwiedzając. Tym razem było inaczej. Trzy dni kręciliśmy się po centrum Gdańska, odwiedzając atrakcje, obok których do tej pory tylko przechodziliśmy. Co ważne, atrakcje dla rodzin, a nie tylko dla dzieci. Coś dla siebie znalazłam i ja, i dzieciaki (bo Kamil tym razem został w domu). A wiecie co jest najlepsze? Pomimo intensywnego pobytu do zobaczenia zostało nam jeszcze atrakcji na co najmniej kilka wyjazdów. Do Gdańska trzeba wracać co roku – wiosną, latem, jesienią i zimą. Szczególnie, że obok jest i Gdynia, i Sopot, i cudowny choć przeraźliwie zimny Bałtyk. Jakie atrakcje tym razem zobaczyliśmy w pięknym mieście Gdańsk?

9 polskich miast idealnych na weekend z dziećmi, na majówkę też. Plus zagraniczny bonus ;)

Majówka w mieście? Kto to widział? Choć tegoroczna może do najdłuższych nie należy, i tak można (i warto) ją dobrze wykorzystać. Wiadomo, w pierwszych dniach maja WSZYSCY się gdzieś wybierają. Przecież trzeba, to taki nieoficjalny początek wakacyjnych wyjazdów. W zdecydowanej większości popularnych miejsc od dawna nie ma już wolnych miejsc noclegowych (w normalnych cenach oczywiście). Co więc począć? My zawsze idziemy trochę pod prąd, bo na majówki najczęściej wybieramy miasta. Tak, miasta. Dlaczego? Bo jest w nich wtedy pusto. Przecież wszyscy są na majówce…

Akwarium w Gdyni czyli taaaaaka ryba!

Akwarium w Gdyni odwiedziliśmy nie pierwszy raz, wcześniej byliśmy tam z Hanią (klik). Tym razem zawitaliśmy tam i z Hubim. Mały tak samo żywo reagował na pływające w wielkich akwariach ryby. A oglądać było co – to największy tego typu obiekt w Polsce (choć wierzyć się w to nie chce…). W akwariach żyje ponad 1000 zwierząt morskich i wodno-lądowych, łącznie 190 gatunków z całego świata.

Gdyńskie eksperymenty

O wizycie w Centrum Nauki Experyment w Gdyni myślałam już w zeszłym roku, ale wtedy Hania była zdecydowanie za mała. Tym razem się wybraliśmy. Odczucia mamy… mieszane. Z jednej strony, miejsce prezentuje się dość imponująco, jest tam mnóstwo stanowisk i przestrzeni, jest kącik zabaw dla takich brzdąców jak Hubik. Z drugiej – większość zwiedzajacych (my czasem też) nie wie co robić przy niektórych stanowiskach, a pracownicy nie pałają chęcią pomocy (i to różni Experyment np. od Centrum Kopernik, o którym tez już pisałam – klik). Jak zawsze w takim przypadku ostateczną ocenę pozostawiam wam, sama zazwyczaj piszę głównie o superlatywach 😉 My, pomimo niektórych uwag, spędziliśmy tam kilka godzin 😉 A i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego.

Ekspozycja w Eksperymencie dzieli się na cztery działy:
– Hydroświat
– Akcja – Człowiek
– Drzewo życia
– Niewidoczne siły.

Zwiedzanie zaczęliśmy od hydroświata. Hania oczywiście wzystkiego musiała dotknąć i spróbować samodzielnie wykonać każde zadanie. Często się udawało 😉

Poszczególne wystawy nie są od siebie oddzielone, większość stanowisk znajduje się w jednej dużej hali. Jest przestrzeń, ale też niesie się hałas. Na szczęście my nie mieliśmy wielu współziedzających 😉

W kolejnej części wystawy – dotyczącej człowieka – Hanka szalała. Część stanowisk już mogła znać, były i w warszawskim Koperniku, i (choć starsze wersje) we wrocławskim Humanitarium (klik). Rozpoznawała zapachy (a raczej próbowała, podobnie jak mnie słabo jej to szło).

Pomagała nadziać mamę na gwoździe (nie udało się ;p).

Kamil przekonał się jak to jest być na wózku w miejskiej dżungli (oj niełatwo, niełatwo).

Hubi przeprowadził swoją pierwszą operację 😉 Gdyby nie to, że spadło nam jedno płuco, pacjent by przeżył 😉

Hani, jako zdecydowanie bardziej zaawansowanemu medykowi, poszło lepiej. Ludzkie ciało zainteresowało ją na dłużej, szczególnie, że dotyczących go stanowisk było kilka (no i Hania bardzo lubi puzzle ;p).

Najwięcej czasu zajęło nam jednak „przejście” drzewa życia (pomimo tego, że kilka stanowisk było zepsutych).

Taką piaskownicę Hania doskonale znała (bardzo teraz są modne, nieprawdaż?), pomimo tego się skusiła na kolejne w swoim życiu wykopaliska 😉

Takie coś mnie kojarzy się z Farmą Iluzji – byliście tam? (my nie, ale może kiedyś? 😉 ).

Na pewien czas a) Hania urosła, b) ja zmalałam. Którą opcję wolicie?

Wracając do „Drzewa życia”, w jego okolicach Hania zbierała tropy zwierząt, rozciągała wielką pajęczynę, spradzała jak wzrok zwierząt różni się od ludzkiego (niestety tu trzeba było używać mamy jako drabinki, stanowiska były za wysokie).

Fajne były puzzle z kory (sama się też czegoś dowiedziałam).

A najprzyjemniejszym miejscem całego Experymentarium był… plaster miodu. Tam można było zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie i od razu wysłać do siebie mailem (było jeszcze kilka takich okazji – m. in. w budce, w której można było zobaczyć jak się będzie wyglądało za „x” lat. Tego zdjęcia jednak wam nie pokażę. o nie 😉 ).

Tuż obok Miodolandii jest 10-metrowe drzewo. Można na nie wejść, poobserwować i posłuchać ptaków. No i zobaczyć experymentową halę w całej okazałości 😉

O ostatniej wystawie, czyli „niewidocznych siłach” (w sali obok) nic nie napiszę, bo już tam nie dotarliśmy. Hubi już marudził, poza tym… byliśmy głodni. Minusem gdyńskiego Experymentarium jest brak punktu gastronomicznego (są tylko automaty z kawą, napojami i batonikami). Wielkim plusem jest natomiast kącik (prawdziwy kąt!) dla najmłodszych (przepraszam, ża Hubi nadgryzł kilka klocków…). Fajne są też zjeżdżalnie „wkomponowane” w stanowiska – zjechać można było m. in. z drzewa 😉

* * *
Informacje praktyczne:
Centrum Nauki Experyment, Pomorski Park Naukowo-Technologiczny, Al. Zwycięstwa 96/98, Gdynia, www.experyment.gdynia.pl

Godziny otwarcia:
– wtorek-piątek: 9.00-18.00
– sobota-niedziela: 10.00-19.00
– poniedziałek – nieczynne.

Bilety: 12/20 zł, bilety rodzinne wychodzą taniej. Bilety ulgowe tylko dla dzieci do 2 lat. Bilety można kupić też on line.

Uwaga! Jak możecie to nie jeździe tam samochodem – przy instytucji, do której codziennie przychodzą tłumy jest miniaturowy parking… Niby piszą o tym na stronie internetowej, mimo wszystko i tak nie spodziewaliśmy się tego, co zastaliśmy 😉

Sopot (mniej) znany

W Sopocie Hania bywa regularnie 😉 Raz w roku, zazwyczaj w drodze na zasłużone wakacje, odwiedza kuzynkę mamy, a swoją ciocię – Agnieszkę. Tym razem pojechała m. in. po to, by poznać swojego kuzyna, Piotrusia. Muszę przyznać, że na 5 zdała egzamin na starszą siostrę! 😉

Tym razem w Trójmieście byłyśmy 1,5 dnia, można więc było sporo zobaczyć (w końcu – w zamian na poranne wylegiwanie się w łóżku – odpuściłyśmy sobie wycieczkę do Gdańska). A ponieważ pogoda dopisała, byłyśmy i na plaży (oczywiście przy kutrach), i w innych – dużo mniej oczywistych dla turysty, miejscach.

Pierwszego dnia poszłyśmy oczywiście na Monciak. Na szczęście nie wybrałyśmy się na molo (te tłumy ludzi naprawdę mnie przerażają). Wybrałyśmy inną formę poznania okolicy – tuż za bramą z wielkim napisem MOLO stoi latarnia morska. Byliście tam kiedyś?  Hania dzielnie wdrapała się na sam jej szczyt. Początkowo trochę się bała, potem jednak… chciała wchodzić drugi raz (tego ja już bym chyba nie przeżyła ;p). W ten oto sposób unikając tłumu zobaczyłyśmy całą panoramę Sopotu i wieeeeelką wodę. Z 30-metrowej wieży widać naprawdę dużo 🙂 Na dole Hania dostała jeszcze certyfikat zdobywcy latarni morskiej, który do dziś dumnie wisi na ścianie w jej pokoju.

 Po zejściu z latarni poszłyśmy na plażę, wejście było tuż przy molo (tą część plaży zdecydowanie odradzam, nie dość, że pełno ludzi, to jeszcze na brzegu pełno szlamu i śmieci. Zdecydowanie lepiej jest przy kutrach, do których i tak doszłyśmy plażą. Potem trzeba było tylko siłą Hanię zmusić do powrotu do domu cioci Agnieszki – było już dobrze po 20…).

 

Następnego dnia byłam pod wrażeniem Hani wytrzymałości – przeszła chyba z 10 km, a tego dużą część po piasku! Najpierw byłyśmy na plaży (oczywiście szał ciał, tylko dlaczego mama nie wzięła ręcznika ;p). Po szybkim suszeniu dziecka przeszłyśmy się już bulwarem (była z nami kuzynka z małym Piotrusiem, w wózku). Szłyśmy, szłyśmy i… szłyśmy, aż doszłyśmy na sam skraj Sopotu. Właśnie tam jest oddział Muzeum Archeologicznego – mała wystawa dotycząca przeszłości Sopotu i plenerowe grodzisko, które bardzo mnie zainteresowało, gdy dowiedziałam się o jego istnieniu (jak się potem okazało była to wiedza prawie tajemna, bo żaden z mieszkańców Sopotu, których pytałam o drogę nie miał pojęcia o jego istnieniu… dobrze, że są jeszcze punkty informacji turystycznej, z których zawsze korzystam). Niestety grodzisko mnie zawiodło. Samo muzeum nawet ciekawe (szczególnie, że „trafił” się nam bardzo miły pracownik), Hania mogła poczuć się jak mały archeolog – z kawałków ułożyła starożytną wazę i pędzelkiem wydobyła z piasku kilka kamieni 😉

 Niestety sam gród… no cóż… obiecałam sobie, że nie będę odradzała żadnych atrakcji, bo może po prostu do mnie to nie trafiło… Nie spodziewałam się co prawda drugiego Biskupina (który, de facto jeszcze w czasach przedhaniowych dosyć mnie rozczarował…), ale jednak prawie puste 3 chaty na krzyż mnie zaskoczyły… Zero opisu, żadnego przewodnika czy nawet muzealnego „pilnowacza” (była jedna osoba, chyba pracownik muzeum, ale ona zajmowała się grupą zorganizowaną, z nią tam przyszła). No po prostu nic 🙁

Szkoda, bo miejsce wydaje się mieć potencjał, jest ładnie położone, z dala od tysięcy turystów, ale jednocześnie na tyle blisko, by wybrać się tam na wycieczkę.

Dziś tłumaczę sobie, że jest to miejsce, które ożywa, gdy odbywają się tam jakieś imprezy – i tego będę się trzymała. Za rok wpadniemy tam na jakiś średniowieczny jarmark czy pokaz i mam nadzieję, że wrażenie będzie już zupełnie inne.

No i trzecie miejsce, którego wcześniej w Sopocie nie znałam – tam chyba Hani podobało się najbardziej! 🙂 Yogen Fruz Sopot to lodziarnia, w której klienci sami wybierają sobie to z czego chcą mieć zrobione swoje smakołyki – jogurtowe lody czy kawę. Nigdy jej nie zauważyłam, bo znajduje się na tyłach słynnego Krzywego Domku (Weszliście do niego kiedyś? Na 99% jestem pewna, że nie…).

Mimo że sezon wakacyjny już za nami jestem pewna, że wielu z was ma Trójmiasto w swoich podróżniczych planach. Ja w każdym razie polecam. O jego atrakcjach pisałam już m. in. tu i tu.

Informacje praktyczne:
Latarnia morska w Sopocie, po prawej stronie od wejścia na molo, bilet 5 zł, Hania weszła za darmo.

Muzeum Archeologiczne w Gdańsku, Oddział Grodzisko Sopot, ul. Jana Jerzego Haffnera 63, Sopot, www.archeologia.pl/grodziskosopot
Bilety: 8 i 6 zł, dzieci do 7 lat za darmo. Piątek dniem bezpłatnego wstępu.
Godziny otwarcia: od listopada do kwietnia 10.00 – 16.00, od maja do października 10.00 – 18.00, w poniedziałki nieczynne.

Yogen Fruz Sopot, ul. Jana Jerzego Haffnera 6, Sopot (Krzywy Domek), czynne codziennie od 11.00 do 20.00

Hania jedzie na wakacje :)

Jupi, jupi! Już odliczamy dni do naszych wakacji 🙂 W tym roku będzie zupełnie inaczej niż zawsze – nie jedzie tata! (tak, tak, nowa praca, urlop po 1,5 miesiąca niekoniecznie wg nas jest wskazany ;P). No cóż, musimy sobie poradzić z Hanią same, ale kto jak nie my? 😉 Na szczęście w tym samym kierunku będą zmierzali znajomi, jest więc szansa, że ktoś zaalarmuje rodzinę w razie jakiś opóźnień z naszej strony 😉

Plan mamy (mam nadzieję) dość prosty:
1. Jedziemy (Polskim Busem) z Katowic do Warszawy, w której spędzamy popołudnie i cały następny dzień. Do zwiedzenia mamy Łazienki, do których przy pobycie w Warszawie zawsze mamy za daleko. Jeśli Hania będzie miała dość sił (a po jej ostatnich wieczornych nasiadówach mniemam, że jest to bardzo prawdopodobne;p), wybierzemy się zobaczyć warszawski park fontann (skoro we Wrocławiu nie wyszło).
Może odwiedzimy Muzeum dla dzieci przy Muzeum Etnograficznym. I to byłoby chyba na tyle, nie ma sensu biegać po Warszawie tam i z powrotem. Szczególnie, że mamy nadzieję na spotkanie przy kawie z kilkoma znanymi nam z internetu osobami (może przy jakimś fajnym placu zabaw?).


2. Z Warszawy wyruszamy niedzielnym nocnym autobusem (znowu Polski Bus) do Gdańska. Po raz pierwszy w życiu mam nadzieję, że autokar będzie miał spore opóźnienie, bo planowo na miejscu jesteśmy o… 4.25!) Na szczęście nawet o świcie mamy zapewnioną kawę na rozruch, szczególnie, że poniedziałek planujemy spędzić na wolnym powietrzu (wszystkie muzea oczywiście są zamknięte). Myślę o przedpołudniowej wyprawie nad orłowski klif (Gdynia). Tam sobie pewnie poplażujemy (nadal mam traumę po ubiegłorocznym tłocznym popołudniu na sopockiej plaży…). Potem może jakiś spacer po Gdańsku i coś słodkiego? Od roku wybieramy się do Manufaktury CiuCiu, może więc tym razem się uda? No i oczywiście kolejne spotkanie ze znajomymi, ot takie towarzyskie wyjazdy mamy ostatnio 😉

W Trójmieście Hania dużo już widziała, to będzie już jej trzecia wizyta – po raz pierwszy była tam, gdy miała niespełna roczek. Wtedy pojechała… pociągiem 😉 Była w gdyńskim akwarium i… na stadionie w Gdańsku 😉

Wtorek przeznaczamy na zwiedzanie kolejnych atrakcji Trójmiasta. Z samego rana (taaaa, to znaczy jak wstaniemy ;p) planujemy zobaczyć mało znane, a podobno fajne Grodzisko w Sopocie. Potem spotykamy się ze znajomymi i chyba będziemy już tylko w Gdańsku. Wśród typów do zwiedzenia mamy Centrum Hewelianum (mają w wakacje specjalny program dla maluchów) lub Centralne Muzeum Morskie.

3. Od środy jesteśmy w Białogórze – tam już będzie tylko morze, plaża i lenistwo 😉 Prawie tak samo jak w zeszłym roku. Chciałabym jeszcze pojechać zobaczyć wydmy, ale nie w Łebie, jak w zeszłym roku, tylko od strony Czołpina – podobno jest tam dużo spokojniej i ładniej. Trzymajcie kciuki za pogodę! 🙂

Chłopaki, gola – Hania zwiedza stadion w Gdańsku

Nasza reprezentacja rozgrywała wczoraj kolejny mecz. Tym razem Hania nie siedziała na kanapie ze swoim szalikiem kibica, bo była w Katowicach. Nie zmienia to jednak faktu,że kibic z niej prawdziwy, nieważne czy w meczu występują Polacy, czy też nie, wieczór upływa pod hasłem „Poooolska, goooolaaaa!”. Bynajmniej gusta te nie ukształtowały się podczas Euro, wtedy Hania uczestniczyła w kibicowaniu, ale raczej biernie.