Wyprawka małego podróżnika czyli co ułatwia nam wyjazdy z niemowlakiem

Jak wiecie, Antek dość szybko zaczął z nami jeździć na krótsze czy dłuższe wycieczki. Idealnie wpasował się w nasz tryb życia. A my sobie to życie skutecznie ułatwiamy, na co dzień i na wyjazdach towarzyszą nam gadżety, dzięki którym wyjścia nam niestraszne. Co stanowi mój domowy i wyjazdowy niezbędnik, dzięki któremu wyjścia z Antkiem są przyjemnością?

Ubrania Regatta – dzieci testują

Jakiś czas temu dzieciaki-starszaki dostały do testowania ubrania marki Regatta. Czas był taki,  że kurtka Kielder i bluza Dissolver (bluza w góry jak od razu stwierdził Hubo) towarzyszyła im w codziennych wyprawach do szkoły i przedszkola, a nie w trakcie mniejszych i większych wycieczek. Dlatego z ostateczną recenzją nieco poczekaliśmy, musieliśmy je sprawdzić i w górach, i nad morzem. Udało się!

Zabawa w podróży

Ostatnio dostałam od znajomej fajną książkę. Przetestowaliśmy i z czystym sumieniem mogę ją polecić. Szczególnie tym, którzy szukają czegoś czym WSPÓLNIE bawić się może rodzeństwo. W  naszym wypadku i 1,5-roczniak, i 4,5-latka dali radę 😉 Mowa o tej książce.

Pomysł jest genialnie prosty! Zadaniem dzieci jest odciśnięcie paluszków na kilkudziesięciu kartach. Muszą wypełniać rysunki, uzupełniać wzorki, wymyślać sekwencje wzorów itp. Kolejnym etapem – w naszym wypadku raczej dla Hani – jest dorysowywanie szczegółów, np. buziek.



Z kolorowankami w czasie podróży nie mamy dobrych doświadczeń – polskie drogi nie sprzyjają dokładnym kreskom 😉 Natomiast paluchy odbijać można śmiało. W trakcie naszych wyjazdów dzieciaki sobie mazały paluszkami. Po przyjeździe na miejsce lub w domu Hania dorysowywała niezbędne w danym zadaniu elementy i wszystko było naprawdę piękne 😉

Całość jest naprawdę porządnie wykonana. Papier jest gruby, kolory wyraziste, po kilku tygodniach u użytkowania farbki nadal są wilgotne i można nimi malować. I jeszcze jedna uwaga – 3/4 osób, którym pokazywaliśmy książeczkę była zdziwiona, że całość nie jest zmywalna. Proponujemy zwrócić producentowi uwagę na potrzeby polskich rodziców 😉

* * *

Jeśli książka się wam spodobała, skontaktujcie się z dystrybutorem: więcej o wyd. Usborne na www.centrumbest.pl, a formularz zamówienia i cennik dostępny jest na www.bestjezykowo.blogspot.com. Jeśli przy składaniu zamówienia wpiszecie hasło „Podróże Hani” otrzymacie 15% rabatu 😉 Ja już mam pomysł na prezent na Dzień Dziecka, a wy?

Prezenty, prezenty ;)

Chyba zaczynam mieć szczęście. Ostatnio wygrałam dla Hani zestaw gier CzuCzu (komentarz pod postem  na Fb), a dla nas wszystkich weekend we Władysławowie (mam nadzieję, że i wy głosowaliście na moje zgłoszenie w konkursie Dzieci Kochają Bałtyk ;p). Do kompletu Hubcio dostał do „przetestowania” fajną zabawkę. Może powinnam zacząć grać w totka? 😉

CzuCzu jeszcze czeka na swą kolej, nad morze wybierzemy się wkrótce (trzymajcie kciuki za urlop Kamila), ale zabawkę mogę wam pokazać już dziś 😉 To Pałąk Flexi Tiny Love. Paczka przyszła kurierem, więc pierwszą osobą, która się do niej dorwała była oczywiscie Hania. Jakież było jej zdziwienie, że tym razem jest to coś dla Hubika 😉

W sumie zastanawiałam się czy Hubert choć na zabawkę spojrzy, bo od dawna preferuje klamerki, kable i pilot od telewizora. W pałąku było jednak coś, co zainteresowało go od razu – lusterko! Do reszty gadżetów próbowała przekonać go Hania. Ponieważ Hubi ostatnio jest na etapie wyrzucania wszystkiego, dzieci mają świetną zabawę – Hania do rzepów przyczepia zabawki, a on je odrywa. I tak w kółko 😉

Hubi w końcu też usiadł, więc korzysta z pałąka tylko w ten sposób:

 Zabawka pomaga nam też w naszej rehabilitacji – podtrzymuje mały brzuszek kiedy ćwiczymy rączki i przygotowujemy się do raczkowania.

* * *
Tyle dzieci. A teraz ocena moja 😉 

Pałąk Flexi jest naprawdę porządnie wykonany. Początkowo nie był wcale łatwy w obsłudze – żeby ukształtować poszczególne „ustawienia” zabawki musiałam się trochę natrudzić. Teraz już jest dużo łatwiej, bo się wprawiłam. Pałąk bardzo stabilny (bałam się, że nie będzie), dzieciom trudno zmienić jego kształt, ale na tym etapie rozwoju Hubika jest to dla mnie plusem.

źródło: www.marko-baby.pl

Myślę, że pałąk jest świetną alternatywą maty edukacyjnej (która akurat u nas kompletnie się nie sprawdziła). Szkoda, że Hubi dostał go tak późno, na pewno wcześniej, kiedy był bardziej zainteresowany zabawkami, byłby z niego jeszcze większy pożytek.

Dla mnie zaletą pałąka jest też jego poręczne opakowanie – całość łatwo się skłąda i ląduje w okrągłym i płaskim pokrowcu z rączką. Taką „walizeczkę” uzupełniamy o książeczkę, samochodzik, gryzak i piłkę i zabieramy na kilkudniowe wyjazdy. 😉

Stoliczek – i wszystko jasne!

Jakiś czas temu dostaliśmy do testowania stoliczek podróżnika (klik). Dziś czas na wrażenia 😉

Hania nadal jest swoim nowym gadżetem zachwycona (mamy go jakiś miesiąc). W sumie używa go nie tylko w podróży, na co dzień stoliczek jest w jej pokoju i służy do zabawy w pociąg 😉 No ale miałam pisać o jego przydatności (lub nieprzydatności) w podróży 😉

Stolik świetnie sprawdza się do zabaw w trakcie jazdy. Nie twierdzę, że bez niego Hania nie „czytałaby” książeczek czy nie bawiła się pluszakami. Przecież do tej pory zabawy w trakcie jazdy były na porządku dziennym. Teraz jednak może robić więcej rzeczy – układać puzzle czy grać w karty. Ogólnie wykazuje więcej aktywności i bawi się sama – dzięki temu… mniej mówi (osoby, które nas znają wiedzą, że Hania NON STOP gada co czasem potrafi naprawdę męczyć).

Stoliczek i mnie ułatwia życie – nie muszę już tysiąc razy odwracać się w trakcie jazdy żeby podać Hani picie/książkę/przekąskę/zabawkę (każdy rodzic może tu wpisać tysiąc drobiazgów). Wszystkie te rzeczy mają swoje miejsce w bocznych kieszeniach. I chyba to jest największą zaletą stolika.

Stolik jest bezpieczny, wykonany z miękkiego materiału (co początkowo wydawało mi się jego wadą – lekko wygina się na nogach i puzzle się nam czasem rozchodziły. Z drugiej strony na pewno jest to bezpieczniejsze rozwiązanie niż twardy blat) i porządnie wykonany. Ma piękny, czerwony kolor (są też czarne). No i jest wyprodukowany w Polsce, co niestety zdarza się coraz rzadziej (fajnie jest mieć coś nie chińskiego 😉 ).

Gdybym miała w nim coś zmienić to na pewno dołożyłabym wyższe brzegi również od strony, która przylega do ciała dziecka – pomimo dość dobrego zapięcia (stolik jest przypinany do fotelika za pomocą paska z klamrami, są z dwóch stron, łatwo więc go zamontować, można też regulować stopień jego dopasowania do dziecka) czasem jakiś mały element dostawał się pomiędzy stolik a fotelik. I wtedy najczęściej trzeba się było zatrzymać 😉

Po kilku wyjazdach ze stoliczkiem, wsiadając do samochodu, Hania zawsze się o niego upomina. To chyba dość dobra rekomendacja, prawda?

* * *

Stoliczek w swoim asortymencie ma sklep internetowy Przydaje się. Polecam wam również jego stronę na Fb. To prawdziwy raj dla gadżeciarzy, mnie też kilka rzeczy wpadło tam w oko (w końcu większość z nich służy do ułatwiania życia małym i większym podróżnikom).

Stoliczku, nakryj się!

Pamiętacie nasz niedawny wpis o gadżetach (klik)? Pisałam w nim, że ostatnio myślałam nad zakupem jednego, ale w końcu go nie kupiłam. Chodziło o stolik podróżniczy, który teraz… dostałam (właściwie Hania dostała) do przetestowania. 🙂 Jakiś czas temu przyszła do nas paczka. Jak widać, Hania zawartością była bardzo zaciekawiona 🙂

 

W paczce był przenośny stolik podróżnika, który wkrótce dla was przetestujemy.

Na dobry początek, mała sprawdziła swój nowy gadżet „na sucho” 🙂

 Jak widać zapakowała do niego same niezbędne w podróży rzeczy 😉

Jak stoliczek się u nas sprawdza w trakcie prawdziwych podróży, napiszemy po kilku testach, już po majówce.


Stoliczek w swoim asortymencie ma sklep internetowy Przydaje się. Polecam wam również jego stronę na Fb. To prawdziwy raj dla gadżeciarzy, mnie też kilka rzeczy wpadło tam w oko (w końcu większość z nich służy do ułatwiania życia małym i większym podróżnikom).