Chłopaki, gola – Hania zwiedza stadion w Gdańsku

Nasza reprezentacja rozgrywała wczoraj kolejny mecz. Tym razem Hania nie siedziała na kanapie ze swoim szalikiem kibica, bo była w Katowicach. Nie zmienia to jednak faktu,że kibic z niej prawdziwy, nieważne czy w meczu występują Polacy, czy też nie, wieczór upływa pod hasłem „Poooolska, goooolaaaa!”. Bynajmniej gusta te nie ukształtowały się podczas Euro, wtedy Hania uczestniczyła w kibicowaniu, ale raczej biernie.

Wakacje nad morzem

To był najdłuższy wyjazd Hani – w sumie poza domem była aż 20 dni! Pomimo tego, nad samym morzem była dni 16… Jakim cudem? Oczywiście wszystko przez przystanki w podróży :). Tym razem czekał ją nocleg w Poznaniu (a właściwie w Komornikach pod Poznaniem), a w drodze powrotnej 2 dni pod Częstochową u dziadków. Nieskromnie powiem, że wyjazd był super. Pomimo tego, że nie jesteśmy wielbicielami morza, odpoczęliśmy jak nigdy.

Urlop spędziliśmy w miejscowości idealnej dla rodzin z małymi dziećmi. Gdybym miała określić ją jednym słowem, chyba byłoby to słowo „dziura”. I w pełni nam to odpowiadała. Napiszę wręcz więcej – do Białogóry na pewno jeszcze wrócimy. Spokój, brak tłumów turystów, najpiękniejsza i najszersza plaża jaką w życiu widziałam, mało wszechobecnej komercyjnej papki – dla mnie super. Był też jeden minus, który Hania zauważyła dopiero po czasie (a właściwie po 10 dniach – kiedy to pojechaliśmy do Sopotu) – brak muszelek na plaży.
Białogóra jest idealna dla małych dzieci – większe w przypadku braku pogody mogą się tam nudzić. My spędziliśmy tam sam koniec sezonu, który w Białogórze przypada na sierpień (nie wiem dlaczego nie przedłużają sezonu, ostatniego sierpnia nie było już czynnego żadnego lokalu, nie można było zjeść ani ryby, ani pysznych gofrów, ale o tym napiszę kiedy indziej ;p). Dobrze więc, że nie zdecydowaliśmy się na wrześniowy pobyt tak jak planowaliśmy na początku .

My mieszkaliśmy w domu znajomych, ale z kwaterami nie ma tam najmniejszego problemu. Są pokoje, kwatery w agroturystyce, miejsca w pensjonatach. Wiele z nich jest nastawionych na przyjmowanie właśnie rodzin z małymi dziećmi (mają łóżeczka, przewijaki, huśtawki w ogrodzie itp.). 
Z ogólnodostępnych atrakcji dla maluchów są plac zabaw i stadnina koni, w której zobaczyć można też inne zwierzęta. Wielkim przeżyciem są też podróże dorożką ciągniętą przez jednego lub dwa konie – chyba każda rodzina choć raz z tego skorzystała 🙂 Po pierwsze dlatego, że za 2 zł można dziecku sprawić naprawdę wielką frajdę, po drugie – do plaży jest jednak kawałek (pieszo idzie się jakieś 20 do 30 minut, w zależności ile gratów na plażę się ze sobą bierze;p). Do głównego wejścia na plażę idzie się asfaltem (i tam jeżdżą bryczki i riksze), ale my rzadko z niego korzystaliśmy (taaa, to zejście było bardziej komercyjne :)). Kilkaset metrów dalej było zejście przez las, dużo bardziej klimatyczne, ale w części szło się piaskiem, więc niepolecane dla osób z wózkami (my nosidłowi, więc problemu nie było). Choć oczywiście wielu było takich, którzy przez te wydmy ciągnęli wózki wypełnione plażowym sprzętem;p 

Sama plaża była boska – szeroka, z drobniutkim i czystym piaskiem i – to najważniejsze – prawie pusta! Zdarzyło się nam, że nie widzieliśmy na niej innych osób (fakt, że było to w dzień, w którym naprawdę wiało, ale przecież od czegoś są ciepłe bluzy i kaptur :)). 

Hania była nad morzem drugi raz, ale dopiero teraz miała z niego frajdę. Zresztą, zobaczcie sami 🙂