Hania w Krainie Czarów

Ostatnio na Fb pytałam o sale zabaw – nie napiszę, że odpowiedzi mnie usatysfakcjonowały 😉 No więc się postaram i sama wyszukałam coś co wydawało się fajne. I wiecie co? Rzeczywiście takie było. Wykorzystaliśmy przymusową wizytę w Katowicach (ehhh ci lekarze) i odwiedziliśmy salę zabaw W krainie czarów. Jeśli wam się spodoba, spieszcie się! Za niedługo będzie już na tyle fajna pogoda, że szkoda będzie czasu na atrakcje pod dachem 😉

Przyznaję, że oglądając zdjęcia na www pomyślałam, że może tam być równie fajnie jak w naszej ulubionej Nibylandii. Faktycznie, Hanka i Hubi bawili się świetnie, ale sala jest mniejsza niż mi się wydawało. Ma za to jeden bardzo duży plus – jest nowa i widać to w każdym miejscu – kawiarence, szatni, w basenie z kulkami, wszędzie.

W szatni, co dla nas baaardzo ważne, jest kilka suszarek. To chyba jeden z ważniejszych elementów, które w sali zabaw są obowiązkowe. Jeśli nie są potrzebne, to znaczy, że zabawa nie była przednia 😉

W środku na dzieci czeka plątanina kolorowych korytarzy, kulkowy basen, wiele mniejszych i większych zabawek (w tym autko, z którego Hubi nie chciał wyjść), wielkie drzewo i… tajemniczy labirynt. Atrakcji spokojnie starczy na dwie godziny świetnej zabawy.

Hanię bardzo zaciekawiło tajemnicze zejście pod ziemię…

Hubi z zapałem raczkował w kolorowych tunelach…

Ale i tak najlepiej było w wieeeelkim kuleczkowym basenie. W zasadzie inne atrakcje od momentu zobaczenia tych kulek mogłyby nie istnieć. Dla Huba, dla taty… chyba też 😉
No naprawdę się młodemu podobało 😉 W sumie była to jego pierwsza w pełni świadoma wizyta w sali zabaw (fakt, za często w takich miejscach nie bywamy).
M. in. dlatego inne zakamarki sali zabaw pokazuję wam już bez dzieciaków. Tam nie miały czasu się bawić 😉



Bardzo fajna była ścianka wspinaczkowa. Na tyle duża żeby Hania poczuła wyzwanie i jednocześnie na tyle mała, żebym nie bała się jej tam puścić 😉

* * *
Informacje praktyczne:
Sala zabaw W krainie czarów, ul. Zawiszy Czarnego 7a, Osiedle Tysiąclecia, Katowice, www.krainaczarow.net

Super Puszczyk

Pierwszym przystankiem w naszej podróży do Dąbek był Koszalin. Tam przyjechaliśmy nocnym pociągiem, byliśmy na miejscu przed 9 rano. I powstało pytanie – jedziemy do sanatorium czy robimy coś na miejscu. Byliśmy głodni, więc… poszukaliśmy poleconej mi klubokawiarni. Decyzja była strzałem w dziesiątkę – Puszczyk to miejsce, przez które splajtowałabym, gdybym miała je w Rybniku!


Klubokawiarnia jest idealnym miejscem, do którego możemy wziąć dzieci. Jest tam dużo miejsca, są i zabawki (zjeżdżalnia przy schodach to hit nad hity!!!), i dostosowane do wieku maluszków zajęcia (Hubi się załapał ;p), i… co niestety rzadkie, nie śmieciowe jedzenie (Hania w domu też już pije zielony sok szpinakowo-bananowo-pomarańczowy, mniam!). Mogłabym się zachwycać i zachwalać, ale wolę pokazać wam zdjęcia.










Hubi załapał się na zajęcia dla najmłodszych szkrabów, Hania też dołączyła – jak widać na załączonym obrazku dzieci malowały… dynię 😉 Pomalowana była nie tylko pupa i nogi Hubika, nawet włosy na jakiś czas były czerwone 😉



Hania odkryła, że lubi zielone soki (że też ja zawsze z uporem maniaka do szpinaku i banana dodawałam kefir).

I co myślicie? Fajnie, nie? Nam się tak spodobało, że w drodze powrotnej wzięliśmy tam i tatę 😉


* * *
Informacje praktyczne:
Klubokawiarnia Puszczyk, ul. Zwycięstwa 108, Koszalin


W menu muffinki i tarty, kawy i świeże soki, tosty i kanapki (polecam tą z łososiem). Plan warsztatów najlepiej sprawdzać na Fb.

Hania poleca… PERON

Tak, Peron. W Bielsku. Taką kawiarnię z salą zabaw odkryliśmy i na pewno do niej wrócimy (Hania ma obiecaną godzinkę w sali zabaw, a ja znowu chcę latte z chili ;p). A wszystko przez zupełny przypadek, bo na Kozią Górę zamiast planowaną trasą z Błoni wchodziliśmy z Cygańskiego Lasu. Kawiarnia położona jest tuż przy lesie, jest więc idealnym miejscem na odpoczynek „po trasie”.

Kolejowe odniesienia są wszędzie 😉 Kto będzie w Peronie z pewnością z uśmiechem spojrzy np. na tamtejsze menu.

Wystrój knajpy też mi się podobał. W ciepłe dni można się gościć też na przylegającym do kawiarni tarasie. My tym razem byliśmy w środku, bo tylko tam były miejca (akurat trafiliśmy na „Weekend za pół ceny”, ruch był spory, w dodatku właściciele chyba się go nie spodziewali, bo wielu pozycji z menu już nie było).

Przygotowywanie dań można podpatrywać. Hania sama wybrała sobie owoce na sok 😉

Na parterze budynku jest sala zabaw. Całkiem fajna i przyjemna. Na pewno do niej wrócimy.

Z sali zabaw tym razem nie skorzystaliśmy, była tak piękna pogoda, że wybraliśmy malutki plac zabaw, który jest tuż przy kawiarni 😉

* * *
Informacje praktyczne:
Kawiarnia i sala zabaw „Peron”, ul. Olszówka 27 A, Bielsko-Biała
Cennik sali zabaw: 8 zł/h w tygodniu, 10 zł/h w weekendy.

Sala zabaw jak ze snów

Zabieracie dzieci do sal zabaw? My od czasu do czasu organizujemy sobie z znajomymi takie „zabawowe” spotkania. Jako czujne matki zawsze staramy się przyjeżdżać z kochanymi tatusiami, żeby miał się kto dziećmi zająć (polecam! Przy kawie w sali zabaw czas szybciej płynie ;p). Pierwszy raz Hanka zaznała takich atrakcji jak miała trochę ponad roczek. Już wtedy jej się podobało. A my (czyt. rodzice) wpadliśmy jak śliwki w kompot… Jak się potem okazało, zabraliśmy młodą do chyba najlepszej sali zabaw na Śląsku – katowickiej Nibylandii. Byliśmy potem w kilku innych i… co jakiś czas musimy organizować wyjazd do Katowic, bo inne sale zabaw nie dorastają jej do pięt.

No i w ten weekend wybraliśmy się ponownie. Skorzystaliśmy z okazji, bo po ciepłym tygodniu pracy sobota okazała się dniem chłodnym i – jak to ostatnio bywa – deszczowym 🙁 Tak więc postanowiliśmy się pogodzie postawić i mimo wszystko się dobrze bawić. W Nibylandii jest to pewne! Zresztą, jak się świetnie nie bawić w takim miejscu?

fot. www.salazabaw.katowice.pl
fot. www.salazabaw.katowice.pl
fot. www.salazabaw.katowice.pl

 Jak zwykle spędziliśmy tam ponad dwie godziny. Hania wyhasała się za wsze czasy z kolegą Tymonem (i tatusiem oczywiście), ja w końcu poplotkowałam z dawno nie widzianą koleżanką przy kawie. Wszyscy byli więc zadowoleni 🙂 Co prawda dzieci wyjątkowo mało korzystały z atrakcji, pół pobytu spędziły… w samochodach, większość zdjęć mam więc bez głównych bohaterów w akcji 😉

Nibylandia urządzona jest w byłej sali gimnastycznej, dzięki czemu do dyspozycji dzieciaków są ogromne przestrzenie. Oprócz widocznych na zdjęciach wielkich konstrukcji jest też salka (właściwie spora sala;p) dla mniejszych dzieci, a w niej zabawki edukacyjne, wielkie klocki i bujaki.

Nawet przy wychodzeniu są atrakcje – po wizytach na basenie Hania uwielbia te suszarki 😉 A po czasie spędzonym w Nibylandii są one ZAWSZE potrzebne 😉


Informacje praktyczne:
Nibylandia. Kraina Dziecięcej Rozrywki, ul. Pawła Kołodzieja 44, Katowice-Murcki, www.salazabaw.katowice.pl
Ceny biletów można przejrzeć tutaj. My zawsze kupujemy bilet bez ograniczeń czasowych, bo naprawdę trudno z sali wyjść po godzinie (w weekendy kosztuje 30 zł).
Godziny otwarcia: codziennie od 10.00 do 20.00.