Chłopaki, gola – Hania zwiedza stadion w Gdańsku

Nasza reprezentacja rozgrywała wczoraj kolejny mecz. Tym razem Hania nie siedziała na kanapie ze swoim szalikiem kibica, bo była w Katowicach. Nie zmienia to jednak faktu,że kibic z niej prawdziwy, nieważne czy w meczu występują Polacy, czy też nie, wieczór upływa pod hasłem „Poooolska, goooolaaaa!”. Bynajmniej gusta te nie ukształtowały się podczas Euro, wtedy Hania uczestniczyła w kibicowaniu, ale raczej biernie.

Samoloty, helikoptery i inne cuda :)

Może moja postawa nie jest zbyt popularna, ale taka jest prawda – w przeciwieństwie do zdecydowanej większości Polaków nie jestem wielką fanką Krakowa (i Zakopanego, ale to już zupełnie inna historia…). Nie oznacza to jednak, że Hani tam nie zabiorę. Wręcz przeciwnie!

Na razie w Krakowie Hania była raz – w trakcie Euro, więc tłumy były jeszcze większe niż zazwyczaj ;p Niestety jego atrakcje oglądała tylko z tatą, mama w tym czasie była na szkoleniu. W każdym razie z powodu tłumu stacjonujących w mieście kibiców (akurat tego dnia był jakiś mecz) i niesamowitego upału (spokojnie było ponad 30 stopni) dzień taty i Hani był oddalony od centrum. Celem wycieczki było Muzeum Lotnictwa Polskiego. Jest fajne, bo większość „eksponatów” jest na świeżym powietrzu. Na letnie zwiedzanie w sam raz, ale myślę, że jest to równie dobre miejsce na jesienne i zimowe spacery z atrakcjami.

Nie wiem, czy na tych wszystkich maszynach są tabliczki, by ich nie dotykać – w każdym razie Hania miała z  tego wielką radochę 🙂

Prawie jak na pikniku 🙂

 

Szympruchy spędziły w muzeum kilka godzin. Chodzenia było dużo, upał ogromny, to trzeba było potem odpocząć.

Żeby nie było, że matka porzuciła rodzinę 🙂 Wybraliśmy się również na Rynek, ale upał jednak był zbyt duży… Szybki bieg do Smoka i… powrót do domu.

Informacje praktyczne:
Muzeum Lotnictwa Polskiego, www.muzeumlotnictwa.pl, Aleja Jana Pawła II 39, Kraków
Czynne: wtorek – niedziela, 9.00-17.00
Bilety: 10 zł – dorośli, 5 zł – dzieci (Hania mając 1,5 roku wchodziła za darmo). We wtorki wstęp wolny!

Myślę, że to miejsce jest równie fajne na zimowe wizyty – w końcu samolotu nie zasypie ;p A my się w Krakowie pojawimy już w styczniu – pojedziemy zobaczyć szopki 🙂 

Woda, duuużo wody, czyli Zalew Rybnicki i Jezioro Chańcza

Było już o wyprawie w góry, było też o morzu. To teraz przyszedł czas na jeziora (to, że stworzone przez człowieka, to już nieważne). Do tej pory Hania miała okazję pobyć nad dwoma zalewami. Zalew Rybnicki ma o rzut kamieniem od domu. Nad Chańczę (tą w województwie świętokrzyskim, na Mazury jeszcze nie dotarliśmy) było już trochę dalej – z planowanych 3-4 godzin jazdy wyszło nam… 8. Jakaś taka pętla czasowa nam się trafiła.

Tato, foka!

W ubiegły weekend w Dzień Dobry TVN był materiał o fokarium w Helu. Jak tylko Hania zobaczyła foki, świat przestał istnieć! – Mamo, jedziemy do foków! – i tak w kółko. Nie pomagały tłumaczenia, że to daleko, że już tam byliśmy, że to, że tamto… Ba, nawet zapowiedź odwołania spotkania z kolegą Tymonem nie podziałała 😉 Do samego wejścia do auta niecni rodzice okłamywali swe dziecię, w drodze do Katowic na szczęście zasnęła 😉

Przedstawiam więc historię jednodniowej helskiej przygody Hani… Najpierw chcieliśmy wejść na latarnię morską, jedną z wyższych na polskim wybrzeżu. Jakie było moje zdziwienie, gdy niemiły pan poinformował mnie (nawet nie podnosząc wzroku znad gazety, kiedy pytałam, czy mogę przy nim zostawić wózek na czas wchodzenia na górę), że dzieci do lat 4 na górę wpuszczane nie są… Dziwne to bardzo, szczególnie, że nigdzie takowej informacji nie znalazłam. W ramach akcji protestacyjnej, pomimo deklaracji Kamila, że on posiedzi z Hanią na dole, żaden Szympruch na tarasie widokowym się nie pojawił 😉

Na sam kraniec Helu biletów już nie było, w związku z tym Hania mogła sobie po plaży pobiegać 😉

Po dłuższym spacerze do komercyjnego helskiego bulwaru, udaliśmy się do Fokarium. Spieszyliśmy się bardzo, żeby nie spóźnić się na karmienie. Na szczęście okazało się, że pośpiech był niepotrzebny – informacje w przewodniku były błędne 😉 W efekcie na miejscu pojawiliśmy się dokładnie pomiędzy karmieniami, które w sezonie są 3 razy dziennie – o 11.00, 14.00 i 17.00.
 

W fokarium było 6 zwierzaków. Hanka szalała! Przed rozpoczęciem karmienia, które tak naprawdę jest pokazem ćwiczeń, za które w nagrodę foki dostają rybki, prawie godzinę biegaliśmy od basenu do basenu, śledząc co chwilę pojawiające się ponad taflą wody zwierzęta 🙂

W końcu panna Hanna się doczekała!

Jak przekonaliśmy się w ostatni weekend, wizyta w fokarium bardzo zapadła Hani w pamięć. Jeśli będziemy w okolicy to na pewno odwiedzimy je jeszcze raz. Szczególnie, że nie jest „normalna”, komercyjna nadmorska atrakcja, a ośrodek badawczo-edukacyjny prowadzony przez Instytut Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego. Miejsce jest na pewno warte polecenia i wsparcia (np. w przyfokarniowym sklepiku ;p), bo cel jest szczytny.
Informacje praktyczne:
Stacja Morska Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego, ul. Morska 2, Hel
Czynne codziennie, ale w różnych godzinach – szczegóły na www.fokarium.pl
Bilety: 2 zł/osobę, Hania wchodziła za darmo
Godziny karmienia fok (pokazów): w sezonie: 11.00, 14.00, 17.00, poza sezonem: 11.00 i 14.00.
Uwaga! Jeśli planujecie odwiedzenie fokarium w sezonie, musicie pojawić się co najmniej pół godziny przed pokazem (inaczej wg mnie nie ma szans na „pierwsze rzędy” ;)).

Hania na Dzikim Zachodzie!

Tak, tak… dobrze czytacie! Tak jak zapowiadałam, w weekend Hania pojawiła się w nowej atrakcji województwa śląskiego, czyli w parku rozrywki Miasteczko Twinpigs w Żorach. Ogólnie uważam, że jest to atrakcja dla dzieci co najmniej przedszkolnych (i to starszaków), ale ponieważ w jesienno-zimowe weekendy jest wstęp gratis, postanowiliśmy przekonać się jak to w tym westernowym miasteczku jest 🙂

Dla mnie puste uliczki miasteczka Twinpigs były plusem, w sezonie jest tam naprawdę tłoczno. Do miasteczka wchodzi się przez ogromną bramę. Za nią rozciąga się uliczka jak z Dzikiego Zachodu. W drewnianych zabudowaniach mieści się saloon, biuro szeryfa, sklepy z pamiątkami i stodoła, w której odbywają się różne pokazy. Jest kino 5D, są kucyki i plac zabaw dla najmniejszych dzieci. Dla większych jest ogromna ścianka wspinaczkowa.

W trakcie naszej krótkiej wizyty (była tylko po drodze, bo tego dnia jechaliśmy do katowickiej Nibylandii) Hania zobaczyła jak robi się wieeeelkie mydlane bańki i zwierzątka z długich baloników. Był też pokaz iluzji, ale to jest interesujące dla starszych dzieci.


Zaliczyła też standardową w takich miejscach „ściankę” 🙂

W sezonie takiej pustej uliczki raczej się w Twinpigs nie uświadczy;p My wrócimy tam z pewnością, ale za jakieś 3 lata – wtedy Hania skorzysta z większości oferowanych w parku atrakcji. Myślę, że na wizytę będzie trzeba zarezerwować cały dzień 😉

Informacje praktyczne:
Park Rozrywki Miasteczko Twinpigs, www.twinpigs.eu, ul. Katowicka 4, Żory (droga 81 z Katowic w Beskidy).
W tym momencie – przy okrojonym programie – w weekendy wstęp jest wolny (szczegóły tutaj). W sezonie bilety są dość drogie, bo kosztują ok. 40 zł, ale w zamian wszystkie atrakcje wewnątrz są już darmowe.