Jaskinia Głęboka

Znowu byłam pod ziemią, ale tym razem nie w kopalni! Mimo że nie było to 320 (jak w Guido), ani nawet 40 (jak w Tarnowskich Górach – klik) metrów pod ziemią, było równie ciekawie. Jaskinia Głęboka mnie zaskoczyła. Szczerze napiszę, że nie spodziewałam się, że będzie w niej tak ciekawie (wiecie, że jak ktoś był w Raju, nie mówiąc o innych znanych jaskiniach, to potem ma trochę skrzywione patrzenie na inne polskie jaskinie, nie?). 

Wejście, umiejscowione w zachodniej części Góry Zborów, jest dość niepozorne, leży tuż przy pozostałościach starego kamieniołomu. Pierwsze metry zejścia również nie porażają. Potem jest jednak tylko lepiej! 
Jaskinia ma długość 190 m. Mimo że nazwana Głęboką, zwiedzanie odbywa się ledwie kilkanaście metrów pod ziemią. Jest chłodno i – co bardziej uciążliwe – bardzo wilgotno. Trasa momentami jest stroma, ale spokojnie można tam wziąć dzieciaki. Hanka na pewno jaskinię zobaczy jak tylko uda nam się wybrać na Jurę, by zdobyć szczyt Góry Zborów (a plany, jak zwykle, są 😉 ).

Turyści mogą zobaczyć szatę naciekową w Leju Szpatowców, Komorze Południowej i Sali z Obniżonym Stropem, podziemny labirynt Esso i Salę za Esso. W każdym kolejnym podziemnym pomieszczeniu jest ciekawiej. Przewodnik rzuca ciekawostkami jak z rękawa, co bardzo uatrakcyjnia przejście.

 W jaskini spędziliśmy ok. 40 minut. Ja się nie nudziłam 😉 A tak po wyjściu z jaskini prezentowała się nasza wesoła, blogerska grupa (za fotki – zresztą nie tylko te dwie – dziękuję Kasi z Kasai.eu).

Kolejnym plusem jest niezwykle malownicze położenie Jaskini Głębokiej. Wejście jest na zboczu Góry Zborów, przy której zorganizowano Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego Jury w Podlesicach. Idąc w jego stronę mijaliśmy… stado owiec. Jak się okazuje 45 owieczek zostało do Podlesic sprowadzonych w ramach unijnego programu OWCA+. Ich zadaniem – poza upiększaniem krajobrazu – jest oczyszczenie wapieni z porastającej je roślinności. Będzie więc jeszcze piękniej!

 
* * *
Informacje praktyczne:
Jaskinia Głęboka, Rezerwat przyrody Góra Zborów, Podlesice k. Kroczyc, www.podlesice.org.pl. Czynna od 1 kwietnia do końca października (od 9.00 do 16.00). Bilety – 12 i 9 zł. 
Uwaga! Na zwiedzanie trzeba umawiać się telefonicznie – 34 333 74 74 i 730 702 056 lub mailowo – biuro@podlesice.org.pl.

Rudy i… czosnek

Do Doliny Chochołowskiej wszyscy jeżdżą oglądać słynne krokusy, w Cieszynie prawdziwą przyjemnością jest spacer Szlakiem Magnolii, a w Rudach… wszędzie jest dziki czosnek. Kto się zdecyduje na spacer? 😉

Naprawdę warto, trzeba tylko uzbroić się w jakieś środki przeciwko owadom. Jak co roku plaga muszek i komarów już nas tam dopadła. Sezon pogryzień uważam za otwarty 🙁

W ogóle w Rudach jest coraz ładniej. Super, że mam je tak blisko (w wąskotorówce też trwają prace, wkrótce i o niej co nieco wrzucę).

Leśny Park Edukacji Ekologicznej w Istebnej

Do Istebnej jeździmy często, Hania spędziła tam swoje pierwsze kilkudniowe wakacje (klik). Ostatnio byliśmy kolejny raz, rozpoczynając tym samym sezon wiosennych (choć był jeszcze śnieg) wycieczek. Na początek odwiedziliśmy miejsce, które zawsze mijaliśmy w drodze na Ochodzitą. Jakoś nigdy Leśny Ośrodek Edukacji Ekologicznej nas nie zainteresowało. Tym razem tam wstąpiliśmy i… na pewno nie była to pierwsza i ostatnia wizyta. Dzieciom bardzo się podobało (nawet Hubowi!). Szczególnie, że (jak zwykle) byliśmy sami 😉 Pomysł robienia sobie piątkowych, a nie weekendowych wyjazdów również zamierzam w tym roku uskuteczniać.

Bliskie spotkania z sarnami i… kozą

W Leśnym Parku Niespodzianek byli chyba wszyscy posiadający dzieci, znajomi. To jedno z pierwszych miejsc, do których jedzie się z dzieciakami w moich okolicach. Ja nie byłam i zaczęło mi to ciążyć, bo co chwilę ktoś się o ten Ustroń pytał 😉 No to pojechałam (Justyna – dzięki za doborowe towarzystwo ;p) i już wszystko wiem…

źródło: www.lesnypark.pl

Przede wszystkim – to nie jest miejsce idealne dla rodzin z wózkami! Jak się ma spacerówkę z pompowanymi kołami to można się wybrać (ale i tak się człowiek napoci, przerobiłyśmy na własnej skórze), ale z lekką parasolką bym nie jechała. Tak więc po raz kolejny się przekonałam jak świetnym wynalazkiem są chusty i nosidła ergonomiczne (tylko co z tego skoro Hubi wytrzymuje w nich może z 15 minut). Niestety w parku same wózki i umęczeni rodzice. Ale dzieciom bardzo się podoba! Myślę, że sama nie raz tam wrócę kiedy Hubi będzie już większy. Jest tylko jeden warunek – wybierzemy się, podobnie jak tym razem, po sezonie. Nie wyobrażam sobie karmienia zwierzątek wśród tłumów jakie są tam w wakacyjne weekendy.

Ale zacznijmy od początku. Do biletów wstępu warto dokupić paszę dla zwierząt – okazja do nakarmienia sarenek przydarza się tuż za kasami. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że aż tyle zwierząt jest tam wolno puszczonych. Sarny, daniele, lamy czy kozy kompletnie nie boją sie ludzi (baaaa, z kozą Hubi stoczył prawdziwą walkę o… surową marchewkę, wtedy naprawdę najadłam się strachu, bo koza prawie wskoczyła mu do wózka a młody ani myślał oddać swoją ulubioną przekąskę). Hania początkowo podchodzącymi zwierzętami była przerażona, w końcu jednak się przemogła i… było super 😉

Po przywtaniu przez wolno biegające jelonki spotkaliśmy króliki (już za płotem) i świnki. Ogrodzone zagrody miały jeszcze kozy, szopy, żubr (nie widzieliśmy), no i oczywiście ptaki.

Kilkadziesiąt (może kilkaset?) metrów spaceru i jesteśmy przy pierszych punktach gastronomicznych , ławeczkach i placu zabaw dla dzieci. Chcieliśmy sobie zrobić mały piknik, ale się nie udało – od razu zleciały się zwierzęta. Jedno nawet łyknęło kawy…

Plac zabaw jest niestety dość zaniedbany. Widać, że urządzenia są wiekowe. Na szczęście nie one są tu główną atrakcją 😉

W parku byliśmy kilka godzin (i tak nie zobaczyliśmy wszytskiego). Co chwilę robiliśy przerwę na karmienie (czasem zwierzat, czasem… dzieci ;p).

Park położony jest na zboczu Równicy. Gdy jest dobra widoczność (gdy my byliśmy, była taka sobie) widać z niego m. in. pobliską Czantorię (klik).

Kolejną atrakcją jest tzw. Aleja Bajkowa. Szczerze napiszę, że nie wiem po co to tam jest. Niby kolejna rzecz dla dzieci, ale kiepsko wykonana, nie wszystko działa, a niektóre figury w domkach, hmmmm, są dalekie od oryginałów.

Poza zwierzątkami „do karmienia” najbardziej podobał sie nam pokaz lotów drapieżnych ptaków (loty sów już sobie odpuściliśmy, ale podobno również są świetne, może „zaliczymy” za rok).

Po lotach powinniśmy jeszcze iść na ścieżkę edukacyjną, ale tego dnia jechaliśmy nad morze i trzeba się było zbierać 😉

W drodze do samochodu zobaczyliśmy jeszcze szopy.

No i Hania – rzutem na taśmę – odważyła się nakarmić zwierzątka 😉

Ogólnie dzień uważam za udany, baaardzo udany 😉

 * * *
Informacje praktyczne:
Leśny Park Niespodzianek, ul. Zdrojowa 16, Ustroń, www.lesnypark.pl
Godziny otwarcia (codziennie):
– 1 kwietnia – 31 października: 9.00-18.00
– 1 listopada – 31 marca: 10.00 – 16.00
Bilety (cennik letni, obowiązuje do końca października): 18/22 zł, wstęp wolny dzieci PONIŻEJ 3 LAT.
W kasie można kupić karmę dla zwierząt – 3 żł.

Dolina Kościeliska, czyli… historia ucieczki przed burzą ;)

Dolina Kościeliska była naszą pierwszą (i jak się potem okazało też ostatnią) pieszą wyprawą tegorocznych wakacji. Początkowo trasa nie zachęcała urokliwymi widokami (wszędzie wycinka drzew), ale im dalej tym było lepiej. Niestety nie doszliśmy do schroniska – rozpadało się na całego. Niemniej kilka godzin w plenerze zaliczyliśmy.

Po kilkunastu minutach, może pół godzinie spaceru jest pierwsza okazja do przystanku – Bacówka, jedna z kilku w okolicy „placówek” Szlaku Oscypkowego. Szlak składa się z 31 bacówek rozsianych po całej Małopolsce. Powstały po to, by każdy mieszczuch zobaczył jak się robi oscypek, bundz, czy redykołki.  

Niestety „nasz” baca nie był skory do rozmowy i Hania zbyt wielu rzeczy o wyrobie oscypków się nie dowiedziała. Nie można też było robić zdjęć. Za to można było kupić oscypki. No to sobie po jednym kupiliśmy 😉

Tak posileni szliśmy dalej. Mijaliśmy strumyki, kilka skałek, a Hania wciąż pytała gdzie są te góry. Faktycznie, trasa była bardziej spacerowa niż górska (niestety ze względu na Hubowy wózek na inną nie mogliśmy sobie pozwolić, odbijemy sobie za rok ;p).

Spacer był spokojny, Hania zaliczyła jednak też część ekstremalną. Razem z tatą zeszła do Jaskini Mroźnej. Niestety jaskinia do ciekawych nie należy (bardzo mało nacieków), w zasadzie atrakcją jest samo zejście, przejście ok. 500 m i… wyjście (ładny widok jest wtedy). Ale dla dziecka sam fakt zejścia pod ziemię był bardzo ekscytujący. Chwilami było też strasznie (wąsko, no i mokro), ale młoda zaprawiła się w bojach i potem bez mrugnięcia okiem zjechała do kopalni (kiedyś wam o tym napiszę). Przejście trwało jakieś pół godziny, prawie tyle samo stało się w kolejce do wejścia 😉

Kiedy Hania z tatą poszli w stronę jaskini, ja z Hubim zrobiliśmy sobie mały piknik. Niestety nie trwał on długo. Kiedy oni byli już pod ziemią, my uciekaliśmy przed deszczem… Lało z dwie godziny 😉

* * *
Wstęp do Tatrzańskiego Parku Narodowego jest płatny przez cały rok. Bilet normalny – 5 zł, ulgowy 2,5 zł, normalny 7-dniowy 25 zł, ulowy 7-dniowy 12,5 zł. Dzieci do lat 7 wstęp wolny.

Jaskinia Mroźna, zwiedzanie możliwe od maja do października, bilet kosztuje 4 zł (Hania weszła za darmo).