Dzieci odkrywają Śląskie, czyli historia spełnionego marzenia

Macie marzenia? Na pewno macie. A realizujecie je? Ja od dawna o pewnym marzeniu mówiłam, chyba z dwa lata. W końcu w okolicach marca tego roku zamiast mówić, zaczęłam robić. Pisać, sortować zdjęcia, szukać graficzki i korektorki (jak robić, to dobrze). No i myśleć o pieniądzach, bo jednak papier to papier (ja z tych staromodnych, ceniących wydania papierowe i zawsze jeżdżących z przewodnikami). W ten sposób przyszedł nam do głowy portal Polak potrafi, dzięki któremu nie raz przekonano się, że w narodzie siła. Po tygodniach przygotowań powstał nasz projekt, o którym więcej pisaliśmy tutaj. Wszystko zaczęło się 15 maja, wtedy zbiórka ruszyła. I wtedy zaczęłam myśleć, że faktycznie jest szansa, by przewodnik „Dzieci odkrywają Śląskie” był wydany. 

Śląska Wigilia z prawdziwego zdarzenia

Podczas gdy prawie cała Polska w święta Bożego Narodzenia zajada się pierogami i barszczykiem, na tradycyjnym śląskim stole próżno tych specjałów szukać. Co więc jada się na Śląsku? Kamil – dumny gorol z korzeniami spod Częstochowy (znaczy „nie Ślązak”, choć urodzony w Gliwicach) do dziś nie do końca potrafi zaakceptować moczki, makówek i zupy z rybich podrobów (a ona jest najpyszniejsza!!!). Śląska Wigilia to przede wszystkim tradycja, zestaw podawanych potraw od lat się nie zmienia. Myślę, że minie jeszcze sporo czasu, zanim do kanonu śląskich dań trafią pierogi, śledzie czy inne kutie. Co więc ląduje na wigilijnym stole u praktykujących śląskie zwyczaje rodzin?