2017, ach co to był za rok!

Pisząc skromne podsumowanie roku 2016 obiecywałam sobie, że bilans roku 2017 będzie dużo lepszy. Że będę pamiętała o wszystkich mniejszych i większych przyjemnościach, i sukcesach, że ewentualne porażki nie zasłonią mi pozytywów. I tak się stało. Sama siebie podziwiam za konsekwencję 🙂 Podsumowanie roku 2017 pisałam regularnie pod koniec każdego miesiąca. Co więc się u nas działo? Niby nic specjalnego, a jednak… to był świetny rok. W końcu staliśmy się rodziną kompletną 🙂

I po 2016. Jaki był?

No właśnie, jaki był miniony rok? Blogowe, a raczej rodzinne doświadczenie podpowiada mi, że nie ma sensu publikować moich planów na 2017 r. I tak, podobnie jak te na 2015 i 2016, pewnie się nie sprawdzą. Z dzieciakami na pokładzie nie ma chyba sensu planować wyjazdów z dużym wyprzedzeniem (choć pomysłów mam multum i już ich spisywanie sprawia mi radość). Więc tym razem nie napiszę, gdzie marzy mi się spędzić pierwsze dni wiosny, Wielkanoc czy urodziny dzieciaków (choć wiem to doskonale i to od dość dawna). Napiszę więc, co dobrego było w roku, który właśnie minął. Choć dobrych chwil było naprawdę wiele, ograniczę się do 3 momentów. Za to takich, których życzę każdemu z was.

2015 – podsumowanie. 2016 – zapowiedź

Podsumowania, podsumowania… Chyba od nich nie ucieknę. W sumie nie wiem kiedy ten rok (znowu) przeleciał, przecież zupełnie niedawno świętowaliśmy jego początek. Zleciał szybciej niż 2014, bo po roku ponad roku przerwy, wróciłam do pracy na etacie. Czasu było mało, zabieganie straszne, dzieci dopominające się stosownej dawki uwagi i… już mamy 2016, który zleci prawdopodobnie tak samo szybko.