Londyn. TOP 5 dla dzieci i to za darmo!

Tak, wiem. O Londynie wszyscy już wszystko wiedzą. Dlatego nie będę pisała o oczywistościach typu Big Ben, czy Tower (kurcze, nie byliśmy). Napiszę jakie atrakcje sprawdziły się nam z naszą rezolutną niemal 5-latką i prawie 2-letnim rozrabiaką (nie wszystkie się pokrywają). Ważne! Nasz pobyt w Londynie był bardzo niskobudżetowy, płatne atrakcje nas tym razem nie interesowały. Co nam (i dzieciom) się podobało?

Leśny Park Edukacji Ekologicznej w Istebnej

Do Istebnej jeździmy często, Hania spędziła tam swoje pierwsze kilkudniowe wakacje (klik). Ostatnio byliśmy kolejny raz, rozpoczynając tym samym sezon wiosennych (choć był jeszcze śnieg) wycieczek. Na początek odwiedziliśmy miejsce, które zawsze mijaliśmy w drodze na Ochodzitą. Jakoś nigdy Leśny Ośrodek Edukacji Ekologicznej nas nie zainteresowało. Tym razem tam wstąpiliśmy i… na pewno nie była to pierwsza i ostatnia wizyta. Dzieciom bardzo się podobało (nawet Hubowi!). Szczególnie, że (jak zwykle) byliśmy sami 😉 Pomysł robienia sobie piątkowych, a nie weekendowych wyjazdów również zamierzam w tym roku uskuteczniać.

Rybnicki park tematyczny

W końcu w Rybniku mamy coś fajnego. I to całkiem blisko nas. Tego parku ciekawa byłam już dawno, ale w dniu otwarcia Hubi miał gorączkę. No i Hania poszła beze mnie 🙁 Ostatnio wszystko nadrobiliśmy.

Teren parku nad Nacyną jest dość duży, dzięki czemu pomimo tłumów nie było tam tłoczno. Urządzeń już tak wielu nie ma, ale na nasze potrzeby wystaczyło (szkoda, że nasi kochani lokalni wandale już dali o sobie znać i kilka stanowisk już nie było sprawnych…). Pierwsze kroki Hania skierowała oczywiście na plac zabaw. Jest niewielki, ale baaaardzo fajny, Przyznaję, że takich „kwiatkowych” huśtawek jeszcze nie widzieliśmy 😉

Straszne fajne jest to, że Hania i Hubert coraz częściej bawią się razem. Nie przypuszczałam, że mała będzie aż tak opiekuńczą starszą siostrą (szkoda, że ten nasz mały gadat odwdzięcza się jej gryzieniem, drapaniem i wyrywaniem włosów…).

Po placu zabaw przyszedł czas na zabawy wysokościowe. Ścianki sa trzy, jedna wyższa od drugiej, najlepsza oczywiście była ta… największa 😉

Park podzielony jest na kilka „zakątków”, w których ustawione są stanowiska do (jak mawia Hanula) „eksperymentów”. Są urządzenia akustyczne, ruchowe czy optyczne. Jest co robić, ale do większośći urządzeń są kolejki (byliśmy w weekend). Hania większość stanowisk już znała, poznawała je m. in, w Rydułtowach (klik).

Plusem dziecięcego placyku zabaw są huśtawki – z powodzeniem może z nich korzystać nawet taki malec jak nasz Hubi. A „kwiatowe” urządzenia widziałam po raz pierwszy, całkiem fajne są 😉

Poszczególne części parku oddzielone są od siebie ścieżkami, trawą i „elementami małej architektury”. Powstał z tego lekki misz masz, bo wszystkiego jest tam po trochu. Ale nie narzekajmy, ważne że powstało kolejne miejsce, w którym rodziny z dzieciakami miło mogą spędzić czas. My korzystamy z pięknej jesiennej pogody i jesteśmy tam dość często. Zresztą nie tylko my, bo w zasadzie codziennie popołudniami są tam tłumy.

Park położony jest prawie samym centrum miasta, tuż obok rybnickiego kampusu. Jego ofertę uzupełniają siłownia na wolnym powietrzu (Czy zauważyliście, że owe siłownie i ogrody doświadczeń postają ostatnio jak grzyby po deszczu? Zaraz będzie ich równie dużo jak parków dinozaurów ;p) i boiska. Jest tam całkiem przyjemnie, choć nie ukrywam, że inaczej sobie park wyobrażałam.

Zakopane dla dzieci

Jak już niektórzy z was wiedzą, pogoda w Zakopanem nas nie rozpieszczała. Poranki były super, ale ok. 13-14 zaczynało padać. Wieczory znowu były znośne, ale wszędzie było mokro, więc pozostawały spacery. Szczerze mówiąc, myślałam, że atrakcji na taką (nie)pogodę będzie w stolicy Tatr nieco więcej.

Pierwszy dzień poświęciliśmy na długi spacer – chyba ponad 3 godziny (dlatego jego koniec był pełen spazmów zmęczonych dzieci, w efekcie Hubi w chuście, Hania… w wózku, Tymon na rękach). Ruszyliśmy – a jakże – w stronę Krupówek i skoczni.

O Krupówkach najlepszego zdania nie miałam (nigdy tam nie byłam ;p) i przyznaję, że miałam rację 😉 Jestem nimi podwójnie zawiedziona, bo wydawało mi się, że będzie tam przynajmniej tak jakoś „góralsko”, a tu nic. Wiem, że byliśmy tam w tygodniu (z drugiej strony – w środku lipca, więc sezon jak nic). Na ulicy nie słyszałam góralskiej muzyki (byli za to jacyś grajkowie latino). Wydawało mi się, że Krupówki będą mi przypominały Monciak (za którym też nie przepadam, ale przynajmniej czuję tam jakiś klimat, nie mój, ale jednak…). Trochę się zawiodłam.

Potem poszliśmy zobaczyć skocznię 😉 Oczywiście jak to my pomyliliśmy drogę i skończyliśmy w lesie… Po krótkim odpoczynku dotarliśmy. Skocznia wrażenie zrobiła. Ale sił na wjechanie/wejscie na szczyt już nie mieliśmy 😉

Kolejnego dnia popołudniu padało tak, że nigdzie nie poszliśmy. Na szczęście dzieciaki zawsze świetnie się bawią 🙂

Kolejnego „podeszczowego” popołudnia wybraliśmy się do Muzeum Misiów (jedynej – oprócz placu zabaw i wystawy LEGO (o niej wkrótce będzie osobny post) – atrakcji dla dzieci poleconej nam w informacji turystycznej). No cóż, żeby nie było, że cały czas narzekam… były to dwa połączone ze sobą pomieszczenia. Był misiowy domek, książeczki, misiowe talerze (fajne), kilka gadżetów. Do tego misie – chyba dość przypadkowe. Hani półka z pluszakami z powodzeniem mogłaby służyć za podstawę muzeum. Dzieciom się podobało, a mężowie mieli powód do wieczornego podśmiewania się ze swoich żon 😉

Ostatnią poleconą nam atrakcją był plac zabaw (z serii modnych teraz drewnianych, czy wy też macie wrażenie, że one są wszędzie?). Duży, ogrodzony, pilnowany przez ochroniarza, bezpłatny. Niestety, nasze dzieci z niego nie skorzystały, bo padało. A jak nie padało to… było mokro po deszczu. Taki pechowy wyjazd był 😉

PS. Przy Krupówkach jest też domek do góry nogami, ale stwierdziliśmy, że jednak tam nie pójdziemy (zresztą tych domków jest teraz coraz więcej, będzie więc na pewno inna okazja ;P). No i sale zabaw sobie też odpuściliśmy i… pojechaliśmy na basen (klik) 😉

* * *
Informacje praktyczne:
Muzeum Misiów, ul. Kościuszki 8, Zakopane, www.muzeummisiow.pl
Czynne codziennie od 10.00 do 19.00, Bilety: 10 i 8 zł (płaci się za nawet najmłodsze dzieci), gdy wchodzą 4 i więcej osób – 8 zł.

Trochę wody dla ochłody

Upały wróciły (nie wiem czy się cieszyć…), więc pewnie baseny znowu będą pełne. My, korzystając z kilku chłodniejszych dni, pojechaliśmy w końcu na Rudę, czyli stary-nowy rybnicki basen. Gdy nie ma tłumów (a nie było) jest tam naprawdę fajnie (jak jest, gdy są raczej się nie przekonamy ;p).

Dzieciaki świetnie się bawiły w brodziku i przy fontannach, my mieliśmy gdzie w spokoju poleżeć. Poza brodzikiem dla najmłodszych (fajny, bardzo płytka woda – taka, w której mogliśmy nawet położyć Huberta, jest połączona z tą trochę głębszą (chyba 30 cm) pochylnią, która służy za mini zjeżdżalnię) do dyspozycji jest basen rekreacyjny z falą (malutką) i głęboki basen tylko dla osób pływających.

Przy basenie rekreacyjnym są zjeżdżalnie – duża i kręta (niestety nie skorzystaliśmy) i mniejsza, rodzinna (bardzo podobna do tej z Szaflar – klik). Jest też wodny grzybek i rozpięta nad basenem siatka, dzieci mają więc kilka miejsc do zabawy.

źródło: www.mosir.rybnik.pl
źródło: www.mosir.rybnik.pl

 Basen basenem, ale Ruda to także świetny plac zabaw. Sama nie wiem co Hani się bardziej podobało (bo Hubertowi basen ;p).

Basen ma też spore zaplecze sportowe – boiska, małą siłownię na wolnym powietrzu (przy placu zabaw). Można też wypożyczyć kajaki. Naprawdę fajne miejsce (tylko te tłumy…).

* * *
Kąpielisko Ruda, ul. Gliwicka 72, Rybnik
Godziny otwarcia:
– maj i wrzesień: 10.00-18.00
– czerwiec-sierpień: 9.00-20.00
Bilety:
– maj i wrzesień – 3 i 5 zł
– czerwiec-sierpień: 5 i 10 zł, bilet popołudniowy (po 16.00): 3 i 6 zł, karnet (10 wejść): 40 i 80 zł
Dzieci do 4 lat wchodzą za darmo.