Ekstremalne pogranicze czyli sportowe emocje w Istebnej i Mostach koło Jabłonkowa

Jeśli myślicie, że okolice Beskidzkiej Trójwsi to oaza spokoju i tradycji to macie oczywiście rację. Jednak żądni aktywności fizycznej i adrenaliny turyści będą tam tak samo zadowoleni jak amatorzy koniakowskich koronek i oscypków. Sami byliśmy w szoku jak bardzo, bo jak wiecie, okolice Istebnej są nam bardzo bliskie. Tymczasem okazało się, że w ogóle ich nie znaliśmy! Dziś zapraszamy was na wycieczkę na polsko-czeskie pogranicze z dreszczykiem emocji i sportowymi akcentami w rolach głównych.

Park linowy, zwierzęta i… spokój!

Wygląda na to, że szykuje się kolejny gorący weekend, wyjścia są więc dwa – trzeba wybrać się na Industriadę 😉 albo zaszyć w jakimś miłych, cichym miejscu. W drugą kategorię idealnie wpisuje się Park Przygód i Atrakcji oraz Zwierzyniec w Zbrosławicach, który dziś chcę wam polecić.
Poza rodzinnym parkiem jest i sala zabaw Alele (dla nas wersja na niepogodę), i świetna restauracja Pod Platanami (naszą rodzinę urzekła nie tylko dobrym jedzeniem, ale i pokojem zabaw dla dzieciaków, takim, w którym się człowiek nie boi dzieci zostawić). Tym razem pisać jednak będę o samym parku, bo to on był celem naszej wycieczki. Choć nastawiałam się na mały piknik i karmienie zwierzątek, prawdziwym przebojem okazał się tamtejszy park linowy. Hanka początkowo – jak zwykle ostatnimi czasy – była przerażona i kategorycznie odmówiła wejścia w rozciągnięte pomiędzy drzewami siatki. Potem stanowczo odmawiała… wyjścia z nich (chyba kiedyś z nią oszaleję…).

Park linowy jest chyba jednym z większych w okolicy. Siatki są rozwieszone pomiędzy starymi parkowymi drzewami. Przeszkody są różnorodne, jest trochę przeskakiwania, trochę wdrapywania, chodzenie po mostku, a na koniec tyrolka lub (dla mniej odważnych) zjeżdżalnia. Trasa jest naprawdę długa i – tak mi się przynajmniej wydaje – ciekawa i dla starszych dzieciaków (w czasie kiedy Hania szalała, korzystało z niego z 5 innych dzieci, wszystkie co najmniej z końca podstawówki).

 

Zanim poszliśmy poszaleć w parku linowym obeszliśmy cały teren. Najpierw chcieliśmy nakarmić jelonki, ale… nawet do nas nie podeszły 🙁 Już byłam lekko przerażona, bo obiecałam dzieciakom zabawę ze zwierzątkami a tu taki niewypał. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że po drugiej stronie parku jest zagroda, a w niej kozy, baranki, króliki, kury, złowieszczy indor, który nie na żarty wystraszył Huberta (a on mało czego się boi!), czy bardziej egzotyczne małpki. W zasadzie zauważyłam ją po chyba godzinie zabawy 😉 Poza parkiem linowym do dyspozycji mieliśmy (i dosłownie kilka innych rodzin, byliśmy w sobotnie przedpołudnie) plac zabaw (większy i mniejszy – w wersji dla najmłodszych były to małe plastikowe zjeżdżalnie i domki), siłownię na wolnym powietrzu (zauważyliście, że one są teraz wszędzie), zacienione alejki czy… trasę dla bosych nóżek. Czad! 😉

W zagrodzie przywitał nas dumny paw. Szkoda, że był w (dużej, ale jednak) klatce. Mógłby się dumnie przechadzać tak jak np. z Zagrodzie Żubrów w Pszczynie (byliście, prawda? 🙂 klik).

 

Hania się przełamała i karmiła żądne kukurydzy zwierzęta (małe paczuszki z karmą można kupić w kasie, kosztują 2 zł).

Gdy cała karma była zjedzona (Hubo też oczywiście musiał skosztować…), przyszedł czas na zwierzątka w klatkach. Były i ptaki, niektóre żywo reagujące na krzyczącego z zachwytu Huberta (to niesamowite jak on uwielbia wszelkie zwierzęta, normalnie będzie z niego leśnik 😉 ), i króliki, i ozdobne kury.

 

 

 

Dzieciaki najdłużej przyglądały się tym zwierzętom, których nie znały. Mam wrażenie, że one im też.

 

* * *
Informacje praktyczne:
Park Przygód i Atrakcji, ul. Księżoleśna 1, Wilkowice k. Zbrosławic, www.alele.pl
Czynne codziennie (pn-czw. od 13.00 do 20.00, pt-ndz od 11.00 do 20.00).

Ceny:
Sala zabaw Alele: od 8 zł za godzinę, bilet całodzienny kosztuje 20-25 zł. Płaci się tylko za dzieci.
Park Przygód i Atrakcji: 4 (dzieci 3-13 lat) i 8 zł, bilet rodzinny – 20 zł, dzieci do lat 3 wchodzą za darmo.
Park linowy: 12 zł (atrakcja dla dzieci 3-13 lat).

Przystanek Stacyjkowo

Korzystając z (mam nadzieję, że nie ostatnich) słonecznych dni zapraszam was do Rud (tak znowu – pisałam już o nich np. tu i tu). Tym razem Hania z koleżankami z Wrocławia nie tylko jechała wąskotorówką. Najpierw rozwijała spore prędkości… drezyną, a potem wariowała w parku linowym Stacyjkowo (ostatnim razem bała się sama chodzić po podwieszonych między drzewami siatkach). W czasie złotej polskiej jesieni jest tam jeszcze piękniej!

Stacyjkowo stacyjkowem, ale będąc w Rudach TRZEBA przejechać się kolejką (i drezyną 😉 ), co jak zwykle uczyniliśmy.

Bez biletu się nie pojedzie 😉

Hubi w pociągu był nie pierwszy raz, za to pierwszy raz… wiało 😉

Wśród rudzkich nowości jest też malutka makieta kolejowa w… bunkrze 😉

No ale wróćmy do Stacyjkowa 😉 Park Linowy w Rudach pojawił się (chyba) w zeszłym sezonie i jest śwetnym uzupełnieniem atrakcji kolejki (w końcu ile można jeździć przez ten las, prawda? 😉 On sprawił, że można się na stację kolejki wybrać naprawdę na pół dnia. Kiedy dzieci świetnie się bawią, dorośli mogą w spokoju wypić kawę i coś zjeść (niezbyt wyszukanie, ale smacznie). I co ważne – cały czas widzą dzieciaki, bo kawiarenka jest na powietrzu, tuż obok parkowych urządzeń.

Jak widać oprócz zawieszonych pomiędzy drzewami siatkowych tuneli z przeszkodami (i tyrolki) jest też piaskownica. W niej lądują maluchy i z zazdrością obserwują wyczyny starszego rodzeństwa 😉

* * *
Informacje praktyczne:
Dziecięcy Park Linowy Stacyjkowo i Bistro Peron 2, ul. Szkolna 1, Rudy, www.stacyjkoworudy.pl
Bilety: 1 godzina – 12 zł, 3 godziny – 14 zł, cały dzień – 16 zł.
Uwaga!!! W sezonie jesienno zimowym czynne tylko w weekendy (11.00-19.00).