Idealny nocleg dla rodziny z dziećmi? Mamy to!

Chyba każdemu blogerowi zdarza się otrzymywać od czytelników jakieś pytania. Z każdego zawsze się cieszę, w końcu oznacza to, że jednak ktoś czyta to co piszę. Już dawno zauważyłam, że najczęściej pytacie o nocleg dla rodziny, szczególnie takiej z maluchami. Szukacie miejsc, w których rodziny z rozbrykanymi dzieciakami mogą pojechać bez obaw, że ktoś będzie krzywo na nich patrzył. Takich, które mają klimat albo są położone blisko atrakcji turystycznych. Właśnie dlatego w pewnym momencie zaczęłam też pisać o miejscach przyjaznych dzieciom, w których śpimy (jeśli nie nocujemy u znajomych, co równie często się zdarza), ostatnio wydzieliłam nawet osobną zakładkę Polecane noclegi, widzieliście? A teraz czas na artykuł o tym gdzie szukamy noclegów, na co zwracamy uwagę i co jest ważne przy podejmowaniu decyzji o wyborze mieszkania/pensjonatu/agroturystyki. Zaczynamy?

Pławniowice i Gliwice, czyli jednodniówka idealna

Gliwice i Pławniowice to świetny pomysł na uwielbiane przez nas wycieczki po najbliższej okolicy. Zawsze słyszę biadolenie, że w okolicy nie ma ciekawych miejsc, a to kompletna bzdura. I nie piszę tu tylko o miejscach w pobliżu Rybnika. Naprawdę jestem przekonana, że w promieniu 50 km od każdego miejsca w Polsce naprawdę COŚ ciekawego można znaleźć. Dziś mam propozycję dla tych, którzy znajdą wolne kilka godzin w pobliżu Gliwic. Zapraszam na wycieczkę do Pławniowic, w których zobaczyć można robiący piorunujące wrażenie pałac rodziny … i do samych Gliwic, w których atrakcji jest co niemiara. My tym razem wybraliśmy dwie – chyba najbardziej znaną, czyli Palmiarnię i coś nowego -Restaurację PKP. Dzień był pełen wrażań, czego i wam życzę.

Zacznijmy jednak od początku. Do Pławniowic można oczywiście pojechać samochodem, można też rowerem i taki wariant też wam polecam (obiecuję go wprowadzić w życie jak w końcu dorobimy się rowerów). Pałac jest położony w środku pięknego parku, który nawet gdy wiosna nie była jeszcze tak piękna jak teraz (byliśmy tam w wielkanocny poniedziałek) robił wrażenie. Dzieci mogły się w nim wyszaleć, my odpocząć na ławeczce w (koniecznie!) słonecznym i ustronnym miejscu, ja w końcu – zrobić dzieciakom trochę zdjęć do rodzinnego albumu, który w pierwszych miesiącach tego roku był wyraźnie zaniedbywany (no, poza czasem na Cyprze).