Girona, coś więcej niż miasto przy lotnisku

Nasze hiszpańskie mini-wakacje nie zaczęły się w Barcelonie Lot Wrocław-Girona wybraliśmy z premedytacją (mogliśmy przecież polecieć bezpośrednio do Barcelony, nawet z Katowic, do tego w identycznej cenie). Kiedyś, przelotem, już tam byliśmy i miasteczko (raczej miasto, ma prawie 100 tys. mieszkańców i jest ośrodkiem akademickim) wydało się nam całkiem przyjemne (za pierwszym razem byliśmy wieczorem i było za ciemno, by zwiedzać, za drugim – za gorąco, poza tym byłam z… babcią). Teraz przyjrzeliśmy się Gironie bliżej. I nie zawiedliśmy się. Zabytkowe centrum miasta okazało się bardzo urokliwe, w sam raz na przyjemne kilka godzin pobytu. Do tego mury obronne, po których spacer dopełnił zwiedzanie.

Bardzo ważny dzień

Oj, no taki dzień zdarza się tylko raz w roku! 3 listopada Hania obchodziła swoje trzecie urodziny. Teoretycznie 3 listopada urodzić miał się Hubert (w sumie urodził się 4 listopada, więc o czasie ;)). No i tegoż samego 3 listopada przylatywało do Pyrzowic rodzeństwo Kamila, więc Hania po raz pierwszy w życiu wybrała się na lotnisko!!! Przyznacie, że trochę atrakcji było, prawda? 😉


Pierwszą atrakcją było lotnisko. Hania pojechała tam już przed południem. Niestety pogoda nie dopisała (w sumie dość eufemistycznie tą ulewę nazwałam ;p) i była bardzo słaba widoczność 🙁 Mimo tego z tarasu widokowego pyrzowickiego lotniska udało się dostrzec wieeeelki samolot!

Po powrocie do domu na Hanię czekała urodzinowa impreza 🙂

A następnego dnia Hania poznała swojego braciszka – Huberta 🙂

Przyznacie, że emocji jak na jeden dzień było sporo 🙂