Bielsko zimą

Zima znowu wróciła do Rybnika. W górach jest cały czas, a że w województwie śląskim trwają ferie to dziś napiszę o Bielsku-Białej (właśnie kończy się ich pierwszy tydzień). Jest w sam raz na jednodniowe wycieczki mieszkańców moich okolic (a tych, którzy mieszkają dalej, zapraszam tam co najmniej na weekend, atrakcji jest sporo;p). Do Bielska jechaliśmy prosto z Istebnej (więcej o tym wyjeździe było tu), droga była baaardzo daleka i męcząca 😉

Pod koniec marca przed kolejką na Szyndzielnię nie było tłumów. Więcej… nie było nikogo 😉


Kolejka nie zrobiła na Hani najmniejszego wrażenia. Podczas jazdy na górę (z poziomu 509,72 m n.p.m. na wysokość 958,85 m. n.p.m.), która trwała chyba niecałe 10 minut dziecko… zasnęło. Gdyby pogoda była lepsza z wagoniku zobaczylibyśmy piękną panoramę Bielska i Beskidów. No ale pogoda była, jaka była – po piękne widoki trzeba będzie jeszcze kiedyś wrócić 🙂

Może i dobrze, że Hania zasnęła, bo dzięki temu spokojnie mogliśmy sobie podejść pod schronisko. Nawet nie pół godzinki marszu w górę i byliśmy na miejscu. Schronisko jest piękne, najstarsze w Beskidach (wybudowano je w 1897 r.). Na pewno kiedyś Hania będzie tam spała – poczekamy aż będzie na tyle duża, żeby nie trzeba było jej nosić ;P

Schronisko jest świetną bazą wypadową na szczyt Szyndzielni (1 028 m n.p.m.), sąsiednie szczyty m. in. Klimczok czy Błatnią a nawet do pobliskich miejscowości – Szczyrku czy Brennej.

Na miejscu my pooglądaliśmy sobie widoki, a nieliczni inni turyści pooglądali sobie Hanię i naszą chustę (to był standard;p).

Dla upamiętnienia pierwszego zdobytego szczytu Hania dostała pamiątkowy dyplom. Uroczystego potwierdzenia dokumentu dokonała pani bufetowa 🙂

Rodzice wypili herbatkę, młoda dostała cycka i… zarządziliśmy odwrót – na dół zjechaliśmy też wagonikiem kolejki.

I to był pierwszy szczyt Hani – „weszła” na niego, mając ok. 5 miesięcy 🙂 Potem było już tylko lepiej – była w Bieszczadach i Tatrach 🙂 W tym roku – zapewniam – będzie ciąg dalszy 🙂

Informacje praktyczne:
Kolej linowa na Szyndzielnię, Al. Armii Krajowej 366, Bielsko-Biała, www.kolej-szyndzielnia.pl
Bilety: w jedną stronę 15 i 12 zł, w dwie strony – 20 i 15 zł, dzieci do lat 4 bezpłatnie.
Godziny otwarcia (odjazd kolejki co pół godziny lub – w sezonie – częściej):
– maj-sierpień: pn. 10.00-19.30, wt-niedz. 9.00-19.30
– wrzesień-kwiecień: pn. 10.00-17.30, wt-niedz. 9.00-17.30

Schronisko PTTK Szyndzielnia, www.szyndzielnia.com.pl

Sielsko, anielsko… górsko ;)

Zima w pełni! Hania w końcu przyzwyczaiła się do śniegu i już można się z nią bawić na dworze 😉 A wiadomo, że na sanki najlepiej w góry! Dla tych, którzy niekoniecznie lubią tłumy turystów, wolą za to w spokoju pospacerować wśród śnieżnych zasp, polecam Koszarawę. To mała miejscowość, położona w pobliżu Żywca. Niekoniecznie turystyczna, ale kilka agroturystyk się tam znajdzie (nie wiem czy teraz też, ale kiedyś przyjeżdżało tam też dużo harcerzy ;p).

Hania była tam już kilka razy, bo mieszka tam nasz znajomy. Nigdy nie zapuściliśmy się dalej w góry, bo były to krótkie wizyty, ale miejsce jest idealne 🙂 Cywilizacji mało, więc droga nieodśnieżona – idealna na sanki (choć my zawsze byliśmy z chustą). Samochodów jak na lekarstwo, więc nie trzeba co chwilę stać na poboczu ;P No a jak się już zbierzemy i zdecydujemy wyjść w góry, to czekają na nas naprawdę ładne widoki i trasa aż na Babią Górę (ale ta może niekoniecznie w zimie;p).

Latem też jest tam fajnie 🙂

Kolejna kolejka Hani

Jutro wybieramy się do Katowic i Hania jest oburzona, że nie jedziemy pociągiem! Fakt, jest to środek transportu, który niezwykle ją interesuje 😉 Kilka razy już pociągiem jechała, zaliczyła nawet nocną podróż przez całą Polskę! Ale pociągiem można jeździć również bez konkretnego celu – w całym kraju do wyboru mamy kilka (albo kilkanaście?) wąskotorówek. My odwiedziliśmy dwie z nich – chyba najsłynniejszą kolejkę  bieszczadzką oraz tą, które wkrótce (mam nadzieję ;)) dorówna jej sławą – kolej w Rudach koło Rybnika.

W Bieszczadach Hania była w samym szczycie sezonu letniego – w sierpniu 2011 r. Z Cisnej, w której mieszkaliśmy, wybraliśmy się do Majdana pieszo… Tambylcy powiedzieli, że to nie jest daleko – kłamali! 😉 Szliśmy chyba z godzinę, prawie cały czas poboczem (Hanka w nosidle). Wyprawa była trochę mało przemyślana i dlatego przyszliśmy na miejsce w naprawdę ostatnim momencie – okazało się, że na najbliższy wyjazd kolejki nie ma już biletów, a następna dopiero za 2 czy 3 godziny. Ponieważ na miejscu infrastruktury dla turystów w zasadzie brak (jest tylko „polowa” knajpka i kilka sklepików, takich raczej odpustowych), przeprowadziliśmy skomplikowaną operację – mama z Hanią oglądała kolejkę, zjadła obiad a tata… pobiegł po auto;p

Wróciliśmy do naszej kwatery głównej, Hanka wykąpała się w swoim zakupionym specjalnie na ten wyjazd basenie i… zrobiliśmy drugie podejście do kolejki ;). Tym razem udane.

Ogólnie podróż była dość długa i chwilami naprawdę monotonna – szczerze mówiąc spodziewałam się, że wszystko to będzie wyglądało trochę inaczej… Kolejka jest naprawdę popularną atrakcją – jej kilkanaście wagoników było wypełnionych po brzegi. Zdecydowaną większość turystów stanowiły rodziny z dziećmi. Z tego co pamiętam jechaliśmy ponad godzinę. Szkoda, że część trasy przebiegała dość nieciekawą widokowo trasą – w moim wyobrażeniu ta trasa wyglądała zupełnie inaczej.

Druga kolejka – w Rudach koło Rybnika, jest na pewno mniej spektakularna, ale… ma potencjał 😉 Jest to obiekt Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego, nie byłabym więc sobą, gdyby moje dziecko tej atrakcji nie odwiedziło. Szczególnie, że z domu mamy do niej jakieś 25 km. Na miejscu do zobaczenia jest budynek stacji, kilka niestety (jeszcze) niechodzących lokomotyw. Fajną atrakcją jest też drezyna ;). Trasa kolejki jest dość krótka, ale przynajmniej najmłodsi się nie zdążą znudzić – trasę Rudy-Paproć-Rudy pokonuje się w niecałą godzinę.

Kolejka położona jest w okolicy, w której spokojnie i ciekawie można spędzić cały weekend. W samych Rudach oprócz wąskotorówki turyści mogą zwiedzić Cysterskie Kompozycje Krajobrazowe Rud Wielkich, a tam klasztor i ogromny park, który jest idealnym miejscem dla spacerowiczów. Miejscowość leży na Szlaku Cysterskim i od kilku lat zaczyna inwestować w infrastrukturę (z pomocą unijnych środków oczywiście;p). Ostatnio przy klasztorze i wejściu do parku otworzono tam mały (ale fajny;p) plac zabaw i bazę odpoczynkową dla rowerzystów (w Rudach krzyżuje się kilka ścieżek rowerowych, którymi można dotrzeć np. nad rybnicki zalew i – choć tego nie jestem w 100% pewna – do Czech).

Nie wiem jak to możliwe, ale w moich podręcznych zbiorach zdjęciowych brakuje zdjęć z Rud! Muszę przejrzeć płyty ze zdjęciami i uzupełnię wpis. Tymczasem zdjęcia z rudzkiej wąskotorówki można zobaczyć na oficjalnej stronie atracji za Facebook’u – zapraszam!

Informacje praktyczne:
Bieszczadzka Kolejka Leśna, Cisna, Majdan 17, www.kolejkabieszczady.pl
Teraz doczytałam, że bilety można kupić już wcześniej (ale ułatwiłoby nam to wycieczkę!) – dystrybuowane są w kilku miejscach w Bieszczadach (przede wszystkim w informacjach turystycznych), w dniu odjazdu bilety można dostać tylko na stacji kolejki.

Stacja Kolejki Wąskotorowej w Rudach – obiekt należy do Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego (www.zabytkitechniki.pl), Rudy, ul. Szkolna 1, www.kolejkarudy.pl
UWAGA! na stronie internetowej jest rozkład jazdy, który obowiązuje w wakacje, poza sezonem najlepiej zadzwonić lub… przyjechać grupą 😉 (kolejka jedzie jeśli jest co najmniej 10 osób dorosłych).

Tatrzańska Łomnica, czyli wyżej Hania nie była…

Po tej wycieczce część znajomych uznała, że jesteśmy niepoważni, biorąc dziecko tak wysoko… Zupełnie niepotrzebnie, bo takich dzieci jak ona (10 miesięcy) było tam więcej i ich rodzice byli na takie podróże świetnie przygotowani. Ale zacznijmy od początku. Będąc na wakacjach w Bieszczadach postanowiliśmy, że do Rybnika wrócimy trochę dłuższą, a mimo to szybszą do pokonania drogą – przez Słowację. Po drodze jednak stwierdziliśmy, że może warto jeszcze coś pozwiedzać. No i wracaliśmy… 2 dni. Mijając Poprad (tam można dolecieć z Polski samolotem) stwierdziliśmy, że w Tatrach jednak warto zostać, szczególnie, że po stronie słowackiej nie ma tam takich tłumów jak u nas. Za cel obraliśmy drugi co do wysokości szczyt w Tatrach, czyli Łomnicę (2 634 m n.p.m.). Wyjście na szlaki i kolejkę, z której my skorzystaliśmy znajduje się w miejscowości Wysokie Tatry. Jak się później okazało (wybór tego miejsca oparty był tylko o znaki turystyczne, nie mieliśmy ze sobą nawet mapy…) był to strzał w dziesiątkę! Okolica nastawiona na turystów, pokoi do wynajęcia pod dostatkiem, informacja turystyczna czynna bardzo długo i mająca kompetentnych pracowników, którzy widząc brzdąca w nosidle sami proponują alternatywne wersje zwiedzania. Nie zdziwiło nas więc to, że właśnie tam wydaliśmy nasze ostatnie pieniądze (dosłownie co do grosza).

Bieszczadzkie wędrówki 10-miesięczniaka

A właściwie prawie 10-miesięczniaka 🙂 Bieszczady to chyba nasze ulubione góry, szkoda, że są tak daleko od Rybnika;p Góry nie są aż tak wysokie, dzięki czemu nawet ludzie bez kondycji na nie wejdą (a nawet – jak się okazało – wniosą swą latorośl;p). Widoki są przepiękne. Zawsze myślałam również, że jest tam stosunkowo mało turystów (porównując z najbliższymi nam terytorialnie Beskidami) – to niestety jest już przeszłością. W ogóle jadąc na wschód Polski pierwszy raz od kilku lat (i pierwszy raz samochodem, wcześniej zawsze nocny pociąg relacji Katowice-Zagórze) byłam w szoku – jak wiele tam się zmieniło!

Niestety byliśmy w Bieszczadach w samym szczycie sezonu (Kamil tylko w tym terminie miał urlop) – przyjechaliśmy 15 sierpnia. Oprócz nas były więc również tłumy innych turystów. Jak przystało na rodzinę wariatów, do Cisnej, w której mieliśmy wynajętą agroturystykę, jechaliśmy… 3 dni 🙂
Trasa była następująca:
– wyjazd z Rybnika do Rzeszowa – tam nocleg i zwiedzanie miasta (Muzeum Bajek) i okolicy (Łańcut i Krasiczyn), po drodze jeszcze zobaczyliśmy skansen – mini wieś (przy trasie na Rzeszów, obok ekspozycji restauracja z kilkunastoma rodzajami pysznych pierogów :)).

– dojazd do Sanoka i kolejny nocleg – zwiedzanie skansenu.
Polowe warunki w schronisku PTTK – zawsze się w takich „dziwnych” miejscach zatrzymujemy;p

–  dojazd do Cisnej 🙂

Po ciut dłuższej niż myśleliśmy podróży trzeba było trochę odpocząć. Ale już następnego dnia wyruszyliśmy w góry. W kilka godzin później Połonina Wetlińska była zdobyta! Niestety nie poszliśmy już na Caryńską, tylko zeszliśmy na parking. Na całej trasie najmłodsza turystka wzbudzała spore zainteresowanie innych piechurów. Faktycznie, ludzi z dziećmi było sporo, takich w nosidłach też, ale innego takiego malucha nie spotkaliśmy;p

 Kto by przypuszczał, że mama sama wtacha na sam szczyt takiego 10-kilowca;p

W chyba najsłynniejszym bieszczadzkim schronisku – Chatce Puchatka Hanka dostała zasłużonego cycka (jeszcze karmiłam) i można było iść podziwiać widoki. A było naprawdę pięknie, jak to w Bieszczadach 🙂

Musimy tam wrócić jesienią, do tej pory zawsze odwiedzaliśmy te okolice latem. O innych miejscach, które warto odwiedzić w Bieszczadach na pewno jeszcze napiszę 🙂