Wyprawka małego podróżnika czyli co ułatwia nam wyjazdy z niemowlakiem

Jak wiecie, Antek dość szybko zaczął z nami jeździć na krótsze czy dłuższe wycieczki. Idealnie wpasował się w nasz tryb życia. A my sobie to życie skutecznie ułatwiamy, na co dzień i na wyjazdach towarzyszą nam gadżety, dzięki którym wyjścia nam niestraszne. Co stanowi mój domowy i wyjazdowy niezbędnik, dzięki któremu wyjścia z Antkiem są przyjemnością?

Stoliczek – i wszystko jasne!

Jakiś czas temu dostaliśmy do testowania stoliczek podróżnika (klik). Dziś czas na wrażenia 😉

Hania nadal jest swoim nowym gadżetem zachwycona (mamy go jakiś miesiąc). W sumie używa go nie tylko w podróży, na co dzień stoliczek jest w jej pokoju i służy do zabawy w pociąg 😉 No ale miałam pisać o jego przydatności (lub nieprzydatności) w podróży 😉

Stolik świetnie sprawdza się do zabaw w trakcie jazdy. Nie twierdzę, że bez niego Hania nie „czytałaby” książeczek czy nie bawiła się pluszakami. Przecież do tej pory zabawy w trakcie jazdy były na porządku dziennym. Teraz jednak może robić więcej rzeczy – układać puzzle czy grać w karty. Ogólnie wykazuje więcej aktywności i bawi się sama – dzięki temu… mniej mówi (osoby, które nas znają wiedzą, że Hania NON STOP gada co czasem potrafi naprawdę męczyć).

Stoliczek i mnie ułatwia życie – nie muszę już tysiąc razy odwracać się w trakcie jazdy żeby podać Hani picie/książkę/przekąskę/zabawkę (każdy rodzic może tu wpisać tysiąc drobiazgów). Wszystkie te rzeczy mają swoje miejsce w bocznych kieszeniach. I chyba to jest największą zaletą stolika.

Stolik jest bezpieczny, wykonany z miękkiego materiału (co początkowo wydawało mi się jego wadą – lekko wygina się na nogach i puzzle się nam czasem rozchodziły. Z drugiej strony na pewno jest to bezpieczniejsze rozwiązanie niż twardy blat) i porządnie wykonany. Ma piękny, czerwony kolor (są też czarne). No i jest wyprodukowany w Polsce, co niestety zdarza się coraz rzadziej (fajnie jest mieć coś nie chińskiego 😉 ).

Gdybym miała w nim coś zmienić to na pewno dołożyłabym wyższe brzegi również od strony, która przylega do ciała dziecka – pomimo dość dobrego zapięcia (stolik jest przypinany do fotelika za pomocą paska z klamrami, są z dwóch stron, łatwo więc go zamontować, można też regulować stopień jego dopasowania do dziecka) czasem jakiś mały element dostawał się pomiędzy stolik a fotelik. I wtedy najczęściej trzeba się było zatrzymać 😉

Po kilku wyjazdach ze stoliczkiem, wsiadając do samochodu, Hania zawsze się o niego upomina. To chyba dość dobra rekomendacja, prawda?

* * *

Stoliczek w swoim asortymencie ma sklep internetowy Przydaje się. Polecam wam również jego stronę na Fb. To prawdziwy raj dla gadżeciarzy, mnie też kilka rzeczy wpadło tam w oko (w końcu większość z nich służy do ułatwiania życia małym i większym podróżnikom).

Stoliczku, nakryj się!

Pamiętacie nasz niedawny wpis o gadżetach (klik)? Pisałam w nim, że ostatnio myślałam nad zakupem jednego, ale w końcu go nie kupiłam. Chodziło o stolik podróżniczy, który teraz… dostałam (właściwie Hania dostała) do przetestowania. 🙂 Jakiś czas temu przyszła do nas paczka. Jak widać, Hania zawartością była bardzo zaciekawiona 🙂

 

W paczce był przenośny stolik podróżnika, który wkrótce dla was przetestujemy.

Na dobry początek, mała sprawdziła swój nowy gadżet „na sucho” 🙂

 Jak widać zapakowała do niego same niezbędne w podróży rzeczy 😉

Jak stoliczek się u nas sprawdza w trakcie prawdziwych podróży, napiszemy po kilku testach, już po majówce.


Stoliczek w swoim asortymencie ma sklep internetowy Przydaje się. Polecam wam również jego stronę na Fb. To prawdziwy raj dla gadżeciarzy, mnie też kilka rzeczy wpadło tam w oko (w końcu większość z nich służy do ułatwiania życia małym i większym podróżnikom).

Podróżnicze gadżety – potrzebne czy nie?

Heh, trochę sobie na Facebooku podyskutowaliśmy o gadżetach, to i tu napiszę, co myślę 😉 Mentalnie jestem gadżeciarą, ale gdy widzę ceny tych wszystkich fajnych rzeczy do głosu dochodzi jednak rozsądek… I wtedy okazuje się, że moim dzieciom nie są one jednak aż tak niezbędne 😉
Takie myślenie bardzo się przydaje szczególnie teraz, gdy Hubert w zasadzie wszystko ma po Hani. Gdy znajomi czy rodzina pytają co dla niego potrzebujemy, zaczynam wymyślać i szukać nie wiadomo czego.

Na targach Guga Kids Design czy w internecie aż roi się od dziecięcych gadżetów. Czasem coś naprawdę mi się spodoba, ale w zasadzie żadnej z tych rzeczy nie kupiłam. No tak, składana silikonowa wanienka podróżna jest naprawdę ekstra. Ale po co nam ona, skoro dla Hanki super atrakcją jest wspólna kąpiel z mamą czy… mycie w dużej misce 😉 Ostatnio trochę się nakręciłam na podróżny stoliczek-organizer, który montuje się do fotelika. Dziecko może w trakcie jazdy swobodnie sobie rysować, oglądać książeczki czy układać puzzle. Hanka jednak w trakcie jazdy ogląda widoki i… gada, cały czas gada. Nie ma czasu na jakieś tam książeczki 😉 Mogłabym tak wymieniać naprawdę długo.

Jednak kilka gadżetów mamy. Tych naprawdę praktycznych 😉 Dawno temu zakupiliśmy ochraniacz-organizer na fotel, bo Hanka strasznie kopała w przednie siedzenie (była jesień). Jako organizer nigdy nie był używany, więc jego „gadżetowość” nie do końca się sprawdziła, ale fotel jest czysty(szkoda, że reszta samochodu już niekoniecznie 😉 ).

 Za to druga rzecz, o której chcę napisać używana jest ciągle i każdego mogę do zakupu zachęcić. To… TUBA 🙂 Tuba-pojemnik na przekąski, którą zabieramy ze sobą w zasadzie na każde dłuższe wyjście. To plastikowy pojemnik, składający się z 4 części. Jedna „wkręcana” w drugą, dzięki czemu można ze sobą zabrać cały pojemnik (na 4 różne przekąski) lub tylko jego część. My najczęściej wybieramy opcję z 3 częściami – na żurawinę/rodzynki, pokrojone jabłko i migdały 😉 Ciekawa jestem czy ktokolwiek z was wie o czym piszę, nie umiem znaleźć w internecie zdjęcia tego cudu 😉 Dziś jesteśmy w Opolu, oczywiście z naszą „tubą”, więc postaram się wrzucić jej zdjęcie na Facebooka.

* * *
Niemniej mam w planach zakup pewnego podróżniczego gadżetu, czekam tylko na odpowiednią okazję (kurcze, prezenty na Zajączka już mam). Może zgadniecie co to może być?