Kolejką na górę

Ostatni (jak się potem okazało) ciepły wrześniowy dzień spędziliśmy dla siebie dość nietypowo, bo w baaardzo tłocznym miejscu. Wraz z zaprzyjaźnioną rodzinką pojechaliśmy do Ustronia. Nie powiem żeby nie było chwil, że żałowałam tego dość spontanicznego posunięcia! No ale tłumy turystów nam nie straszne i dzień okazał się bardzo przyjemny. Gorzej było z powrotem – nie pamiętam kiedy o 19 stałam w korku… (normalnie jak na zakopiance ;p).

 Ustroń powitał nas przepiękną pogodą (dobrze, że profilaktycznie posmarowaliśmy się kremem na słońce;p), Czantoria – długą kolejką do kasy 😉 Na szczęście wszystko poszło dość sprawnie i już po kilkunastu minutach czekaliśmy na nasze krzesełko na górę.

Sama podróż na górę trwała tylko kilka minut (podobno 6, ale nie liczyłam ;p), ale dostarczyła Hani mnóstwo emocji. Nie była to jej pierwsza górska kolejka, ale wjeżdżając na Łomnicę lub Szyndzielnię nie była tego do końca świadoma 😉 Teraz to już duża dziewczyna, można jej było więc opowiedzieć co widzi. A widoki – jak to w Beskidach – były piękne! Wjechaliśmy na polanę Stokłosicę, na wysokość 851 m n. p. m. (krzesełka startują z wysokości 462 m).

Pamiątką po tej krótkiej podróży jest fotka – hurtowo produkują je i na szczycie, i u podnóża Czantorii. Skusiłam się na nią (8 zł), bo takie ujęcie mają chyba wszyscy w naszej rodzinie. Ostatnio, gdy szukałam starych zdjęć, znalazłam takie fotki z Czantorii:
– moich dziadków – i ze strony taty, i mamy
– moich rodziców
– mnie i mojego brata z rodzicami.
Wychodzi więc, że to takie kultowe miejsce zdjęciowe Ślązaków 😉 I to od lat, bo kolejką wjeżdża się na górę od 1967 r.

Na górze – tłumy!!! Niestety Czantoria jest na wyciągnięcie ręki nie tylko dla mieszkańców Rybnika,ale też całej aglomeracji… Łatwo dostępna (nawet trasa piesza jest dla dzieciaków jak najbardziej ok), z widokiem na Ustroń (m. in. słynne piramidy) i Beskidy. No ale przecież wiedzieliśmy na co się piszemy 😉

Trochę sobie pospacerowaliśmy, zrobiliśmy kilka zdjęć i „zaliczyliśmy” przygotowane dla dzieci atrakcje. Dzieciaki dostały też książeczkę z zadaniami i naklejkami – tematem przewodnim były oczywiście góry 🙂

Na samym szczycie Wielkiej Czantorii, znajdującym się już w Czechach, nie byliśmy. Zostawiamy go sobie na następne lato – wtedy wejdziemy tam już samodzielnie, a tylko zjedziemy kolejką. W końcu Hania będzie wtedy miała już 3,5 roku 😉

 W przypływie odwagi Hania zjechała z tatą w rurze! Letni tor saneczkowy na Czantorii ma aż 710 metrów długości. Różnica poziomów to ok. 50 m.Ja się zjechać nie odważyłam, mała wróciła baaaardzo zadowolona i podekscytowana 😉

Druga atrakcja była przyrodnicza. Mała sokolarnia mieści się tuż przy końcowym przystanku kolejki. Można w niej zobaczyć chyba kilkanaście ptaków drapieżnych – orła bielika, pustułki, myszołowy, sowy,a także mniej znane np. rarogi czy harrisy (ja przynajmniej pierwszy raz o nich słyszałam).

 Na koniec na Hanię czekała jeszcze jedna atrakcja – Wisła! Może nie było kąpieli, ale zamoczenie nóg w zimnej górskiej rzece i tak było super! Trochę czasu tam spędziliśmy, zresztą nie my jedni 😉

Informacje praktyczne:
Kolej Linowa Czantoria, ul. 3-go Maja 130, Ustroń, www.czantoria.net
Bilety: w jedną stronę- 14 zł, w dwie – 18 zł, dzieci do lat 4 bezpłatnie.

Godziny otwarcia: poniedziałek – piątek: 8:30 – 16:30, weekendy i święta: 8:30 – 17:30

Letni Tor Saneczkowy, bilety: 6 zł, dwa zjazdy – 10 zł.
Sokolarnia: wstęp 5 zł, do lat 4 bezpłatnie.