Stoliczku, nakryj się!

Pamiętacie nasz niedawny wpis o gadżetach (klik)? Pisałam w nim, że ostatnio myślałam nad zakupem jednego, ale w końcu go nie kupiłam. Chodziło o stolik podróżniczy, który teraz… dostałam (właściwie Hania dostała) do przetestowania. 🙂 Jakiś czas temu przyszła do nas paczka. Jak widać, Hania zawartością była bardzo zaciekawiona 🙂

 

W paczce był przenośny stolik podróżnika, który wkrótce dla was przetestujemy.

Na dobry początek, mała sprawdziła swój nowy gadżet „na sucho” 🙂

 Jak widać zapakowała do niego same niezbędne w podróży rzeczy 😉

Jak stoliczek się u nas sprawdza w trakcie prawdziwych podróży, napiszemy po kilku testach, już po majówce.


Stoliczek w swoim asortymencie ma sklep internetowy Przydaje się. Polecam wam również jego stronę na Fb. To prawdziwy raj dla gadżeciarzy, mnie też kilka rzeczy wpadło tam w oko (w końcu większość z nich służy do ułatwiania życia małym i większym podróżnikom).

Kwietniowe blogowe spotkania

Ostatnio z Magdą, mamą Frantków Wedrowniczków spotkałam się w Mikołowie (tutaj). Tydzień później pojechałam z dzieciakami do Katowic (Hubert pierwszy raz jechał pociągiem! 😉 ). Spotkanie blogujących mam, na które się wybierałam, odbyło się w Kopalni Cukierków Hanys (pisałam o niej tutaj).

Hania z zaciekawieniem zobaczyła pokaz robienia przepysznych lizaków (nie ukrywam, i mnie on bardzo ciekawił, ale akurat wtedy Hubcio zażyczył sobie obiadu…). Co więcej, mała sama jednego zrobiła! Do dziś mamy go w domu (choć co dzień ubywa go o kilka „lizów”).

Taaaa, nie pytajcie co ta Pani robi z cukrową masą. W każdym razie efekt był… pyszny 😉

Jak widać Hubert był baaaardzo niezadowolony, że jemu żaden lizak się nie trafił (mimo tego, że – jak mówi Hania – Huuuuubert, ty dostaniesz w mleczku 😉 ).

Hani w Hanysie strasznie podobała się też tablicowa ściana, na której mogła rysować kredą, w zasadzie przy niej spędziła resztę spotkania.

No i prezent od CzuCzu, który dostało każde obecne na spotkaniu dziecko 🙂

Ja z kolei cieszę się, że spotkałam dziewczyny, których blogi czytuję – dziewczyny, naprawdę miło było was poznać. Dziękuję za spotkanie!

PS. Z racji tego, że jedno dziecko miałam na rękach, a drugie czaiło się pomiędzy nogami nie mam prawie żadnych zdjęć, na szczęście na spotkaniu był fotograf, kilka fotek więc podkradam 😉 Wszystkie profesjonalne zdjęcia w tym poście są autorstwa Grzegorza Rzeźniczka – dziękuję za nie!

Krasiejów czyli w opolskiej krainie dinozuarów

Krasiejów to olbrzymi park dinozaurów. Przyznaję, że z zasady nie lubię takich miejsc. Uważam, że są strasznie komercyjne, co potwierdza też to, że ostatnimi laty powstało ich pełno. Tak, park dinozaurów odwiedzimy będąc i w górach, i nad morzem, i pod Warszawą, są wszędzie. W Krasiejowie był przynajmniej powód, by powstał – w końcu tam archeolodzy co nieco wykopali… Wykopaliska trwają tam od lat 80. XX wieku, a wśród znalezisk jest m. in. wcześniej nieznany pradinozaur, dziś zwany Silesaurus opolensis. Tak więc pojechaliśmy, by sprawić dzieciom frajdę. I wiecie co? Było świetnie! Naprawdę byłam pozytywnie zaskoczona i już wiem, że wrócimy tam latem, gdy Jura Park będzie już działał pełną parą (teraz nie działały wszystkie atrakcje).

Gra w terenie czyli czym nas zachwyca Śląski Ogród Botaniczny

Dziś będzie o świetnie spędzonej niedzieli. Śląski Ogród Botaniczny jest miejscem wartym odwiedzenia zawsze (ze względu na mega plac zabaw, o którym pisałam już tutaj), a w szczególności w dni, w których odbywają się tam gry terenowe nie tylko dla najmłodszych. Jest ich zawsze kilka w ciągu roku. Pierwszą z nich, z okazji Międzynarodowego Dnia Ptaków „zaliczyliśmy” w weekend. Oprócz samej gry na dzieciaki czekały i inne atrakcje – zabawy sportowe i plastyczne, a na rodziców EkoBazar (Nim niestety trochę się zawiodłam, bo był malutki. Pomimo tego kupiliśmy przepyszny chleb i trochę bezcukrowych łakoci).

Śladami rodziców – Walencja

Hania śladami rodziców, cz. IV. Znowu pozostajemy poza granicami Polski, w miejscu, w którym zazwyczaj jest dużo cieplej niż u nas (choć ostatnie tygodnie mogą podważać moją tezę) Walencję, bo o niej mowa, odwiedziłam dwa razy, raz z Kamilem, raz z… babcią. Obie wizyty były świetne, w mieście i okolicy jest multum rzeczy do zobaczenia. No i ta hiszpańska pogoda…

Walencja zachwyca bielą (jest zupełnie inna niż np. czerwona Barcelona). Jasne, piękne budynki, urokliwe centrum i niesamowite Miasto Sztuki i Nauki. Przede wszystkim „przez” tą atrakcję jest na liście miejsc, które musimy pokazać Hani i Hubertowi.

Walencja zachwyca już w momencie przyjazdu (my dojechaliśmy pociągiem) – ma chyba najładniejszy dworzec kolejowy jaki kiedykolwiek widziałam.