Śladami rodziców – Walencja

Hania śladami rodziców, cz. IV. Znowu pozostajemy poza granicami Polski, w miejscu, w którym zazwyczaj jest dużo cieplej niż u nas (choć ostatnie tygodnie mogą podważać moją tezę) Walencję, bo o niej mowa, odwiedziłam dwa razy, raz z Kamilem, raz z… babcią. Obie wizyty były świetne, w mieście i okolicy jest multum rzeczy do zobaczenia. No i ta hiszpańska pogoda…

Walencja zachwyca bielą (jest zupełnie inna niż np. czerwona Barcelona). Jasne, piękne budynki, urokliwe centrum i niesamowite Miasto Sztuki i Nauki. Przede wszystkim „przez” tą atrakcję jest na liście miejsc, które musimy pokazać Hani i Hubertowi.

Walencja zachwyca już w momencie przyjazdu (my dojechaliśmy pociągiem) – ma chyba najładniejszy dworzec kolejowy jaki kiedykolwiek widziałam.

Co zmienił Hubert?

No zmienił, zmienił, ale w sumie… nie aż tak wiele 😉 Będąc w ciąży byłam przekonana, że nie zmieni się właściwie nic. W końcu jedno dziecko miałam (w sumie nadal mam 😉 ) bezproblemowe, drugie więc też takie będzie. No nie było… Na szczęście tylko na początku.

Pamiętacie jak na Fb jęczałam, że młody wyje w aucie jak oszalały? To już przeszłość, minęło po 3 miesiącach 🙂 Teraz tylko czekam aż pokocha chustę tak jak wcześniej jego siostra i będę już w wyjazdowym niebie. Nie lubię go wozić w podpiętym do wózka foteliku samochodowym, a gondola się nam do auta po prostu nie mieści. Wyjściem byłaby oczywiście zamiana wielkiego wózka na spacerówkę, ale uważam, że jest na to jeszcze zdecydowanie za wcześnie. I ograniczam wyjazdy 🙁

O dziwo, jeżdżąc w czwórkę wcale nie zabieramy większej ilości rzeczy. Hubert (na razie) potrzebuje tylko jednej małej torby (wszystko pakuję do torby z wózka) – bierzemy pampersy, mokre chusteczki, nasz podróżny wielorazowy przewijak (tak, tak, przydatny gadżet), grzechotkę i gryzak. Do tego ubranko na zmianę i tetrowa pieluszka. Wszystko! Gdy Hania była malutka zawsze zabieraliśmy też jej łóżeczko turystyczne. Tym razem z niego zrezygnowaliśmy, bo synek nie zamierza z takich wynalazków korzystać 😉

Z niecierpliwością czekam na dwie rzeczy – prawdziwą wiosnę (to wiąże się z możliwością piknikowania w plenerze) i na to, by Hubcio usiadł (będzie go można nosić w nosidle, a i na naszych „piknikach” będzie z nim więcej zabawy). Wtedy w końcu wybierzemy się też w bardziej górskie okolice.

A jakie są wasze doświadczenia z wyjazdów z dwójką dzieci?

Mama się uczy, a Hania… harcuje ;)

Kiedy mama i Hubcio się szkolili, Hanka ze swoją ulubioną ciocią Madziulą odwiedziła opolskie zoo. Trochę szkoda, że były tam tak wczesną wiosną, bo wiele zwierząt było pochowanych. Miało to jednak i swoje plusy – w zoo były jednymi z niewielu odwiedzających (plac zabaw był cały dla Hani 🙂 ).

Opolski ogród zoologiczny położony jest na wyspie Bolko, w jednym z piękniejszych zakątków miasta. I w dodatku prawie w centrum (uwielbiam miejsca, które mogę ogarnąć bez samochodu 😉 ). Nie jest bardzo duży, dzięki czemu Hanka mogła spokojnie całe zoo obejść sama. Dla dzieci, oprócz zwierząt, które je oczywiście tam przyciągają, jest i plac zabaw, i park linowy (ten ostatni jeszcze zamknięty). Kilka godzin zabawy murowane! 🙂

Źródło: www.zoo.opole.pl

Obecnie w zoo można oglądać ponad 1200 zwierząt reprezentujących 265 gatunków z całego świata. Oprócz „normalnych” wybiegów można zwiedzać też mini zoo, w którym dzieci mogą karmić, a nawet dotknąć niektóre zwierzaki.

Opolski przebój – mrówkojad! Ile ja się o nim nasłuchałam 😉

Jedną z wielu atrakcji zoo są też uchatki. Od niedawna mają one do dyspozycji nowy basen. Jest co oglądać 😉

Codziennie można oglądać pokazy z ich udziałem (trening medyczny o 12.00 i karmienie o 14.30). Dla odwiedzających to kolejna atrakcja, dla samych zwierząt są to zabiegi higieniczne i karmienie (tak, wszyscy są zadowoleni 😉 ). Zobaczyć można też karmienie innych zwierząt: goryli (13.00 i 16.00), pelikanów (13.30), lemurów i wydr (14.00).

Jak widać, było super 🙂

Informacje praktyczne:
Ogród Zoologiczny Opole, Wyspa Bolko, ul. Spacerowa 10, Opole, www.zoo.opole.pl
Bilety: poniedziałek-piątek: 5 i 8 zł, sobota, niedziela, święta – 6 i 10 zł, dzieci do lat 3 gratis.
Godziny otwarcia:
– od 1 maja: 10.00-18.00
– od 1 października: 9.00-16.00
– od 1 grudnia: 9.00-15.00
– od 1 marca: 9.00-16.00

Opolskie przygody teatralne

Za studenckich czasów zdarzało nam się chodzić na przedstawienia do teatru Kochanowskiego. Hankę (Huberta też 😉 ) wzięłam do miejsca zdecydowanie bardziej odpowiedniego do jej wieku – Opolskiego Teatru Lalki i Aktora (na studiach mieszkałam ulicę obok 😉 ). Wybraliśmy Bajkę o szczęściu, której premiera odbyła się 15 marca. Trochę się bałam, że po zgaszeniu świateł Hanka spanikuje albo się przestraszy (ostatnio… uciekła z przedstawienia z przedszkola…). Nic z tych rzeczy! Tym razem bajka baaaardzo się podobała.

Niestety w trakcie przedstawienia nie można robić zdjęć (zresztą, nawet gdyby można było, w tych ciemnościach nic by mi nie wyszło), wrzucam wam więc fotkę znalezioną w necie. Widać na niej wszystkich głównych bohaterów bajki, a więc dziadka, myszkę, kogucika i świnkę.

Na stronie teatru możemy się dowiedzieć, że:
…W świecie zdominowanym przez konsumpcjonizm i chęć posiadania odpowiedź na to pytanie okazuje się niezwykle ważna.  Warto podjąć na ten temat rozmowę już z najmłodszymi dziećmi. Wraz z ubogim Staruszkiem oraz jego milutkimi zwierzątkami – Świnką, Kogucikiem i Myszką, poszukamy odpowiedzi na to ważne pytanie – czy lepiej jest mieć czy być? „Bajka o szczęściu” to mądra i pełna ciepła opowieść o tym jak bardzo człowiek staje się samotny, gdy zamiast przyjaźni wybiera przedmioty…

Brzmi poważnie, prawda? Mimo to moja 3-latka wiele z przedstawienia zrozumiała i długo tłumaczyła jak ważni są przyjaciele 😉 Więcej o samym przedstawieniu opowiadać nie będę. Napiszę tylko, że warto na nie się wybrać 😉

My dołączyliśmy się do kilku grup przedszkolaków, myślę jednak, że zdecydowanie lepszą opcją jest wybór przedstawienia popołudniowego lub weekendowego – wtedy nie ma grup. Dzieciaki z rodzicami na pewno lepiej się wtedy odnajdą w dla wielu z nich nowej, sytuacji.

Bajka trwa ok. 60 minut. Hania nie zdążyła się zacząć niecierpliwić zbyt długim siedzeniem w jednym miejscu. Przedstawienie dało jej do myślenia i potem długo tłumaczyła, dlaczego nie można sprzedawać przyjaciół 😉

Uwaga! Teatr jest w trakcie remontu, nie można do niego wejść głównym wejściem. Trzeba kierować się ulicą Kośnego w górę, przy numerze 8 wejść w bramę – tam znajduje się wejście od strony „małej sceny”.

* * *
Informacje praktyczne:
Opolski Teatr Lalki i Aktora, ul. Augusta Kośnego 2a, Opole, www.teatrlalki.opole.pl
Repertuar teatru można znaleźć tu.
Bilety – 16 i 19 zł (płaci się nawet za najmłodsze dzieci).

Śladami rodziców – Opole

Śladami rodziców, a jak! W końcu, gdyby nie to miasto to… Hani i Huberta by nie było 😉 Tam się poznaliśmy (nie, nie żadna romantyczna historia z festiwalem w tle… studiowaliśmy razem), tam też wymyśliliśmy imiona dla naszych przyszłych dzieci 😉 Hania w Opolu była już sporo razy, nigdy jednak nic nie widziała, bo pogoda nas nie rozpieszczała. Tym razem – w końcu! – było inaczej. Prawie 20 stopni, po prostu idealnie 😉

Poznawanie miasta mała miała zacząć od pięknych widoków. W planach była wspinaczka na wieżę piastowską, czyli jedyną pozostałość dawnego opolskiego zamku. Gdy jest sprzyjająca pogoda, widać z niej panoramę (prawie) całego miasta. Niestety plan pozostał planem, bo… wieża była jeszcze nieczynna 😉 No cóż, może naszą wyprawę powtórzymy już w sezonie. Tak więc wszystko co mieliśmy zobaczyć z tarasu widokowego musieliśmy „ogarnąć” w trakcie spaceru 😉

Widzieliśmy rynek, zielony mostek i kaczki i… akademik, w którym kiedyś mieszkaliśmy 😉 Ale zacznijmy od początku. Nasza opolska przechadzka rozpoczęła się na Placu Kopernika. Przy kolorowym (obrzydliwym, ale to kwestia gustu…) budynku uniwersytetu jest malowniczy skwerek, a na nim kilka znanych chyba wszystkim postaci –  m. in. Osiecka, Niemen, Grechuta, Starsi Panowie.

Dalej poszliśmy w stronę rynku. Po drodze weszliśmy na teren uniwerku, żeby zobaczyć studnię św. Wojciecha. 

Potem był już rynek (+ lody 😉 ), plac wolności i jeden z moich ulubionych zakątków – Zielony Mostek. Tuż przy nim jest naleśnikarnia, w której często na studiach jedliśmy (po drodze do biblioteki, która jest tuż za mostkiem, już na wyspie Bolko 😉 ).

Ze zdumieniem odkryłam, że Opole dołączyło do wielu miast dla zakochanych – przy kolejnej wizycie powiesimy sobie na mostku i naszą kłódkę 😉

Przy tym samym mostku nakarmiliśmy kaczki i poszliśmy brzegiem rzeki aż do kolejnego – tym razem żółtego – mostku. Minęliśmy wieżę piastowską i „opolską Wenecję” (kilka ładnie odnowionych kolorowych kamieniczek, nazwa nadana „lekko” na wyrost, ale brzmi ładnie, prawda?). Znowu znaleźliśmy się na rynku i tym zakończyliśmy zwiedzanie Opola.

 

Potem Hania zobaczyła jeszcze „nasz” akademik. Oj, ale było wspomnień 😉

  

A to zdjęcie zrobiła nam córa 🙂

W sumie od czasu naszego wyjazdu z Opola (matko, to już prawie 7 lat!!!) wiele się tam zmieniło, wszystko na lepsze. Wciąż czuję się tam bardzo dobrze i cieszę się, że w końcu dopisała nam pogoda i Hania mogła zobaczyć kilka bliskich nam miejsc 😉 I strasznie zazdroszczę moim znajomym, którzy tam mieszkają – dawno nie byłam w mieście, w którym tak dużo jest atrakcji dla dzieci.

* * *
Za „przypomnienie” nam Opola dziękujemu Kasi, Tomkowi i Eli – było super! 🙂