Hop! I do wody

Wiosna już coraz bliżej, już ją widać, już ją czuć 🙂 Za niedługo porzucimy muzea i inne atrakcje pod dachem i wyruszymy w plener. Kwiecień, no może jeszcze maj, to chyba ostatnie miesiące, w które jeździmy na kryty basen. Jest woda, jest szał!

Pierwszy raz na basenie Hania była jako maluch – miała chyba 5 miesięcy i była jednym z najbardziej niesfornych „szkrabów” na kursie. Nie było mowy o położeniu jej na wodzie na plecach (tylko brzuszek wchodził w grę), nie pozwalała sobie założyć „motylków”, za to do nurkowania była pierwsza 🙂 Kursu… nie ukończyła, bo przyplątało się nam jakieś choróbsko, a potem zrobiło się na tyle ciepło, że czas spędzaliśmy na dworze.

Tyle tytułem wstępu 🙂 Wracając do podróży, w ostatnią sobotę, po nie pamiętam jak długiej przerwie, w końcu wybraliśmy się „popływać”. Wybraliśmy Parku Wodnego Aquarion w pobliskich Żorach. Muszę powiedzieć, że basen baaardzo pozytywnie nas zaskoczył!

Nie jest duży, największe są w nim… zjeżdżalnie (i to najbardziej podobało się tacie ;P). Po wyjściu z szatni (atrakcją był oczywiście zegarek z czipem, który ręce miała oczywiście Hania) najpierw zobaczyłyśmy basen dla pływających (akurat pływać uczyły się dzieciaki), a następnie doszłyśmy (tata już na nas czekał, jakoś zawsze jest wcześniej przebrany…) do płytkiego basenu.

Tam na Hanię czekało kilka atrakcji, których na początku – jak to Hania – bardzo się bała i protestowała przed nawet pójściem w ich stronę, a potem – awanturowała się przy jakiejkolwiek próbie ich opuszczenia… No więc na pierwszy ogień poszły wodne bicze i bąbelki, potem porwał nas nurt rwącej rzeki. Mała już prawie pływała dzięki specjalnej desce, którą sobie przygarnęła na brzegu basenu (żeby nie było – były ogólnodostępne ;p) – następnym razem musimy zainwestować w kółko dla niej.

Nie ma słów żeby wyrazić radochę z wodnych zabaw, może gdybym miała ze sobą telefon (został w kurtce, szczególnie, że już przy wejściu było napisane, że w obiekcie nie wolno robić zdjęć) to zobaczylibyście filmik. A tak musicie mi wierzyć na słowo, że szał był ;). Hania nabrała takiej odwagi, że ostatecznie zabrała rodziców nawet do małej części basenu, w której były rwące fale.
Problem pojawił się przy planowanym wyjściu z wody – nastąpiła krótka i jednoznaczna odmowa wykonania prośby rodziców! Hania położyła się na schodkach basenu i tak już w ramach protestu została… Pertraktacje były długie, przydało się minutowe naliczanie czasu pobytu 😉

Hmm… właśnie zdałam sobie sprawę, że jeszcze nigdy w trójkę nie byliśmy na basenie otwartym! Owszem, plaża była, ale nie basen ;P Myślę, że latem na pewno tą lukę uzupełnimy 😉

* * *
Informacje praktyczne:

Park Wodny Aquarion, ul. Wodzisławska 3a, Żory, www.parkwodny.zory.pl
Otwarte codziennie od 6.00 do 22.00.

Ceny biletów można sprawdzić tutaj. Dzieci do 3 lat wstęp wolny. Bardzo fajne jest to, że do wykupionej godziny automatycznie doliczane jest 15 minut „na przebranie”, nie wiem, może jestem do tyłu, ale ja spotkałam się z taką praktyką pierwszy raz i bardzo mi ona odpowiada (co oczywiście nie oznacza, że zmieściliśmy się w wykupionym czasie ;p).

Bielsko zimą

Zima znowu wróciła do Rybnika. W górach jest cały czas, a że w województwie śląskim trwają ferie to dziś napiszę o Bielsku-Białej (właśnie kończy się ich pierwszy tydzień). Jest w sam raz na jednodniowe wycieczki mieszkańców moich okolic (a tych, którzy mieszkają dalej, zapraszam tam co najmniej na weekend, atrakcji jest sporo;p). Do Bielska jechaliśmy prosto z Istebnej (więcej o tym wyjeździe było tu), droga była baaardzo daleka i męcząca 😉

Pod koniec marca przed kolejką na Szyndzielnię nie było tłumów. Więcej… nie było nikogo 😉


Kolejka nie zrobiła na Hani najmniejszego wrażenia. Podczas jazdy na górę (z poziomu 509,72 m n.p.m. na wysokość 958,85 m. n.p.m.), która trwała chyba niecałe 10 minut dziecko… zasnęło. Gdyby pogoda była lepsza z wagoniku zobaczylibyśmy piękną panoramę Bielska i Beskidów. No ale pogoda była, jaka była – po piękne widoki trzeba będzie jeszcze kiedyś wrócić 🙂

Może i dobrze, że Hania zasnęła, bo dzięki temu spokojnie mogliśmy sobie podejść pod schronisko. Nawet nie pół godzinki marszu w górę i byliśmy na miejscu. Schronisko jest piękne, najstarsze w Beskidach (wybudowano je w 1897 r.). Na pewno kiedyś Hania będzie tam spała – poczekamy aż będzie na tyle duża, żeby nie trzeba było jej nosić ;P

Schronisko jest świetną bazą wypadową na szczyt Szyndzielni (1 028 m n.p.m.), sąsiednie szczyty m. in. Klimczok czy Błatnią a nawet do pobliskich miejscowości – Szczyrku czy Brennej.

Na miejscu my pooglądaliśmy sobie widoki, a nieliczni inni turyści pooglądali sobie Hanię i naszą chustę (to był standard;p).

Dla upamiętnienia pierwszego zdobytego szczytu Hania dostała pamiątkowy dyplom. Uroczystego potwierdzenia dokumentu dokonała pani bufetowa 🙂

Rodzice wypili herbatkę, młoda dostała cycka i… zarządziliśmy odwrót – na dół zjechaliśmy też wagonikiem kolejki.

I to był pierwszy szczyt Hani – „weszła” na niego, mając ok. 5 miesięcy 🙂 Potem było już tylko lepiej – była w Bieszczadach i Tatrach 🙂 W tym roku – zapewniam – będzie ciąg dalszy 🙂

Informacje praktyczne:
Kolej linowa na Szyndzielnię, Al. Armii Krajowej 366, Bielsko-Biała, www.kolej-szyndzielnia.pl
Bilety: w jedną stronę 15 i 12 zł, w dwie strony – 20 i 15 zł, dzieci do lat 4 bezpłatnie.
Godziny otwarcia (odjazd kolejki co pół godziny lub – w sezonie – częściej):
– maj-sierpień: pn. 10.00-19.30, wt-niedz. 9.00-19.30
– wrzesień-kwiecień: pn. 10.00-17.30, wt-niedz. 9.00-17.30

Schronisko PTTK Szyndzielnia, www.szyndzielnia.com.pl

Sielsko, anielsko… górsko ;)

Zima w pełni! Hania w końcu przyzwyczaiła się do śniegu i już można się z nią bawić na dworze 😉 A wiadomo, że na sanki najlepiej w góry! Dla tych, którzy niekoniecznie lubią tłumy turystów, wolą za to w spokoju pospacerować wśród śnieżnych zasp, polecam Koszarawę. To mała miejscowość, położona w pobliżu Żywca. Niekoniecznie turystyczna, ale kilka agroturystyk się tam znajdzie (nie wiem czy teraz też, ale kiedyś przyjeżdżało tam też dużo harcerzy ;p).

Hania była tam już kilka razy, bo mieszka tam nasz znajomy. Nigdy nie zapuściliśmy się dalej w góry, bo były to krótkie wizyty, ale miejsce jest idealne 🙂 Cywilizacji mało, więc droga nieodśnieżona – idealna na sanki (choć my zawsze byliśmy z chustą). Samochodów jak na lekarstwo, więc nie trzeba co chwilę stać na poboczu ;P No a jak się już zbierzemy i zdecydujemy wyjść w góry, to czekają na nas naprawdę ładne widoki i trasa aż na Babią Górę (ale ta może niekoniecznie w zimie;p).

Latem też jest tam fajnie 🙂

Święto Światła

Niedziela nie zapowiadała się najlepiej – z nieba leciał ni to deszcz, ni to śnieg, poza tym dość mocno wiało. No ale już mieliśmy zaplanowaną wycieczkę do Muzeum Energetyki w Łaziskach Górnych. Można by ją bez problemu odłożyć na później, gdyby nie fakt, że właśnie tego dnia odbywało się tam Święto Światła. Impreza jest raz w roku, więc… zebraliśmy się i w drogę 😉

W Muzeum Energetyki Hania dostała swoją pierwszą pieczątkę w konkursie Szlaku Zabytków Techniki (szczegóły tutaj).

Święto Światła to impreza od lat organizowana w Trzech Króli. Uczestnicy dowiadują się w jego trakcie o historii światła, od prehistorycznego ogniska do nowoczesnej żarówki. Jedną z atrakcji jest zaświecenie oryginalnej żarówki z czasów Edisona. Niby mała rzecz, a ludzi przybyłych żeby to zobaczyć było naprawdę dużo 😉

Oto i ona!

W trakcie imprezy przygrywała orkiestra Mikołajów 🙂

Zwiedziliśmy też całe muzeum.

 

Hani, jak to Hani, najbardziej do gustu przypadło „pik, pik”, czyli tablica, na której po dobrym dopasowaniu nazwy obiektu Szlaku Zabytków Techniki (bo jego członkiem jest Muzeum Energetyki) i jego miejsca na mapie województwa śląskiego, rozbłyskało światło i wydobywał się (dość przeraźliwy) dźwięk. Ogólnie spędziliśmy tam z pół godziny (tylko pół godziny, bo za nami utworzyła się kolejka dzieci).

 Hania podsumowała imprezę następująco: – No, fajnie tu. Tylko mojego losowania nie było (czytaj: na koniec było losowanie nagród dla zwiedzających, niestety naszego kuponu nie wylosowano i Hania nie dostała upominku, może za rok jej się poszczęści ;p).

 Drugą rzeczą, na którą Hania zwróciła uwagę były porozstawiane w całym muzeum drabiny z informacjami o pozostałych obiektach Szlaku Zabytków Techniki. Jak widać moje dziecko docenia pomysłowość opiekunów obiektu, kazała sobie nawet (jak nie ona) zrobić przy nich zdjęcia (przy tym stwierdzeniu padłam: – Będzie na JUTUBE ;))

* * *
Po ponad dwugodzinnej wizycie w Muzeum Energetyki każdy byłby głodny… My pojechaliśmy do Restauracji „Pod Białym Orłem” (Łaziska, ul. Lasoki 1a). Znałam ją, bo należy do Szlaku Kulinarnego Śląskie Smaki. Polecam tamtejszy żur i placek po węgiersku (choć ten akurat z kuchnią śląską za dużo wspólnego nie ma 😉

Informacje praktyczne:
Muzeum Energetyki, ul. Wyzwolenia 30, Łaziska Górne, www.muzeumenergetyki.pl
Godziny otwarcia: pn-pt: 9.00-15.00, zwiedzanie w inne dni i godziny do uzgodnienia.
W zamian za zwiedzanie można wykupić cegiełki w cenie 2, 5 lub 10 zł.
Najlepiej przed przyjazdem zadzwonić i się umówić – 32 736 35 55, 32 736 37 00 (zwiedzanie grupowe).
Muzeum należy do Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego.

Największa szopka w Europie jest w Katowicach!

Okres świąteczno-noworoczny miał być spokojny i niepodróżniczy. I taki jest, choć… nie do końca;p Wracając z sylwestrowej domówki, która była w Mikołowie (Daria – dziękujemy!), zawitaliśmy do Panewnik. W tej dzielnicy Katowic co roku budowana jest jedna z najbardziej znanych bożonarodzeniowych szopek w okolicy. Jak zaczęłam o niej czytać to dowiedziałam się również, że jest to największa w Europie (!) szopka ołtarzowa budowana wewnątrz świątyni. To mnie zaciekawiło… Potem doczytałam też, że jej powierzchnia to prawie 600 metrów kwadratowych, a jej początki sięgają 1908 r.! Całkiem nieźle. Sami widzicie, że mając ją (prawie) po drodze do domu, nie mogliśmy sobie odpuścić tej przyjemności.