Posezonowy przegląd plażowy

Nie ukrywam, że plaża nie jest moim ulubionym miejscem wakacyjnego odpoczynku. Nie lubię się opalać, woda jest zazwyczaj za zimna, a ludzi za dużo… Za to dzieci uwielbiają być nad morzem, więc trzeba iść na jaki kompromis. Jest nim… plażowanie po sezonie 😉

W tym roku plaże były dwie. Pierwsza, na granicy Władysławowa i Chałup. Ludzi malutko (szczególnie w porównaniu z główną władysławowską plażą, która pełna była nawet wieczorem), plaża niezbyt szeroka. Niestety nie było muszelek ;(

 

 

 

 

 

Dwa dni spędziliśmy w Sopocie. Tam już nie było tak spokojnie, ale i tak w porównaniu z sezonem pustki 😉 Jak zawsze rozkładaliśmy się w okolicy kutrów, molo omijaliśmy. Plaża jest niestety dość brudna (im bliżej mola, tym jest gorzej), jest za to więcej muszelek. Dzieci były zachwycone po raz drugi 😉

 

 

 

 

 

 

W planach była jeszcze plaża w Gdyni-Orłowie, ale niestety tym razem się nie udało. Może za rok 😉

PS. A najlepsza plaża, czy w sezonie, czy nie, jest w Białogórze – klik 🙂

Smacznie, ekologicznie, warsztatowo…

Nie wiem jak jest u was, ale ja odkąd mam Hanulę (a odkąd i Hubcia to podwójnie), z większą lub mniejszą skutecznością dbam o jakość tego co jemy. Łatwo nie jest, bo wszystko co eko jest nie tylko coraz modniejsze, ale i sporo droższe od „normalnych” rzeczy (to tak jak z rzeczami ślubnymi ;p). Niemniej, przynajmniej niektóre artykuły eko są u nas w użyciu. 
Wraz z modą na eko styl życia przyszła też i ta na eko spotkania, kawiarnie, targi. Bardzo lubię niedzielny EkoBazar w Śląskim Ogrodzie Botanicznym w Mikołowie, chciałabym choć raz wziąć udział w Przystanku Śniadanie w Katowicach (ale jakoś się nie umiem wybrać). Podczas naszego ostatniego krótkiego wypadu nad morze (wkrótce opiszę wam kilka fajnych miejsc) byliśmy w Sopocie na Tagu Śniadaniowym

A jakiś czas temu odwiedziliśmy katowicki BioBazar. Targ odbywa się co sobotę w Hucie Baildon, jest więc nie tylko ekologicznie, ale też industrialnie 😉 Tym razem nie chodziło tylko o zakupy. Hanula wzięła udział, a ja trochę pomagałam, w zorganizowanych przez pewnie wam znaną Zieleninę, warsztatach kulinarnych dla dzieci. Maluchy przygotowywały babeczki z produktów sprzedawanych na targu.

 Kiedy Kamil z Hubim odpoczywali…

…na warsztatach było bardzo pracowicie. Dzieci dowiedziały się kilku ciekawostek o potrzebnych do przygotowania babeczek składnikach, same je wsypywały do misek i mieszały ciasto.

Taki targ to naprawdę fajne miejsce, szkoda, że do Katowic mam 50 km, bo bywałabym częsciej 😉 Podobno od czasu do czasu takie warsztaty mają byc powtarzane, warto więc śledzić info na facebookowej stronie BioBazaru.

Atrakcje na niepogodę – pomorskie

No i przyszedł czas na kolejne województwo pełen zimowych atrakcji dla dzieci 😉 Pomorskie (a w zasadzie Trójmiasto) Hania zna bardzo dobrze, była tam już kilka razy. „Zimowe” atrakcje zaliczyła przede wszystkim w Gdyni. „3city” o idealne miejsce na zimowe wakacje z dzieckiem, jest tam dużo atrakcji, dogodna infrastruktura i to, co jest najważniejsze – morze 😉

Kolejność atrakcji, jak zwykle, alfabetyczna:

Akwarium w Gdyni – podobno największe w Polsce. W jednym miejscu, w mniejszych i większych akwariach zobaczyć można ponad 1 600 morskich zwierząt z całego świata (200 gatunków!). Dzieciaki mogą podziwiać i małe, kolorowe rybki i ogromne węże. Spokojnie można spędzić tam pół dnia 😉


Hania też w gdyńskim akwarium była, ale na pewno wrócimy tam i z Hubertem (klik) 🙂

 
Manufaktura CiuCiu w Gdańsku – zdecydowanie najsłodsza atrakcja Trójmiasta. W małej manufakturze cukierków dobrze będą bawić się i dzieciaki, i ich rodzice 😉 Wszystkie wytwarzane tam słodkości robione są zgodnie z XVII-wiecznymi technologiami (ręcznie, bez użycia maszyn!). Dzieciaki same też mogą zrobić co nieco w trakcie organizowanych tam warsztatów. Niedawno byliśmy w podobnym miejscu w Katowicach (klik). Podobno właściciele „Hanysa” uczyli się fachu właśnie od kolegów z CiuCiu.


Centrum Nauki Experyment w Gdyni – najnowsza atrakcja (otwarta we wrześniu 2013 r.). Do zobaczenia 4 strefy tematyczne – hydroświat, opowiadający o wodzie, drzewo życia – o zagadnieniach przyrodniczych, niewidoczne siły – o wszechświecie i akcja – człowiek, wiadomo o czym ;p (myślę, że ta część wystawy Hanię zainteresuje najbardziej). To obowiązkowy punkt w programie naszej kolejnej wizyty w Trójmieście (kurcze, mam nadzieję, że się wybierzemy jak najszybciej, bo od kilku osób słyszałam bardzo dużo dobrego o tym miejscu).

Centrum Hewelianum w Gdańsku – dwa w jednym: kolejne nowoczesne centrum nauki i zabytkowa architektura (centrum mieści się w dawnym porcie militarnym). Interaktywne i multimedialne wystawy przyciągają tłumy. Dla dzieci najważniejsze jest tam przede wszystkim to, że WSZYSTKIEGO można dotknąć. Tam (jeszcze) nie byliśmy 😉

Loopy’s World w Gdańsku – z tą salą zabaw może konkurować chyba tylko znana Hani katowicka Nibylandia 😉 Jeszcze tam nie trafiliśmy, ale podejrzewam, że jeśli się ju wybierzemy to na dobrych kilka godzin…Do dyspozycji dzieciaków są zjeżdżalnie, trampoliny, baseny z kulkami i wiele, wiele innych atrakcji. Ta sala zabaw to 3 000 m2 przestrzeni! A rodzice mogą sobie spokojnie siedzieć przy kawie 😉

Zamek w Malborku – chyba jedna z najbardziej znanych polskich twierdz. Ten charakterystyczny zamek z czerwonej cegły zna chyba każdy Polak. Robi wrażenie i za dnia, i nocą (choć te nocne zwiedzanie niekoniecznie z najmłodszymi podróżnikami ;p). Budowany przez ponad 180 lat, był siedzibą Krzyżaków. Zwiedzając zamkowe krużganki czasem można zobaczyć… ducha. Specjalnie z myślą o najmłodszych turystach przy zamku zorganizowano historyczny park rozrywki.

* Za zdjęcia dziękuję Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej 🙂

Wydawnictwo o atrakcjach dla dzieci (nie tylko zimowych) w województwie pomorskim można kupić w tamtejszych punktach informacji turystycznej i przejrzeć w internecie (tutaj).

 * * *
Polecam również wcześniejszy wpis o atrakcjach na niepogodę w województwie śląskim (klik).

Sopot (mniej) znany

W Sopocie Hania bywa regularnie 😉 Raz w roku, zazwyczaj w drodze na zasłużone wakacje, odwiedza kuzynkę mamy, a swoją ciocię – Agnieszkę. Tym razem pojechała m. in. po to, by poznać swojego kuzyna, Piotrusia. Muszę przyznać, że na 5 zdała egzamin na starszą siostrę! 😉

Tym razem w Trójmieście byłyśmy 1,5 dnia, można więc było sporo zobaczyć (w końcu – w zamian na poranne wylegiwanie się w łóżku – odpuściłyśmy sobie wycieczkę do Gdańska). A ponieważ pogoda dopisała, byłyśmy i na plaży (oczywiście przy kutrach), i w innych – dużo mniej oczywistych dla turysty, miejscach.

Pierwszego dnia poszłyśmy oczywiście na Monciak. Na szczęście nie wybrałyśmy się na molo (te tłumy ludzi naprawdę mnie przerażają). Wybrałyśmy inną formę poznania okolicy – tuż za bramą z wielkim napisem MOLO stoi latarnia morska. Byliście tam kiedyś?  Hania dzielnie wdrapała się na sam jej szczyt. Początkowo trochę się bała, potem jednak… chciała wchodzić drugi raz (tego ja już bym chyba nie przeżyła ;p). W ten oto sposób unikając tłumu zobaczyłyśmy całą panoramę Sopotu i wieeeeelką wodę. Z 30-metrowej wieży widać naprawdę dużo 🙂 Na dole Hania dostała jeszcze certyfikat zdobywcy latarni morskiej, który do dziś dumnie wisi na ścianie w jej pokoju.

 Po zejściu z latarni poszłyśmy na plażę, wejście było tuż przy molo (tą część plaży zdecydowanie odradzam, nie dość, że pełno ludzi, to jeszcze na brzegu pełno szlamu i śmieci. Zdecydowanie lepiej jest przy kutrach, do których i tak doszłyśmy plażą. Potem trzeba było tylko siłą Hanię zmusić do powrotu do domu cioci Agnieszki – było już dobrze po 20…).

 

Następnego dnia byłam pod wrażeniem Hani wytrzymałości – przeszła chyba z 10 km, a tego dużą część po piasku! Najpierw byłyśmy na plaży (oczywiście szał ciał, tylko dlaczego mama nie wzięła ręcznika ;p). Po szybkim suszeniu dziecka przeszłyśmy się już bulwarem (była z nami kuzynka z małym Piotrusiem, w wózku). Szłyśmy, szłyśmy i… szłyśmy, aż doszłyśmy na sam skraj Sopotu. Właśnie tam jest oddział Muzeum Archeologicznego – mała wystawa dotycząca przeszłości Sopotu i plenerowe grodzisko, które bardzo mnie zainteresowało, gdy dowiedziałam się o jego istnieniu (jak się potem okazało była to wiedza prawie tajemna, bo żaden z mieszkańców Sopotu, których pytałam o drogę nie miał pojęcia o jego istnieniu… dobrze, że są jeszcze punkty informacji turystycznej, z których zawsze korzystam). Niestety grodzisko mnie zawiodło. Samo muzeum nawet ciekawe (szczególnie, że „trafił” się nam bardzo miły pracownik), Hania mogła poczuć się jak mały archeolog – z kawałków ułożyła starożytną wazę i pędzelkiem wydobyła z piasku kilka kamieni 😉

 Niestety sam gród… no cóż… obiecałam sobie, że nie będę odradzała żadnych atrakcji, bo może po prostu do mnie to nie trafiło… Nie spodziewałam się co prawda drugiego Biskupina (który, de facto jeszcze w czasach przedhaniowych dosyć mnie rozczarował…), ale jednak prawie puste 3 chaty na krzyż mnie zaskoczyły… Zero opisu, żadnego przewodnika czy nawet muzealnego „pilnowacza” (była jedna osoba, chyba pracownik muzeum, ale ona zajmowała się grupą zorganizowaną, z nią tam przyszła). No po prostu nic 🙁

Szkoda, bo miejsce wydaje się mieć potencjał, jest ładnie położone, z dala od tysięcy turystów, ale jednocześnie na tyle blisko, by wybrać się tam na wycieczkę.

Dziś tłumaczę sobie, że jest to miejsce, które ożywa, gdy odbywają się tam jakieś imprezy – i tego będę się trzymała. Za rok wpadniemy tam na jakiś średniowieczny jarmark czy pokaz i mam nadzieję, że wrażenie będzie już zupełnie inne.

No i trzecie miejsce, którego wcześniej w Sopocie nie znałam – tam chyba Hani podobało się najbardziej! 🙂 Yogen Fruz Sopot to lodziarnia, w której klienci sami wybierają sobie to z czego chcą mieć zrobione swoje smakołyki – jogurtowe lody czy kawę. Nigdy jej nie zauważyłam, bo znajduje się na tyłach słynnego Krzywego Domku (Weszliście do niego kiedyś? Na 99% jestem pewna, że nie…).

Mimo że sezon wakacyjny już za nami jestem pewna, że wielu z was ma Trójmiasto w swoich podróżniczych planach. Ja w każdym razie polecam. O jego atrakcjach pisałam już m. in. tu i tu.

Informacje praktyczne:
Latarnia morska w Sopocie, po prawej stronie od wejścia na molo, bilet 5 zł, Hania weszła za darmo.

Muzeum Archeologiczne w Gdańsku, Oddział Grodzisko Sopot, ul. Jana Jerzego Haffnera 63, Sopot, www.archeologia.pl/grodziskosopot
Bilety: 8 i 6 zł, dzieci do 7 lat za darmo. Piątek dniem bezpłatnego wstępu.
Godziny otwarcia: od listopada do kwietnia 10.00 – 16.00, od maja do października 10.00 – 18.00, w poniedziałki nieczynne.

Yogen Fruz Sopot, ul. Jana Jerzego Haffnera 6, Sopot (Krzywy Domek), czynne codziennie od 11.00 do 20.00

Białogóra wczoraj i dziś

I po wakacjach! Hania już chodzi do przedszkola (matko, przecież ona się przed chwilą urodziła), ja już na L4, mam więc trochę czasu żeby przejrzeć zdjęcia i wywołać co nieco z ostatniego półrocza. No i przyznaję, że wzięło mi się na wspominki, ostatnio zobaczyłam chyba wszystkie nasz zdjęcia! I wiecie co zauważyłam? Nasze nadmorskie wakacje ZAWSZE mają dokładnie ten sam przebieg, kurcze, jest tam strasznie przewidywalnie…

Niby zawsze uważałam, że wakacje nad morzem są bardzo powtarzalne, ale dopiero teraz, oglądając zdjęcia Hani, potwierdziłam się w swoich przekonaniach;p Jak wszędzie najważniejsze, by była pogoda – wtedy jest plaża, są zamki na piasku, pływanie, spacery, zachody słońca. Gdy pogody brak, trzeba już zacząć kombinować i… wydawać pieniądze ;P Szczególnie, gdy nie akceptujemy codziennego przesiadywania w wynajętym pokoju.

Nasze wyjazdy do Białogóry były dość udane jeśli chodzi o pogodę. I właśnie dlatego aktywności Hani za każdym razem są baaaardzo podobne. Zresztą, zobaczcie sami. Przedstawiam małe porównanie wakacji 2012 i 2013 w Białogórze 😉

Wyprawa na plażę (hmmm… nawet wiaderko to samo 😉 i w koszulce z pierwszego zdjęcia Hania też nadal biega!):

Bieg do wody (tak, strój kąpielowy też ten sam, jakoś mi dziecko nie rośnie ;p):

 W ręczniku 😉

Przekąska na plaży 😉

Zachód słońca:

Piaskowe budowle:

Dojazd na plażę dorożką:

🙂

😀

W zeszłym roku wybraliśmy się do Fokarium na Helu (pisałam o nim tutaj), w tym roku Hania foki widziała po raz drugi – tym razem w Sea Parku w Sarbsku k. Łeby (a o nim tu).

Hmmm… ciekawe jak będzie za rok 🙂 Na pewno bardziej różnorodnie, w końcu do ogarnięcia będzie już nie tylko młoda, ale i ten młodszy…