9 polskich miast idealnych na weekend z dziećmi, na majówkę też. Plus zagraniczny bonus ;)

Majówka w mieście? Kto to widział? Choć tegoroczna może do najdłuższych nie należy, i tak można (i warto) ją dobrze wykorzystać. Wiadomo, w pierwszych dniach maja WSZYSCY się gdzieś wybierają. Przecież trzeba, to taki nieoficjalny początek wakacyjnych wyjazdów. W zdecydowanej większości popularnych miejsc od dawna nie ma już wolnych miejsc noclegowych (w normalnych cenach oczywiście). Co więc począć? My zawsze idziemy trochę pod prąd, bo na majówki najczęściej wybieramy miasta. Tak, miasta. Dlaczego? Bo jest w nich wtedy pusto. Przecież wszyscy są na majówce…

Akwarium w Gdyni czyli taaaaaka ryba!

Akwarium w Gdyni odwiedziliśmy nie pierwszy raz, wcześniej byliśmy tam z Hanią (klik). Tym razem zawitaliśmy tam i z Hubim. Mały tak samo żywo reagował na pływające w wielkich akwariach ryby. A oglądać było co – to największy tego typu obiekt w Polsce (choć wierzyć się w to nie chce…). W akwariach żyje ponad 1000 zwierząt morskich i wodno-lądowych, łącznie 190 gatunków z całego świata.

W Domu Rybaka

Nasz krótki wrześniowy wypad do Władysławowa był bardzo udany m. in. dlatego, że pogoda była boska. Mimo to odwiedziliśmy Dom Rybaka(chyba jeden z bardziej rozpoznawalnych budynków w okolicy), w którego wieży znajdują się w zasadzie wszystkie atrakcje na niepogodę tego miasteczka. Do wyboru jest Muzeum Motyli, interaktywna wystawa Magiczny Zawrót Głowy i tarasy widokowe.

Muzeum Motyliznajduje się na III piętrze. Przyznaję, że myślałam, że atrakcja będzie zrobiona na siłę, baaaardzo się myliłam. Muzeum nie jest duże, ale jest w nim naprawdę wiele do zobaczenia. Wśród gablot, w których prezentowane są motyle i inne owady (łącznie 3 000 okazów z całego świata), ukryte są i inne „okołomotyle” rzeczy.

Hania oglądała „motyle” zabawki i uczyła się wiersza o chrząszczu, ja z lekkim przerażeniem oglądałam pudełka produktów spożywczych, do których wyrobu używa się jakiś motylich soków…

Razem rozwiązałyśmy też test o cyklu życia owadów. Były też filmy, ale na ich oglądanie nie miałyśmy już czasu (pod wieżą czekali tata i śpiący Hubo).

Muzeum jest dostosowane do zwiedzania z dziećmi – są tam ikeowe schodki, dzięki którym nie musiałam Hani podnosić do wyższych witryn, jest kilka elementów zrobionych (przynajmniej tak sądzę) z myślą o najmłodszych (wierszyk na dzień dobry, gablota z „motylimi” zabawkami, gra, no i pamiątki w sklepiku ;p).

Dwa piętra wyżej znajduje się interaktywna wystawa Magiczny Zawrót Głowy. I tam zajrzałyśmy, choć jest to raczej przeznaczone dla dorosłych i nieco starszych niż Hania dzieci. Mimo to z kilku stanowisk i mała skorzystała. Optyczne złudzenia uwolniły lawinę pytań, na które niekoniecznie znałam odpowiedź – przed odwiedzeniem następnej takiej wystawy trzeba się będzie nieźle zastanowić 😉

Tarasy widokowe(45 i 63 m n.p.m.) sobie odpuściliśmy, tego dnia i tak nic byśmy nie zobaczyli.
* * *
Informacje praktyczne:
Wieża Widokowa w Domu Rybaka, ul. Gen. Hallera 19, Władysławowo
Muzeum Motyli, III piętro, www.muzeummotyli.pl

Magiczny Zawrót Głowy, V piętro, www.muzeumiluzji.pl

Sprawdziliśmy – Pensjonat Wojciech we Władysławowie

Jak może kojarzycie, jakiś czas temu wygrałam w konkursie rodzinny weekend we Władysławowie (teraz jest kolejny konkurs, ale coś czuję, że tym razem już tak łatwo nie będzie). Oczywiście, gdy tylko nadarzyła się okazja, nad morze się wybraliśmy. Jak się okazało, Pensjonat Wojciech, w którym wygrałam nocleg ze śniadaniem, jest wprost stworzony dla rodzin z dziećmi (zresztą chyba wszyscy goście byli z maluchami).

Gdyńskie eksperymenty

O wizycie w Centrum Nauki Experyment w Gdyni myślałam już w zeszłym roku, ale wtedy Hania była zdecydowanie za mała. Tym razem się wybraliśmy. Odczucia mamy… mieszane. Z jednej strony, miejsce prezentuje się dość imponująco, jest tam mnóstwo stanowisk i przestrzeni, jest kącik zabaw dla takich brzdąców jak Hubik. Z drugiej – większość zwiedzających (my czasem też) nie wie co robić przy niektórych stanowiskach, a pracownicy nie pałają chęcią pomocy (i to różni Experyment np. od Centrum Kopernik). Jak zawsze w takim przypadku ostateczną ocenę pozostawiam wam, sama zazwyczaj piszę głównie o superlatywach 😉 My, pomimo niektórych uwag, spędziliśmy tam kilka godzin. A i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego.