Apartamenty Fulinowo w Kuźnicy – recenzja

Apartamenty Fulinowo  – jak tu bajecznie! Takie było nasze pierwsze skojarzenie, kiedy po całonocnej jeździe samochodem o świcie podjechaliśmy pod wskazany adres w Kuźnicy. I faktycznie, malutkie domki, w których urządzono niezwykle klimatyczne pokoiki miały w sobie coś z bajki. Dbałość o detale, gustowne i przytulne wnętrza, bliskość plaży i to czego szukaliśmy w przypadku naszego bardzo spontanicznego wyjazdu – cisza i spokój. Pewnie w sezonie z tymi ostatnimi można się i tu pożegnać, dla nas Fulinowo jest idealne właśnie na leniwe krótkie pobyty tuż po lub tuż przed najazdem letnich bałtyckich turystów. Na pewno wrócimy tu jesienią, wydaje mi się, że wtedy jest tu najpiękniej.

Półwysep Helski zimą

Półwysep Helski zimą? W styczniu? Przecież tam wtedy wszystko jest pozamykane. Hula wiatr. Pustka. Tak! Właśnie dlatego tam pojechaliśmy w naszą pierwszą podróż w 2017 r. Wyjazd był mega spontaniczny. Wszystko przez rybnicko-katowicki smog, o  którym jest ostatnio głośno. Kiedy siedząc w pracy, w biurze na 18 piętrze, widziałam… właśnie nic nie widziałam, kompletnie nic, miarka się przebrała. To był poniedziałek, a my we wtorek późnym wieczorem wyruszaliśmy w drogę do Kuźnicy. Po czyste powietrze i spokój. Znaleźliśmy tam i jedno, i drugie. I jeszcze piękne widoki.

9 polskich miast idealnych na weekend z dziećmi, na majówkę też. Plus zagraniczny bonus ;)

Majówka w mieście? Kto to widział? Choć tegoroczna może do najdłuższych nie należy, i tak można (i warto) ją dobrze wykorzystać. Wiadomo, w pierwszych dniach maja WSZYSCY się gdzieś wybierają. Przecież trzeba, to taki nieoficjalny początek wakacyjnych wyjazdów. W zdecydowanej większości popularnych miejsc od dawna nie ma już wolnych miejsc noclegowych (w normalnych cenach oczywiście). Co więc począć? My zawsze idziemy trochę pod prąd, bo na majówki najczęściej wybieramy miasta. Tak, miasta. Dlaczego? Bo jest w nich wtedy pusto. Przecież wszyscy są na majówce…

Taaaaaka ryba

W gdyńskim akwarium już z Hanią byliśmy (klik). Tym razem zawitaliśmy tam i z Hubim. Mały tak samo żywo reagował na pływające w wielkich akwariach ryby. A oglądać było co – to największy tego typu obiekt w Polsce (choć wierzyć się w to nie chce…). W akwariach żyje ponad 1000 zwierząt morskich i wodno-lądowych, łącznie 190 gatunków z całego świata.

Najpierw jest trochę gablot „teoretycznych”, przede wszystkim z wypchanymi zwierzętami. Przyznaję, że nie są one specjalnie interesujące nawet dla tak ciekawskich dzieci jak Hania.

Potem są już same akwaria. Podzielone są tematycznie – oglądać można rafę koralową, Amazonię i wodne zwierzęta świata. Wszystko mieści się na kilku piętrach. Jeśli nie zwiedza się ze szkolnymi grupami (my niestety na nie trafiliśmy, co było dla nas lekkim szokiem, bo byliśmy tam na samym początku września) zwiedza się w ciszy i spokoju.  

 

 

 Jest też jedno piętro typowo edukacyjne. Dzieci (dorośli w sumie też) poznają m. in. zwierzęta mieszkające w poszczególnych częściach morza. W gablotach poukrywane są tajemnicze szufladki, w których są różne zadania, ciekawostki czy… wiersze o rybach. Super atrakcją były też układanki. Hani się baaardzo podobało.

 

 Po wyjściu z akwarium zauważyliśmy jeszcze jeden pomnik – chyba ostatnio go nie było.

 * * *

Akwarium jest dobrze przygotowane na przyjecie turystów z małymi dziećmi – dostępne są wózki dla maluchów (własny wózek musieliśmy zostawić przy szatni), pomiędzy piętrami porusza się windą (niestety akurat wtedy kiedy my tam byliśmy, winda była zepsuta…), w toalecie na parterze jest przewijak. W porównaniu z naszą poprzednią wizytą pojawił się dość duży sklepik (w sumie dobre posunięcie, sprzyja komercjalizacji akwarium). Szkoda tylko, że mało w nim fajnych pamiątek znad morza, a pełno bezsensownych gadżetów rodem z odpustu.

* * *
W mniejszej skali akwaria z egzotycznymi rybami można oglądać w gliwickiej palmiarni, miejsce w sam raz do polecanie na nadchodzące mrozy (pisałam już o niej tu i tu).
* * *
Informacje praktyczne:
Akwarium Gdyńskie, al. Jana Pawła II 1, Gdynia, www.akwarium.gdynia.pl
Godziny otwarcia:
– 1 kwietnia – 31 maja, 1 września – 30 września: 9.00-19.00
– 1 czerwca – 30 czerwca: 9.00-20.00
– 1 lipca – 31 sierpnia: 9.00-21.00

– 1 października – 31 marca: 10.00-17.00.

W Domu Rybaka

Nasz krótki wrześniowy wypad do Władysławowa był bardzo udany m. in. dlatego, że pogoda była boska. Mimo to odwiedziliśmy Dom Rybaka(chyba jeden z bardziej rozpoznawalnych budynków w okolicy), w którego wieży znajdują się w zasadzie wszystkie atrakcje na niepogodę tego miasteczka. Do wyboru jest Muzeum Motyli, interaktywna wystawa Magiczny Zawrót Głowy i tarasy widokowe.

Muzeum Motyliznajduje się na III piętrze. Przyznaję, że myślałam, że atrakcja będzie zrobiona na siłę, baaaardzo się myliłam. Muzeum nie jest duże, ale jest w nim naprawdę wiele do zobaczenia. Wśród gablot, w których prezentowane są motyle i inne owady (łącznie 3 000 okazów z całego świata), ukryte są i inne „okołomotyle” rzeczy.

Hania oglądała „motyle” zabawki i uczyła się wiersza o chrząszczu, ja z lekkim przerażeniem oglądałam pudełka produktów spożywczych, do których wyrobu używa się jakiś motylich soków…

Razem rozwiązałyśmy też test o cyklu życia owadów. Były też filmy, ale na ich oglądanie nie miałyśmy już czasu (pod wieżą czekali tata i śpiący Hubo).

Muzeum jest dostosowane do zwiedzania z dziećmi – są tam ikeowe schodki, dzięki którym nie musiałam Hani podnosić do wyższych witryn, jest kilka elementów zrobionych (przynajmniej tak sądzę) z myślą o najmłodszych (wierszyk na dzień dobry, gablota z „motylimi” zabawkami, gra, no i pamiątki w sklepiku ;p).
Dwa piętra wyżej znajduje się interaktywna wystawa Magiczny Zawrót Głowy. I tam zajrzałyśmy, choć jest to raczej przeznaczone dla dorosłych i nieco starszych niż Hania dzieci. Mimo to z kilku stanowisk i mała skorzystała. Optyczne złudzenia uwolniły lawinę pytań, na które niekoniecznie znałam odpowiedź – przed odwiedzeniem następnej takiej wystawy trzeba się będzie nieźle zastanowić 😉

Tarasy widokowe(45 i 63 m n.p.m.) sobie odpuściliśmy, tego dnia i tak nic byśmy nie zobaczyli.
* * *
Informacje praktyczne:
Wieża Widokowa w Domu Rybaka, ul. Gen. Hallera 19, Władysławowo
Muzeum Motyli, III piętro, www.muzeummotyli.pl

Magiczny Zawrót Głowy, V piętro, www.muzeumiluzji.pl

Sprawdziliśmy – Pensjonat Wojciech we Władysławowie

Jak może kojarzycie, jakiś czas temu wygrałam w tym konkursie rodzinny weekend we Władysławowie (teraz jest kolejny konkurs, ale coś czuję, że tym razem już tak łatwo nie będzie). Oczywiście, gdy tylko nadarzyła się okazja, nad morze się wybraliśmy. Jak się okazało, Pensjonat Wojciech, w którym wygrałam nocleg ze śniadaniem, jest wprost stworzony dla rodzin z dziećmi (zresztą chyba wszyscy goście byli z maluchami).

Gdyńskie eksperymenty

O wizycie w Centrum Nauki Experyment w Gdyni myślałam już w zeszłym roku, ale wtedy Hania była zdecydowanie za mała. Tym razem się wybraliśmy. Odczucia mamy… mieszane. Z jednej strony, miejsce prezentuje się dość imponująco, jest tam mnóstwo stanowisk i przestrzeni, jest kącik zabaw dla takich brzdąców jak Hubik. Z drugiej – większość zwiedzajacych (my czasem też) nie wie co robić przy niektórych stanowiskach, a pracownicy nie pałają chęcią pomocy (i to różni Experyment np. od Centrum Kopernik, o którym tez już pisałam – klik). Jak zawsze w takim przypadku ostateczną ocenę pozostawiam wam, sama zazwyczaj piszę głównie o superlatywach 😉 My, pomimo niektórych uwag, spędziliśmy tam kilka godzin 😉 A i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego.

Ekspozycja w Eksperymencie dzieli się na cztery działy:
– Hydroświat
– Akcja – Człowiek
– Drzewo życia
– Niewidoczne siły.

Zwiedzanie zaczęliśmy od hydroświata. Hania oczywiście wzystkiego musiała dotknąć i spróbować samodzielnie wykonać każde zadanie. Często się udawało 😉

Poszczególne wystawy nie są od siebie oddzielone, większość stanowisk znajduje się w jednej dużej hali. Jest przestrzeń, ale też niesie się hałas. Na szczęście my nie mieliśmy wielu współziedzających 😉

W kolejnej części wystawy – dotyczącej człowieka – Hanka szalała. Część stanowisk już mogła znać, były i w warszawskim Koperniku, i (choć starsze wersje) we wrocławskim Humanitarium (klik). Rozpoznawała zapachy (a raczej próbowała, podobnie jak mnie słabo jej to szło).

Pomagała nadziać mamę na gwoździe (nie udało się ;p).

Kamil przekonał się jak to jest być na wózku w miejskiej dżungli (oj niełatwo, niełatwo).

Hubi przeprowadził swoją pierwszą operację 😉 Gdyby nie to, że spadło nam jedno płuco, pacjent by przeżył 😉

Hani, jako zdecydowanie bardziej zaawansowanemu medykowi, poszło lepiej. Ludzkie ciało zainteresowało ją na dłużej, szczególnie, że dotyczących go stanowisk było kilka (no i Hania bardzo lubi puzzle ;p).

Najwięcej czasu zajęło nam jednak „przejście” drzewa życia (pomimo tego, że kilka stanowisk było zepsutych).

Taką piaskownicę Hania doskonale znała (bardzo teraz są modne, nieprawdaż?), pomimo tego się skusiła na kolejne w swoim życiu wykopaliska 😉

Takie coś mnie kojarzy się z Farmą Iluzji – byliście tam? (my nie, ale może kiedyś? 😉 ).

Na pewien czas a) Hania urosła, b) ja zmalałam. Którą opcję wolicie?

Wracając do „Drzewa życia”, w jego okolicach Hania zbierała tropy zwierząt, rozciągała wielką pajęczynę, spradzała jak wzrok zwierząt różni się od ludzkiego (niestety tu trzeba było używać mamy jako drabinki, stanowiska były za wysokie).

Fajne były puzzle z kory (sama się też czegoś dowiedziałam).

A najprzyjemniejszym miejscem całego Experymentarium był… plaster miodu. Tam można było zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie i od razu wysłać do siebie mailem (było jeszcze kilka takich okazji – m. in. w budce, w której można było zobaczyć jak się będzie wyglądało za „x” lat. Tego zdjęcia jednak wam nie pokażę. o nie 😉 ).

Tuż obok Miodolandii jest 10-metrowe drzewo. Można na nie wejść, poobserwować i posłuchać ptaków. No i zobaczyć experymentową halę w całej okazałości 😉

O ostatniej wystawie, czyli „niewidocznych siłach” (w sali obok) nic nie napiszę, bo już tam nie dotarliśmy. Hubi już marudził, poza tym… byliśmy głodni. Minusem gdyńskiego Experymentarium jest brak punktu gastronomicznego (są tylko automaty z kawą, napojami i batonikami). Wielkim plusem jest natomiast kącik (prawdziwy kąt!) dla najmłodszych (przepraszam, ża Hubi nadgryzł kilka klocków…). Fajne są też zjeżdżalnie „wkomponowane” w stanowiska – zjechać można było m. in. z drzewa 😉

* * *
Informacje praktyczne:
Centrum Nauki Experyment, Pomorski Park Naukowo-Technologiczny, Al. Zwycięstwa 96/98, Gdynia, www.experyment.gdynia.pl

Godziny otwarcia:
– wtorek-piątek: 9.00-18.00
– sobota-niedziela: 10.00-19.00
– poniedziałek – nieczynne.

Bilety: 12/20 zł, bilety rodzinne wychodzą taniej. Bilety ulgowe tylko dla dzieci do 2 lat. Bilety można kupić też on line.

Uwaga! Jak możecie to nie jeździe tam samochodem – przy instytucji, do której codziennie przychodzą tłumy jest miniaturowy parking… Niby piszą o tym na stronie internetowej, mimo wszystko i tak nie spodziewaliśmy się tego, co zastaliśmy 😉