Krasiczyn – perła Podkarpacia

Krasiczyn to dla mnie jeden z najpiękniejszych polskich zamków. Prawdziwa perełka Podkarpacia i strasznie mi żal, że mamy do niego tak daleko. Pomimo tego rodzinnie zawitaliśmy tam już drugi raz. I było jeszcze lepiej niż te kilka lat temu, pogoda idealna, a i sam zamek wypiękniał. Pojawił się też plac zabaw dla dzieci, zadowoleni byli więc naprawdę wszyscy.

Kolejna kolejka Hani

Jutro wybieramy się do Katowic i Hania jest oburzona, że nie jedziemy pociągiem! Fakt, jest to środek transportu, który niezwykle ją interesuje 😉 Kilka razy już pociągiem jechała, zaliczyła nawet nocną podróż przez całą Polskę! Ale pociągiem można jeździć również bez konkretnego celu – w całym kraju do wyboru mamy kilka (albo kilkanaście?) wąskotorówek. My odwiedziliśmy dwie z nich – chyba najsłynniejszą kolejkę  bieszczadzką oraz tą, które wkrótce (mam nadzieję ;)) dorówna jej sławą – kolej w Rudach koło Rybnika.

W Bieszczadach Hania była w samym szczycie sezonu letniego – w sierpniu 2011 r. Z Cisnej, w której mieszkaliśmy, wybraliśmy się do Majdana pieszo… Tambylcy powiedzieli, że to nie jest daleko – kłamali! 😉 Szliśmy chyba z godzinę, prawie cały czas poboczem (Hanka w nosidle). Wyprawa była trochę mało przemyślana i dlatego przyszliśmy na miejsce w naprawdę ostatnim momencie – okazało się, że na najbliższy wyjazd kolejki nie ma już biletów, a następna dopiero za 2 czy 3 godziny. Ponieważ na miejscu infrastruktury dla turystów w zasadzie brak (jest tylko „polowa” knajpka i kilka sklepików, takich raczej odpustowych), przeprowadziliśmy skomplikowaną operację – mama z Hanią oglądała kolejkę, zjadła obiad a tata… pobiegł po auto;p

Wróciliśmy do naszej kwatery głównej, Hanka wykąpała się w swoim zakupionym specjalnie na ten wyjazd basenie i… zrobiliśmy drugie podejście do kolejki ;). Tym razem udane.

Ogólnie podróż była dość długa i chwilami naprawdę monotonna – szczerze mówiąc spodziewałam się, że wszystko to będzie wyglądało trochę inaczej… Kolejka jest naprawdę popularną atrakcją – jej kilkanaście wagoników było wypełnionych po brzegi. Zdecydowaną większość turystów stanowiły rodziny z dziećmi. Z tego co pamiętam jechaliśmy ponad godzinę. Szkoda, że część trasy przebiegała dość nieciekawą widokowo trasą – w moim wyobrażeniu ta trasa wyglądała zupełnie inaczej.

Druga kolejka – w Rudach koło Rybnika, jest na pewno mniej spektakularna, ale… ma potencjał 😉 Jest to obiekt Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego, nie byłabym więc sobą, gdyby moje dziecko tej atrakcji nie odwiedziło. Szczególnie, że z domu mamy do niej jakieś 25 km. Na miejscu do zobaczenia jest budynek stacji, kilka niestety (jeszcze) niechodzących lokomotyw. Fajną atrakcją jest też drezyna ;). Trasa kolejki jest dość krótka, ale przynajmniej najmłodsi się nie zdążą znudzić – trasę Rudy-Paproć-Rudy pokonuje się w niecałą godzinę.

Kolejka położona jest w okolicy, w której spokojnie i ciekawie można spędzić cały weekend. W samych Rudach oprócz wąskotorówki turyści mogą zwiedzić Cysterskie Kompozycje Krajobrazowe Rud Wielkich, a tam klasztor i ogromny park, który jest idealnym miejscem dla spacerowiczów. Miejscowość leży na Szlaku Cysterskim i od kilku lat zaczyna inwestować w infrastrukturę (z pomocą unijnych środków oczywiście;p). Ostatnio przy klasztorze i wejściu do parku otworzono tam mały (ale fajny;p) plac zabaw i bazę odpoczynkową dla rowerzystów (w Rudach krzyżuje się kilka ścieżek rowerowych, którymi można dotrzeć np. nad rybnicki zalew i – choć tego nie jestem w 100% pewna – do Czech).

Nie wiem jak to możliwe, ale w moich podręcznych zbiorach zdjęciowych brakuje zdjęć z Rud! Muszę przejrzeć płyty ze zdjęciami i uzupełnię wpis. Tymczasem zdjęcia z rudzkiej wąskotorówki można zobaczyć na oficjalnej stronie atracji za Facebook’u – zapraszam!

Informacje praktyczne:
Bieszczadzka Kolejka Leśna, Cisna, Majdan 17, www.kolejkabieszczady.pl
Teraz doczytałam, że bilety można kupić już wcześniej (ale ułatwiłoby nam to wycieczkę!) – dystrybuowane są w kilku miejscach w Bieszczadach (przede wszystkim w informacjach turystycznych), w dniu odjazdu bilety można dostać tylko na stacji kolejki.

Stacja Kolejki Wąskotorowej w Rudach – obiekt należy do Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego (www.zabytkitechniki.pl), Rudy, ul. Szkolna 1, www.kolejkarudy.pl
UWAGA! na stronie internetowej jest rozkład jazdy, który obowiązuje w wakacje, poza sezonem najlepiej zadzwonić lub… przyjechać grupą 😉 (kolejka jedzie jeśli jest co najmniej 10 osób dorosłych).

Bieszczadzkie wędrówki 10-miesięczniaka

A właściwie prawie 10-miesięczniaka :) Bieszczady to chyba nasze ulubione góry, szkoda, że są tak daleko od Rybnika;p Góry nie są aż tak wysokie, dzięki czemu nawet ludzie bez kondycji na nie wejdą (a nawet – jak się okazało – wniosą swą latorośl;p). Widoki są przepiękne. Zawsze myślałam również, że jest tam stosunkowo mało turystów (porównując z najbliższymi nam terytorialnie Beskidami) – to niestety jest już przeszłością. W ogóle jadąc na wschód Polski pierwszy raz od kilku lat (i pierwszy raz samochodem, wcześniej zawsze nocny pociąg relacji Katowice-Zagórze) byłam w szoku – jak wiele tam się zmieniło!

Niestety byliśmy w Bieszczadach w samym szczycie sezonu (Kamil tylko w tym terminie miał urlop) – przyjechaliśmy 15 sierpnia. Oprócz nas były więc również tłumy innych turystów. Jak przystało na rodzinę wariatów, do Cisnej, w której mieliśmy wynajętą agroturystykę, jechaliśmy… 3 dni :)
Trasa była następująca:
– wyjazd z Rybnika do Rzeszowa – tam nocleg i zwiedzanie miasta (Muzeum Bajek) i okolicy (Łańcut i Krasiczyn), po drodze jeszcze zobaczyliśmy skansen – mini wieś (przy trasie na Rzeszów, obok ekspozycji restauracja z kilkunastoma rodzajami pysznych pierogów :)).

– dojazd do Sanoka i kolejny nocleg – zwiedzanie skansenu.
Polowe warunki w schronisku PTTK – zawsze się w takich „dziwnych” miejscach zatrzymujemy;p

–  dojazd do Cisnej :)

Po ciut dłuższej niż myśleliśmy podróży trzeba było trochę odpocząć. Ale już następnego dnia wyruszyliśmy w góry. W kilka godzin później Połonina Wetlińska była zdobyta! Niestety nie poszliśmy już na Caryńską, tylko zeszliśmy na parking. Na całej trasie najmłodsza turystka wzbudzała spore zainteresowanie innych piechurów. Faktycznie, ludzi z dziećmi było sporo, takich w nosidłach też, ale innego takiego malucha nie spotkaliśmy;p

 Kto by przypuszczał, że mama sama wtacha na sam szczyt takiego 10-kilowca;p

W chyba najsłynniejszym bieszczadzkim schronisku – Chatce Puchatka Hanka dostała zasłużonego cycka (jeszcze karmiłam) i można było iść podziwiać widoki. A było naprawdę pięknie, jak to w Bieszczadach :)

Musimy tam wrócić jesienią, do tej pory zawsze odwiedzaliśmy te okolice latem. O innych miejscach, które warto odwiedzić w Bieszczadach na pewno jeszcze napiszę :)