Moszna – zdjęcie przy zamku to za mało!

Moszna to wieś położona między Krapkowicami a Prudnikiem, w województwie opolskim. Znana jest przede wszystkim z bajecznego zamku (choć to tak naprawdę pałac). I my ją z tą atrakcją utożsamialiśmy. Odwiedzenie Mosznej było jednoznaczne ze spacerem po przepięknym parku przy tej charakterystycznej budowli. Tak było do zeszłego tygodnia. Teraz Moszna nie jest już przystankiem w podróży. To cel na świetną, pełną atrakcji jednodniową wycieczkę. A jeśli macie daleko, można pokusić się nawet o nocleg na zamku!

Opole – 7 powodów, dla których warto zabrać tam dzieci

Opole – nasz pierwszy wakacyjny wycieczkowy cel. Dlaczego? Bo blisko, ledwie 1,5 godziny pociągiem od Rybnika. Bo wygodnie, wszystkie atrakcje położone są bardzo blisko siebie, w zasięgu spaceru. Bo znam to miasto, spędziłam w nim kilka świetnych lat, a wiadomo, że do miejsc, z których mamy dobre wspomnienia lubimy wracać. Czy Opole ma atrakcje dla dzieci? Czy jest tam co robić przez dwa dni? 

Śląskie szopki bożonarodzeniowe – które warto zobaczyć?

Co roku w okresie świątecznym przemierzamy setki (no może jednak dziesiątki) kilometrów w poszukiwaniu najładniejszych, najciekawszych stajenek. Stajenek, historia których towarzyszy obchodom świąt Bożego Narodzenia od średniowiecza. Początkowo jasełka (staropolskie „jasło” oznacza żłób) organizowano jedynie u franciszkanów (to św. Franciszek, założyciel zakonu “wymyślił” szopki), ale stopniowo pojawiały się one i w innych kościołach. Pod koniec XIII w. zakon ten, a z nim i „betlyjki” pojawiły się również u nas. Jest ich sporo, buduje się je przecież w każdym kościele. Większość jest taka sama, są też jednak perełki. I właśnie te śląskie szopki bożonarodzeniowe są obowiązkowym punktem naszych mikrowypraw. A że czasu jest niewiele, okres świąteczno-noworoczny jest dość aktywny, ile przecież można siedzieć przy suto zastawionym stole? Do których szopek wracamy? Które odwiedzamy co roku? O kilku już kiedyś pisałam, ale czas na jakieś zestawienie. Łatwiej będzie dodawać kolejne znalezione „perełki”.

Deszczowa św. Anna

Miało być o wczorajszym upalno-burzowym dniu, ale przypomniało mi się, że mieliśmy mała wycieczkę w deszczowy dzień. Na szczęście nie padało aż tak mocno jak dziś, ale jednak 😉 Wracając z ostatniego weekendu na Opolszczyźnie „zahaczyliśmy” o Górę św. Anny. Zawsze widać ją z autostrady i zawsze sobie obiecywaliśmy, że wstąpimy (nie ma zjazdu, więc trzeba o tym pomyśleć trochę wcześniej). Tym razem pamiętaliśmy – przyjechaliśmy, przeszliśmy kawałek i zaczęło padać 😉 Dobrze, że nasz krótki spacer był tylko przy okazji powrotu do domu 😉

Droga na św. Annę jest cała w wiśniach (czy czereśniach? nigdy nie wiem 😉 ).

My byliśmy jak zwykle samochodem, ale słynna Anaberg jest rejem dla rowerzystów. Kiedy w końcu dorobimy się a) rowerów, b) odpowiedniej kondycji, c) wszystkich dzieci w wieku odpowiednim do jeżdżenia to te kilkadziesiąt km z Rybnika pokonamy i na rowerach 😉

Góra św. Anny znana jest z dwóch rzeczy – sanktuarium, którego historia sięga XV w. i amfiteatru.  

W otaczającym klasztor parku można pospacerować, choć niestety nie wszędzie dojedzie się wózkiem.

W parku rozmieszczone są stacje drogi krzyżowej – jest to częste miejsce pielgrzymek mieszkańców Śląska.

Kilkaset metrów dalej znajduje się kamienny amfiteatr wzniesiony w latach 30. XX w. Kiedyś wznosił się przy nim pomnik poświęcony niemieckim ofiarom III Powstania Śląskiego, dziś jest tam tablica upamiętniająca czyn powstańczy.

Do amfiteatru prowadzą schody, więc poszłyśmy z Hanią same (tata z Hubciem pojechali po samochód, bo już zaczynało padać). Gdyby pogoda pozwoliła pochodziłybyśmy jeszcze po lesie w poszukiwaniu przygód. Tym razem musiała wystarczyć szybka przebieżka po kamiennej budowli.

Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilka godzin wcześniej było może i chłodno, ale słonecznie 😉

Jeśli ktoś z was chciałaby w okolicach Grodkowa wybrać się na maki to mam złą wiadomość – Hania wszystko wyzbierała 😉

Były dla taty 😉

Krasiejów czyli w opolskiej krainie dinozuarów

Krasiejów to olbrzymi park dinozaurów. Przyznaję, że z zasady nie lubię takich miejsc. Uważam, że są strasznie komercyjne, co potwierdza też to, że ostatnimi laty powstało ich pełno. Tak, park dinozaurów odwiedzimy będąc i w górach, i nad morzem, i pod Warszawą, są wszędzie. W Krasiejowie był przynajmniej powód, by powstał – w końcu tam archeolodzy co nieco wykopali… Wykopaliska trwają tam od lat 80. XX wieku, a wśród znalezisk jest m. in. wcześniej nieznany pradinozaur, dziś zwany Silesaurus opolensis. Tak więc pojechaliśmy, by sprawić dzieciom frajdę. I wiecie co? Było świetnie! Naprawdę byłam pozytywnie zaskoczona i już wiem, że wrócimy tam latem, gdy Jura Park będzie już działał pełną parą (teraz nie działały wszystkie atrakcje).