Dolina Kościeliska, czyli… historia ucieczki przed burzą ;)

Dolina Kościeliska była naszą pierwszą (i jak się potem okazało też ostatnią) pieszą wyprawą tegorocznych wakacji. Początkowo trasa nie zachęcała urokliwymi widokami (wszędzie wycinka drzew), ale im dalej tym było lepiej. Niestety nie doszliśmy do schroniska – rozpadało się na całego. Niemniej kilka godzin w plenerze zaliczyliśmy.

Po kilkunastu minutach, może pół godzinie spaceru jest pierwsza okazja do przystanku – Bacówka, jedna z kilku w okolicy „placówek” Szlaku Oscypkowego. Szlak składa się z 31 bacówek rozsianych po całej Małopolsce. Powstały po to, by każdy mieszczuch zobaczył jak się robi oscypek, bundz, czy redykołki.  

Niestety „nasz” baca nie był skory do rozmowy i Hania zbyt wielu rzeczy o wyrobie oscypków się nie dowiedziała. Nie można też było robić zdjęć. Za to można było kupić oscypki. No to sobie po jednym kupiliśmy 😉

Tak posileni szliśmy dalej. Mijaliśmy strumyki, kilka skałek, a Hania wciąż pytała gdzie są te góry. Faktycznie, trasa była bardziej spacerowa niż górska (niestety ze względu na Hubowy wózek na inną nie mogliśmy sobie pozwolić, odbijemy sobie za rok ;p).

Spacer był spokojny, Hania zaliczyła jednak też część ekstremalną. Razem z tatą zeszła do Jaskini Mroźnej. Niestety jaskinia do ciekawych nie należy (bardzo mało nacieków), w zasadzie atrakcją jest samo zejście, przejście ok. 500 m i… wyjście (ładny widok jest wtedy). Ale dla dziecka sam fakt zejścia pod ziemię był bardzo ekscytujący. Chwilami było też strasznie (wąsko, no i mokro), ale młoda zaprawiła się w bojach i potem bez mrugnięcia okiem zjechała do kopalni (kiedyś wam o tym napiszę). Przejście trwało jakieś pół godziny, prawie tyle samo stało się w kolejce do wejścia 😉

Kiedy Hania z tatą poszli w stronę jaskini, ja z Hubim zrobiliśmy sobie mały piknik. Niestety nie trwał on długo. Kiedy oni byli już pod ziemią, my uciekaliśmy przed deszczem… Lało z dwie godziny 😉

* * *
Wstęp do Tatrzańskiego Parku Narodowego jest płatny przez cały rok. Bilet normalny – 5 zł, ulgowy 2,5 zł, normalny 7-dniowy 25 zł, ulowy 7-dniowy 12,5 zł. Dzieci do lat 7 wstęp wolny.

Jaskinia Mroźna, zwiedzanie możliwe od maja do października, bilet kosztuje 4 zł (Hania weszła za darmo).

W krainie LEGO

Dziś druga część atrakcji Zakopanego (pierwsza była tu). Wystawa klocków LEGO krąży po Polsce już od jakiegoś czasu. Całe wakacje jest m. in. w Zakopanem – sukces frekwencyjny ma więc zapewniony 😉

Szczerze mówiąc myślałam, że wystawa będzie większa. W końcu na stronie organizatorów jest napisane, że budowle są zrobione z kilku MILIONÓW klocków. Pomimo mojego początkowego zniechęcenie spędziliśmy tam sporo czasu. Dzieciom się podobało.

Nie jestem fanką klocków i nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jest ich aż tak wiele rodzajów. Na wystawie były klockowe budowle, wierne kopie najsłynniejszych budynków świata. Były klockowe potwory, odtworzone sceny z filmów, historii, czy (największa gablota) wielka bitwa. Szczególnie ta ostatnia robiła naprawdę duże wrażenie.

Najwięcej czasu spędziliśmy przy gablocie z pociągami. Po pierwsze dlatego, że Tymon – najlepszy kolega Hani – je uwielbia. Po drugie – pociągi jeździły! Wystarczyło nacisnąć przycisk. No i tak naciskali, naciskali i nie dopuszczali innych dzieciaków 😉

  
* * *
Informacje praktyczne:
Wystawa klocków LEGO, Dolna Rówień Krupowa (tuż przy Krukówkach), Zakopane, www.wystawaklockow.pl
Wystawę można oglądać do końca wakacji. Godziny otwarcia: pn-pt: 10.00-20.00, sb-ndz: 10.00-21.00. Bilety od 8 do 12 zł w zależności od dnia i godziny. Dzieci do 95 cm wzrostu wchodzą za darmo (nie wiem jakim cudem, ale Hania się załapała ;p).

Zakopane dla dzieci

Jak już niektórzy z was wiedzą, pogoda w Zakopanem nas nie rozpieszczała. Poranki były super, ale ok. 13-14 zaczynało padać. Wieczory znowu były znośne, ale wszędzie było mokro, więc pozostawały spacery. Szczerze mówiąc, myślałam, że atrakcji na taką (nie)pogodę będzie w stolicy Tatr nieco więcej.

Pierwszy dzień poświęciliśmy na długi spacer – chyba ponad 3 godziny (dlatego jego koniec był pełen spazmów zmęczonych dzieci, w efekcie Hubi w chuście, Hania… w wózku, Tymon na rękach). Ruszyliśmy – a jakże – w stronę Krupówek i skoczni.

O Krupówkach najlepszego zdania nie miałam (nigdy tam nie byłam ;p) i przyznaję, że miałam rację 😉 Jestem nimi podwójnie zawiedziona, bo wydawało mi się, że będzie tam przynajmniej tak jakoś „góralsko”, a tu nic. Wiem, że byliśmy tam w tygodniu (z drugiej strony – w środku lipca, więc sezon jak nic). Na ulicy nie słyszałam góralskiej muzyki (byli za to jacyś grajkowie latino). Wydawało mi się, że Krupówki będą mi przypominały Monciak (za którym też nie przepadam, ale przynajmniej czuję tam jakiś klimat, nie mój, ale jednak…). Trochę się zawiodłam.

Potem poszliśmy zobaczyć skocznię 😉 Oczywiście jak to my pomyliliśmy drogę i skończyliśmy w lesie… Po krótkim odpoczynku dotarliśmy. Skocznia wrażenie zrobiła. Ale sił na wjechanie/wejscie na szczyt już nie mieliśmy 😉

Kolejnego dnia popołudniu padało tak, że nigdzie nie poszliśmy. Na szczęście dzieciaki zawsze świetnie się bawią 🙂

Kolejnego „podeszczowego” popołudnia wybraliśmy się do Muzeum Misiów (jedynej – oprócz placu zabaw i wystawy LEGO (o niej wkrótce będzie osobny post) – atrakcji dla dzieci poleconej nam w informacji turystycznej). No cóż, żeby nie było, że cały czas narzekam… były to dwa połączone ze sobą pomieszczenia. Był misiowy domek, książeczki, misiowe talerze (fajne), kilka gadżetów. Do tego misie – chyba dość przypadkowe. Hani półka z pluszakami z powodzeniem mogłaby służyć za podstawę muzeum. Dzieciom się podobało, a mężowie mieli powód do wieczornego podśmiewania się ze swoich żon 😉

Ostatnią poleconą nam atrakcją był plac zabaw (z serii modnych teraz drewnianych, czy wy też macie wrażenie, że one są wszędzie?). Duży, ogrodzony, pilnowany przez ochroniarza, bezpłatny. Niestety, nasze dzieci z niego nie skorzystały, bo padało. A jak nie padało to… było mokro po deszczu. Taki pechowy wyjazd był 😉

PS. Przy Krupówkach jest też domek do góry nogami, ale stwierdziliśmy, że jednak tam nie pójdziemy (zresztą tych domków jest teraz coraz więcej, będzie więc na pewno inna okazja ;P). No i sale zabaw sobie też odpuściliśmy i… pojechaliśmy na basen (klik) 😉

* * *
Informacje praktyczne:
Muzeum Misiów, ul. Kościuszki 8, Zakopane, www.muzeummisiow.pl
Czynne codziennie od 10.00 do 19.00, Bilety: 10 i 8 zł (płaci się za nawet najmłodsze dzieci), gdy wchodzą 4 i więcej osób – 8 zł.

Dinolandia w mieście zabawy

Inwałd – kojarzy się wam? Na pewno! To miejscowość, w której jeden park rozrywki leży obok drugiego 😉 Jeden jest ogromny i już bardzo znany, drugi nowy i zdecydowanie mniejszy. Już wiecie, który wybraliśmy? Oczywiście ten bardziej kameralny (choć w piątek, kiedy tam byliśmy pustki były i u jego „większego brata” ;p).

Dinolandia, bo o niej mowa, to park dinozaurów i rozrywki. Najpierw zobaczyliśmy dinozaury, potem spędziliśmy sporo czasu oddając się rozrywce 😉

Dzieciaki świetnie bawiły się na „plaży”. W piachu ukryty był – a jakże – szkielet dinozaura. Kiedy go odkopywały, dorośli mogli w cieniu odpocząć na leżakach (przydało się nam po dość intensywnym dniu).

Atrakcją, której nie spotkaliśmy w innych tego typu miejscach była jaskinia. Naprawdę fajna, choć Hania miała w niej jeszcze większe niż zwykle oczy 😉 Dorosłych też zaciekawiła. Przeszliśmy się ciemnymi tunelami i szukaliśmy śladów dinozaurów i skamielin. Trochę tego tam było 😉

W Dinolandii w cenie biletu jest wiele atrakcji dodatkowych – ścianka, trampolina (taka dla dorosłych też), żyroskop, minigolf, park linowy (dla większych dzieci), bule, dmuchane zjeżdżalnie, kulki, łódki itp. Jest w czym wybierać 😉 My skorzystaliśmy prawie z wszystkiego, bo… w zasadzie byliśmy w parku sami! W weekendy tak dobrze już może nie być (atrakcji jest dużo, ale na raz może z nich korzystać niewiele osób). Dlatego jeśli znowu wybierzemy się do parku, na pewno również będzie to jakiś dzień w tygodniu.

Dorośli bawili się tak samo dobrze (a może nawet lepiej?) niż dzieci 😉

Dla mnie największą atrakcją był żyroskop 😉

Po tych wszystkich atrakcjach plac zabaw na długo dzieciaków nie zainteresował. W sumie po chyba 3 godzinach i tak nie mieli zbyt wiele sił 😉

Wychodząc rzuciliśmy jeszcze okiem na prehistoryczną galerię, w której porównane były m. in. zęby dinozaurów. Dla starszych dzieci było tam dużo ciekawostek.


* * *
Informacje praktyczne:
Park Dinozaurów i Rozrywki Dinolandia, ul. Wadowicka 167, Inwałd, www.dinolandia.pl
Bilety: 18 i 24 zł, dzieci do 3 lat wstęp wolny.

Basenowy zawrót głowy

W taki upał (dlaczego nam w Zakopanem padało???) nic tylko siedzieć w wodzie. My też udaliśmy się na basen 😉 Dzieciaki zachwycone! I Hania, i Hubert – rosną nam wspaniali pływacy 😉

W sumie Termy Szaflary wybraliśmy patrząc przez pryzmat finansów. Tam dzieciaki nadal wchodziły za darmo (do 120 cm wzrostu, inne baseny wprowadziły płatność od 3 roku życia). No i chcieliśmy być tam tylko (a może aż) 2,5 godziny. Wydaje mi się, że na tych większych basenach (Białka czy Bukowina) żeby zaliczyć wszystkie atrakcje trzeba jednak być dłużej.

Termy nie są bardzo duże. To kilka basenów pod dachem i na powietrzu (tam też brodzik dla dzieci). W jednym basenie są bicze wodne, w drugim (na powietrzu) malutka część z falą. Dla dzieci (na dworze) mała zjeżdżalnia, siatka do wspinania się nad wodą, kilka stateczków i… kule wodne (dla mnie te zabawki zdecydowanie zbędne, szczególnie, że baseny ogromne nie są). W środku są większe zjeżdżalnie (ale nie żadne znane z aquaparków „rury”). Hania najpierw była nimi przerażona. W sumie na pierwszy zjazd zaciągnęłam ją siłą… Ryczała wniebogłosy. Potem też był ryk – musieliśmy siłą ją ze zjeżdżalni ściągać 😉

Woda w basenach na dworze miała jakieś 30 stopni, temperatura powietrza – 19… No nie wychodziliśmy z wody 😉 Hania wspinała się po pajęczynie i z zazdrością patrzyła na dzieciaki pływające w małych stateczkach (bała się do nich wejść). Na dworze jest też malutki basenik (wydzielony z tego dużego) z falą, fontanna i grzybek.

Baseny pod dachem są z cieplejszą wodą, więcej czasu spędziliśmy właśnie tam 😉 Zdjęć nie mamy, bo wszystko parowało. Poza tym nie było na nie czasu, trzeba było łapać zjeżdżające dzieci 😉

Mnie się podobało inhalatarium – pooddychałyśmy sobie trochę z Hanią 😉

Basen Hani bardzo się podobał. Byliśmy rano i to było najlepsze posunięcie – pod koniec naszej zabawy było już zdecydowanie więcej ludzi niż na początku. A przy wyjściu okazało się, że kolejni chętni już czekają w sporych kolejkach. Tak więc na baseny tylko rano!

* * *
Informacje praktyczne:
Termy Szaflary,Osiedle Nowe 20, Szaflary, ok. 17 km od Zakopanego, www.termyszaflary.com
Godziny otwarcia: codziennie od 8.00 do 22.00. Cennik znajdziecie tutaj. Dzieci do 120 cm wzrostu wchodzą za darmo.