9 polskich miast idealnych na weekend z dziećmi, na majówkę też. Plus zagraniczny bonus ;)

Majówka w mieście? Kto to widział? Choć tegoroczna może do najdłuższych nie należy, i tak można (i warto) ją dobrze wykorzystać. Wiadomo, w pierwszych dniach maja WSZYSCY się gdzieś wybierają. Przecież trzeba, to taki nieoficjalny początek wakacyjnych wyjazdów. W zdecydowanej większości popularnych miejsc od dawna nie ma już wolnych miejsc noclegowych (w normalnych cenach oczywiście). Co więc począć? My zawsze idziemy trochę pod prąd, bo na majówki najczęściej wybieramy miasta. Tak, miasta. Dlaczego? Bo jest w nich wtedy pusto. Przecież wszyscy są na majówce…

Edynburg – TOP 10 atrakcji dla dzieci

Przyznaję się! Jestem maniaczką zwiedzania. W trakcie mojego idealnego urlopu mało jest czasu na nicnierobienie – trzeba zwiedzać (lub chodzić po górach). Ale od kiedy mamy dzieci, trzeba było trochę przystopować. W wakacyjnych planach pojawiły się woda (jakoś przed dzieciakami nad morze mnie nie ciągnęło), place zabaw i trochę słodkiego nicnierobienia. I też jest fajnie! Myślę (wiem), że dzieciom Edynburg bardzo się podobał. A co najbardziej? Kolejność przypadkowa, bo każdego dnia Hanka ma inne typy.

Londyn z drugiej strony, czyli uciekamy z turystycznego centrum

Pierwszą część naszego wyczekanego urlopu spędziliśmy w Londynie (DuoLook, jeszcze raz dziękujemy za gościnę). Powrotne bilety lotnicze wyszły nas drożej niż planowaliśmy  (tak to jest jak człowiek za długo czeka z ich kupnem), dlatego plan był prosty – Londyn zwiedzamy za free. W stolicy Wielkiej Brytanii akurat darmowym atrakcji (i to wcale nie byle jakich) nie brakuje (o tych dla dzieci pisałam już tutaj o pozostałych pisać nie będę, bo i tak je znacie). Problemem nie było więc znalezienie czegoś ciekawego. Problemy zaczęły się, gdy trzeba było wybrać, gdzie idziemy najpierw. Piknik w parku? Jeśli tak, to w którym (mała podpowiedź)?  Muzeum? Nauki, Historii Naturalnej, Dzieciństwa? A może galeria…. No i przecież mimo wszystko (Kamil był w Londynie pierwszy raz, ja wcześniej byłam tylko raz, na chwilkę) trzeba przespacerować się wzdłuż Tamizy. Bardzo szybko okazało się, że 3,5 dnia, które tam spędziliśmy to wcale nie za długo. Szczególnie, jeśli ma się szczęście do przewodników! Turystyczne centrum zobaczyliśmy (poprawniej będzie napisać, rzuciliśmy na nie okiem) sami. Z Jarkiem i Alicją pojechaliśmy gdzieś, gdzie turystów było jak na lekarstwo. To lubimy! Jak więc wyglądał nasz nieturystyczny dzień na londyńskich przedmieściach (w sumie nie aż takich, bo dojechaliśmy ledwie do 4 strefy metra).

Jego Wysokość Edynburg, czyli miasto z góry

A nawet kilku! Jedną z zalet Edynburga jest naprawdę nieziemskie położenie. Miasto i okolicę można oglądać z wielu naprawdę oszałamiających miejsc widokowych. My „zaliczyliśmy” ich kilka. Były te naturalne – z okalających miasto wzgórz, czy szczytu wygasłego wulkanu, na którym stoi zamek. Były też te wzniesione przez człowieka – taras widokowy w Muzeum Szkockim czy diabelski młyn, postawiony tuż przy słynnej wieży sir Waltera Scotta. Ponieważ ten ostatni stoi kilkanaście (no, może kilkadziesiąt) metrów od wieży, wejście na monument sobie odpuściłam. I bardzo żałuję! Tak to jest, gdy człowiek chce zrobić przyjemność dzieciom i się z nimi kolejką przejechać. Nie mam fajnych zdjęć, bo po pierwsze pogoda nie była najlepsza (to był pierwszy dzień pobytu, gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że następne 10 dni będzie piękna pogoda to bym go wyśmiała), a po drugie – musiałam trzymać Huberta, który chciał wyskoczyć z nosidła. Nic, wejdę następnym razem.

Mila, najsłynniejsza szkocka ulica

Będąc w Edynburgu trzeba przejść się słynną Królewską Milą (Royal Mile),  czyli drogą wiodącą od Pałacu Królewskiego (Hollyrood Palace) i nowego szkockiego parlamentu aż do zamku. Jeśli chce się zobaczyć podstawowe atrakcje miasta nie ma wyjścia. Ich zdecydowana większość jest właśnie tam. Pomimo sporej dawki komercji  trakt zachował swój szkocki klimat, na pewno daleko mu do naszych Krupówek czy znienawidzonego przeze mnie Monciaka. My w okolicach Mili byliśmy kilkukrotnie, ale całą za jednym zamachem przeszliśmy raz (wystarczy). Nasza trasa wiodła od pałacu do zamku. Wg mnie tak jest ciekawiej.

Co najbardziej zaskoczyło nas w Londynie? Parki!

To że Londyn parkami stoi wiedziałam. Ale nie spodziewałam się, że zrobią na nas aż takie wrażenie. W zasadzie cały nasz pobyt moglibyśmy w nich przesiedzieć – piknikować, karmić wiewiórki (choć podobno się nie powinno) i kaczki, oglądać rośliny, biegać za psami, bawić się na placach zabaw. W sumie w parkach spędziliśmy dwa z niecałych 4 dni, które spędziliśmy w stolicy Wielkiej Brytanii.

Urlop okiem faceta – Londyn i Edynburg

Słyszeliście o Wyspach Bergamutach? Tam podobno jest kot w butach. Podobno… Tego nie sprawdziłem. Sprawdziłem za to jak jest na innych wyspach (Brytyjskich). I co najciekawsze, nie z perspektywy Polaka jadącego w poszukiwaniu pracy, ale polskiego taty­ podróżnika. Takiego, który w towarzystwie dwójki rozkrzyczanych i ciekawych wszystkiego (czasem aż za bardzo) dzieciaków, i żony, która jak zwykle ma perfekcyjnie przygotowany, napięty plan wyprawy oraz z mnóstwem tobołków na plecach jedzie w poszukiwaniu przygód z zamiarem potwierdzenia lub obalenia mitów, które powstały w jego głowie wskutek opowieści rodaków na temat Wielkiej Brytanii. Czyż to nie zapowiada się intrygująco? Co sprawdzałem?