Hania w… Oborze. W Raciborzu

Tak, tak, mamy na Śląsku prawdziwą Oborę. W dodatku niezwykłą, bo to… las, a właściwe Arboretum Racibórz. Hania była w nim pierwszy raz, ale na pewno jeszcze tam wróci wiosną, gdy zacznie kwitnąć tamtejszy „magiczny ogród”. Arboretum to miejsce, w którym kolekcjonuje się drzewa i krzewy. Raciborski las zajmuje aż 162 hektary, jest więc gdzie chodzić. Co mnie zdziwiło, można tam naprawdę odpocząć od miejskiego, śląskiego zgiełku – w sobotnie, słoneczne przedpołudnie w zasadzie nikogo tam nie spotkaliśmy. Teren ten nigdy nie był przez człowieka wylesiany, dlatego jest tam naprawdę dużo starych drzew i innych roślin.

No i gdzie te ryby?

No i gdzie są te ryby, maaaaamooooo? – Hanka od początku miała wyznaczony cel swojej podróży do Palmiarni 😉 Już kiedyś tam była i przed wyjazdem oglądała zdjęcia z tamtej wyprawy (tu). Dobrze więc wiedziała, czego może się spodziewać. Palmiarnia Gliwice to miejsce dobrze jej znane. Sama byłam zaskoczona, że chciała mieć zdjęcie ze stojącymi przed palmiarnią lwami…

Zamek Spiski – słowackie ruiny z listy UNESCO

Planując podróże staram się zawsze mieć w „okolicy” jakiś zamek. Nie zdziwicie się więc jeśli napiszę, że wracając z Bieszczad „przypadkiem” przejeżdżaliśmy obok ruin zamku spiskiego (tak, to ten sam powrót do domu, w ramach którego byliśmy w Tatrach). To jedyny tego typu obiekt na Słowacji, zarówno ruiny, jak i leżące u ich podnóża miasteczko w 1993 r. zostało wpisane są na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. No nie mogło nas tam nie być.

Tatrzańska Łomnica, czyli wyżej Hania nie była…

Po tej wycieczce część znajomych uznała, że jesteśmy niepoważni, biorąc dziecko tak wysoko… Zupełnie niepotrzebnie, bo takich dzieci jak ona (10 miesięcy) było tam więcej i ich rodzice byli na takie podróże świetnie przygotowani. Ale zacznijmy od początku. Będąc na wakacjach w Bieszczadach postanowiliśmy, że do Rybnika wrócimy trochę dłuższą, a mimo to szybszą do pokonania drogą – przez Słowację. Po drodze jednak stwierdziliśmy, że może warto jeszcze coś pozwiedzać. No i wracaliśmy… 2 dni. Mijając Poprad (tam można dolecieć z Polski samolotem) stwierdziliśmy, że w Tatrach jednak warto zostać, szczególnie, że po stronie słowackiej nie ma tam takich tłumów jak u nas. Za cel obraliśmy drugi co do wysokości szczyt w Tatrach, czyli Łomnicę (2 634 m n.p.m.). Wyjście na szlaki i kolejkę, z której my skorzystaliśmy znajduje się w miejscowości Wysokie Tatry. Jak się później okazało (wybór tego miejsca oparty był tylko o znaki turystyczne, nie mieliśmy ze sobą nawet mapy…) był to strzał w dziesiątkę! Okolica nastawiona na turystów, pokoi do wynajęcia pod dostatkiem, informacja turystyczna czynna bardzo długo i mająca kompetentnych pracowników, którzy widząc brzdąca w nosidle sami proponują alternatywne wersje zwiedzania. Nie zdziwiło nas więc to, że właśnie tam wydaliśmy nasze ostatnie pieniądze (dosłownie co do grosza).

Które zoo najlepsze?

Zoo jest chyba jednym z miejsc, do którego zabiera się każde dziecko. Sama zazdroszczę mieszkańcom większych miast tego, że mogą sobie wykupić całoroczny bilet do ogrodów zoologicznych. Gdybym mieszkała w Chorzowie czy Katowicach na pewno takowy bym posiadała.

Hania odwiedziła kilka ogrodów zoologicznych, choć nie każdy ze mną i nie każdy świadomie. Kiedyś ze zdjęć się dowie co tam widziała;p Choć w moim numerze jeden – zoo w Pradze – jeszcze nie była, to z pewnością kiedyś i je odwiedzi. Do tej pory Hania była w zoo w Ostrawie (Czechy), Chorzowie (tam była z ciocią i babcią, więc za dużo nie wiem) i Poznaniu. Do tego pierwszego z pewnością nie raz wróci, bo jest naprawdę fajne. I to właśnie o nim więcej napiszę 🙂
Mam to szczęście, że Rybnik, w którym mieszkamy, jest położony o tyle korzystnie, że blisko mam i do Czech, i na Słowację, i do wielu polskich fajnych regionów (dobra, wiem, że morze po drugiej stronie Polski, ale to akurat tak bardzo mi nie przeszkadza, bardziej „górska” jestem). I z tego „czeskiego” kierunku korzystamy chyba najczęściej. Ostrawa w ogóle jest bardzo fajnym miastem, jednym z większych w Czechach, choć wcale tego po niej nie widać. Do zobaczenia jest tam naprawdę dużo (jeden dzień na wszystko nie starczy). Park miniatur (utworzony jeszcze przed tą całą modą na miniatury na każdym kroku, są tam też miniatury przygranicznych budowli, m. in. katowickiej biblioteki czy zamku w Będzinie), starówka, zamek (choć nazwanie tego zamkiem jest wg mnie dużą nadinterpretacją, turystów bym tam nie posłała), była kopalnia (jeszcze nie byłam), no i wspomniane zoo, które jest najczęstszym miejscem naszych podróży (zresztą Polacy to spokojnie 1/3 odwiedzających).
No to w drogę!

Pierwszymi zwierzętami, które spotyka się w ostrawskim zoo są flamingi.

Niedawno na ulicach śląskich miast ostrawskie zoo reklamowało się informacją, że urodziło się tam słoniątko  (chyba pierwsze w Czechach). Faktycznie stanowisko słoni jest tam bardzo fajnie urządzone i można spędzić przy nim naprawdę dużo czasu.

Zoo jest bardzo nastawione na małe dzieci. Można w nim wypożyczyć specjalne wózki dla maluchów, a starszym zafundować przejażdżkę ogrodowym pociągiem. W kilku miejscach urządzono place zabaw, w których i dwulatki mają co ze sobą począć 🙂 No i – co chyba jest już zoologicznym standardem – jest tam też mini zoo, w którym można wejść do zagrody i być naprawdę blisko udomowionych zwierząt (można je też nakarmić zakupioną w automacie karmą) – dla najmniejszych odwiedzających to stanowi największą atrakcję zoo.

ps. dla mnie nie mniejszą atrakcją zoo  i Czech w ogóle są sprzedawane tam langosze i smażony ser, uwielbiam je 🙂

zdj. pochodzi ze strony http://prota.extra.hu (strona przypadkowa, zdjęcie z wyszukiwarki, bo swojego nie mam)

pps. bardzo fajne w tym zoo jest to, że przy wejściu można sobie zabrać (za darmo) jego mapkę lokalizacyjną, tego brakuje mi w wielu miejscach. Niby nic specjalnego, a jednak widać, że o klienta się tam dba (dodatkowo fajne jest to, że obsługa mówi/stara się mówić po polsku, u nas jakoś nigdy nie zaobserwowała, żeby były choćby podpisy w języku czeskim…)

Informacje praktyczne:
Zoo Ostrawa (Zoologicka Zahrada Ostrava)
ul. Michalkovicka 197, Ostrawa (do zoo prowadzi kilka znaków drogowych, więc nie ma problemu z dojazdem, na www są też namiary GPS)
http://www.zoo-ostrava.cz/pl/

Bilety kosztują 80 (dorośli) i 50 koron (dzieci), dzieci do lat 3 wchodzą za darmo.

Godziny otwarcia:
– listopad – styczeń: 9.00-16.00
– luty: 9.00-17.00
– marzec, wrzesień, październik: 9.00-18.00
– kwiecień – sierpień: 9.00-19.00

PS. poza tym w Ostrawie jest świetna imprezowa dzielnica Stodolnia, którą polecam wszystkim, którzy mają z kim zostawić dzieci w domu 🙂