Barcelona na Boże Narodzenie

Barcelona na Boże Narodzenie? Długo zastanawiałam się, czy wyjazd do Barcelony pod koniec listopada aby na pewno jest dobrym pomysłem. Śledziłam prognozy pogody, bo jednak nie po to wybieraliśmy się do Hiszpanii, by brać ze sobą zimowe kurtki. Dlaczego więc kupiliśmy bilety na tak późną jesień? Ano żeby poczuć trochę świątecznej hiszpańskiej atmosfery. Dzieciaki były zachwycone (a zimowe kurtki zostały w domu, co było strzałem w dziesiątkę, mieliśmy cudowne 15-17 stopni i słońce).

Ulice Barcelony były pięknie przyozdobione świetlnymi ozdobami, w wielu miejscach były już poustawiane stajenki, ale – o dziwo – nie było wielu choinek. Za to zza prawie każdego rogu wychylały się… pieńki. Po pierwszym spacerze (jeszcze w Gironie) wygooglaliśmy o co z tym wszystkim chodzi i – nie powiem – trochę się zdziwiliśmy. Jak się okazało, do hiszpańskich dzieci w święta nie przychodzi Mikołaj, czy Dzieciątko, tylko Caga Tio, czy Tio de Nadal.

 

Śladami rodziców – Walencja

Hania śladami rodziców, cz. IV. Znowu pozostajemy poza granicami Polski, w miejscu, w którym zazwyczaj jest dużo cieplej niż u nas (choć ostatnie tygodnie mogą podważać moją tezę) Walencję, bo o niej mowa, odwiedziłam dwa razy, raz z Kamilem, raz z… babcią. Obie wizyty były świetne, w mieście i okolicy jest multum rzeczy do zobaczenia. No i ta hiszpańska pogoda…

Walencja zachwyca bielą (jest zupełnie inna niż np. czerwona Barcelona). Jasne, piękne budynki, urokliwe centrum i niesamowite Miasto Sztuki i Nauki. Przede wszystkim „przez” tą atrakcję jest na liście miejsc, które musimy pokazać Hani i Hubertowi.

Walencja zachwyca już w momencie przyjazdu (my dojechaliśmy pociągiem) – ma chyba najładniejszy dworzec kolejowy jaki kiedykolwiek widziałam.