Barcelona dla dzieci. Nasze TOP 8

Barcelona była też dla dzieci. Wiadomo, że jak gdzieś jedziemy razem (a jeździmy razem zawsze) to część atrakcji musi być specjalnie dla nich (choć i my z nich z radością korzystamy). Tak było w Londynie i Edynburgu, tak samo było i w Barcelonie. Po raz kolejny ze znalezieniem jakiś dziecięcych akcentów na każdy dzień nie było większych problemów (choć place zabaw mają średnie…).  Często atrakcje same się nasuwały, bo jak tu nie powygłupiać się przy wielkich bańkach mydlanych, które w stolicy Katalonii puszczane są niemal na każdym rogu? Jednak bańki to nie wszystko. Przedstawiamy ulubione atrakcje Barcelony wg Hani i Huba. Większość z nich to atrakcje darmowe, po raz kolejny się więc sprawdziło, że dzieci wiele do szczęścia nie potrzebują.

 

Girona, coś więcej niż miasto przy lotnisku

Nasze hiszpańskie mini-wakacje nie zaczęły się w Barcelonie Lot Wrocław-Girona wybraliśmy z premedytacją (mogliśmy przecież polecieć bezpośrednio do Barcelony, nawet z Katowic, do tego w identycznej cenie). Kiedyś, przelotem, już tam byliśmy i miasteczko (raczej miasto, ma prawie 100 tys. mieszkańców i jest ośrodkiem akademickim) wydało się nam całkiem przyjemne (za pierwszym razem byliśmy wieczorem i było za ciemno, by zwiedzać, za drugim – za gorąco, poza tym byłam z… babcią). Teraz przyjrzeliśmy się Gironie bliżej. I nie zawiedliśmy się. Zabytkowe centrum miasta okazało się bardzo urokliwe, w sam raz na przyjemne kilka godzin pobytu. Do tego mury obronne, po których spacer dopełnił zwiedzanie.

Mówisz Barcelona, myślisz Gaudi

Jechać do Barcelony i nie zobaczyć dzieł, które stworzył Gaudi? To chyba nie jest możliwe. W końcu modernizm jest wizytówką miasta. I my podążaliśmy przetartymi przez miliony turystów szlakami (choć szczerze przyznaję, że tłumów z nami nie było – myślałam, że turystów będzie zdecydowanie więcej. Oczywiście bardzo się cieszę, że się myliłam). Z Gaudim spędziliśmy jakieś 1,5 dnia. Było bardzo miło, szczególnie, że mieszkanie, które wynajęliśmy przez Airbnb było jakieś 15 minut piechotą od Casa Mila i 20 od Casa Batlo. Do Sagrady Familii Hanka też doszła sama. Autobus był nam potrzebny tylko, by dotrzeć do Parku Guel (gdybyśmy do niego dotarli… nie pytajcie).

Barcelona – nasze prywatne TOP 5

Barcelona – jedno z najczęściej odwiedzanych miast na świecie. Odwiedza je ok. 7,5 miliona turystów rocznie i w sumie rozumiem nie zawsze pozytywne podejście jej mieszkańców do całego turystycznego biznesu (nam się objawiło jedynie w postaci wywieszonych tu i ówdzie transparentów typu: tourist go home, stop the noise, czy la ribera no es l’abocador del tourism). Jednak nie o tym chciałam pisać. Dziś zobaczycie „moją” Barcelonę, choć może piszę to na wyrost. W końcu na ile można poznać miasto będąc w nim ledwie tydzień? Niby niezbyt dobrze, ale na pewno lepiej niż w trakcie 1-2 dniowej wycieczki, jakie najczęściej do stolicy Katalonii są organizowane. W ciągu tego tygodnia na pewno poczuliśmy klimat Barcelony, do tego inny niż zwykle, bo świąteczny. W sumie możemy wrócić i poznawać dalej, ale przecież… inne miasta czekają.

Barcelona na Boże Narodzenie

Barcelona na Boże Narodzenie? Długo zastanawiałam się, czy wyjazd do Barcelony pod koniec listopada aby na pewno jest dobrym pomysłem. Śledziłam prognozy pogody, bo jednak nie po to wybieraliśmy się do Hiszpanii, by brać ze sobą zimowe kurtki. Dlaczego więc kupiliśmy bilety na tak późną jesień? Ano żeby poczuć trochę świątecznej hiszpańskiej atmosfery. Dzieciaki były zachwycone (a zimowe kurtki zostały w domu, co było strzałem w dziesiątkę, mieliśmy cudowne 15-17 stopni i słońce).

Ulice Barcelony były pięknie przyozdobione świetlnymi ozdobami, w wielu miejscach były już poustawiane stajenki, ale – o dziwo – nie było wielu choinek. Za to zza prawie każdego rogu wychylały się… pieńki. Po pierwszym spacerze (jeszcze w Gironie) wygooglaliśmy o co z tym wszystkim chodzi i – nie powiem – trochę się zdziwiliśmy. Jak się okazało, do hiszpańskich dzieci w święta nie przychodzi Mikołaj, czy Dzieciątko, tylko Caga Tio, czy Tio de Nadal.

 

Śladami rodziców – Walencja

Hania śladami rodziców, cz. IV. Znowu pozostajemy poza granicami Polski, w miejscu, w którym zazwyczaj jest dużo cieplej niż u nas (choć ostatnie tygodnie mogą podważać moją tezę) Walencję, bo o niej mowa, odwiedziłam dwa razy, raz z Kamilem, raz z… babcią. Obie wizyty były świetne, w mieście i okolicy jest multum rzeczy do zobaczenia. No i ta hiszpańska pogoda…

Walencja zachwyca bielą (jest zupełnie inna niż np. czerwona Barcelona). Jasne, piękne budynki, urokliwe centrum i niesamowite Miasto Sztuki i Nauki. Przede wszystkim „przez” tą atrakcję jest na liście miejsc, które musimy pokazać Hani i Hubertowi.

Walencja zachwyca już w momencie przyjazdu (my dojechaliśmy pociągiem) – ma chyba najładniejszy dworzec kolejowy jaki kiedykolwiek widziałam.