Lot paralotnią z góry Żar – nasz Prezent Marzeń!

Lot paralotnią był od dawna na liście moich marzeń. Dlaczego wcześniej nie spróbowałam? Zawsze inne rzeczy były ważniejsze. Góra Żar niby tak blisko, a jednak nie umieliśmy się wybrać. Do tego w weekendy jest tam mnóstwo ludzi. Nagle, w czasie pandemii, kiedy dzieci cały czas były w domu, a my cieszyliśmy się z najbliższych wyjazdów jak z wycieczki na koniec świata… przypomnieliśmy sobie, że jakiś czas temu otrzymaliśmy voucher na lot paralotnią. Okazało się, że za kilka dni mija termin jego ważności (są wydawane na rok). Na szczęście, znów w związku z pandemią, pozwolono nam skorzystać z voucheru kilka dni po upływie jego ważności. I wtedy nie było już tłumaczenia, że ja się jednak trochę tego lotu boję.

Paralotnie na górze Żar

Loty paralotnią są realizowane w dwóch lokalizacjach. Startować można z góry Żar lub Skrzycznego. O miejscu, z którego mieliśmy wyruszyć dowiedzieliśmy się dzień przed lotem, wieczorem. Wszystko zależy od prognoz pogodowych – siły i kierunku wiatru. Ostatecznie lecieliśmy z Żaru. Kamil zameldował się w wyznaczonym przez organizatora lotu miejscu, a ja z dzieciakami kolejką pojechałam na szczyt (niech one też mają trochę frajdy). Lecieć mieliśmy przed południem, w piątek, nie było więc tłumów, których ja się zawsze na Żarze boję. Pogoda była cudna, poza lotem zaplanowaliśmy więc tez góry i wodę. Tego dnia było więc wszystko w jednym, ale o tym za chwilę.

Gdy już spotkaliśmy się z naszym instruktorem, najpierw mieliśmy otrzymaliśmy krótki instruktarz (właśnie wtedy stwierdziłam, że jednak nie jestem pewna czy chcę lecieć). Nie było już jednak wyjścia, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Założyłam dodatkową bluzę (mimo, że tego dnia było naprawdę ciepło), kask i pożegnałam się z rodziną. Nagle na moich plecach pojawił się plecak z – jak to opisały dzieci – „wielkim kuprem”. Krótki rozbieg i… widoki zatkały dech w piersi. Niby byłam nad beskidzkimi jeziorami dziesiątki razy, tak samo na Żarze. Ale widoków z poziomu paralotni nie da się opisać. Niestety nie mogę ich wam również pokazać, bo aparat został na dole… Mam kilka ujęć z filmiku, ale one niczego nie wnoszą. To trzeba przeżyć samemu.

Góra Żar – nie tylko paralotnie

Góra Żar to nie tylko jedno z najbardziej popularnych miejsc w śląskim wśród paralotniarzy. To też – z racji swojej dostępności (łatwe wejście, nawet asfaltem z dziecięcym wózkiem lub kolejką) – miejsce niezwykle popularne wśród turystów. Co tu dużo pisać, na Żarze zawsze jest sporo ludzi. Tłoczno jest jednak tylko przy kolejce i na szczycie. Wystarczy przejść się okolicznymi szlakami, by w spokoju móc podziwiać widoki.

Z góry Żar na Kiczerę

Ja poleciałam, Kamil swój lot miał godzinę później (w końcu leciał ponad 2 godziny po moim lądowaniu). Nie było więc sensu siedzieć na szczycie Żaru. Nie przy tak cudnej pogodzie i cudnych trasach górskich wokół. Do tego w sezonie jagodowym w pełni. Zakładałam, że nie mamy wielu wolnych godzin, więc wybrałam się z dziećmi na najbliższy szczyt – Kiczerę (827 m n.p.m.). Ze szczytu Żaru prowadzi tam króciutki szlak. Do przejścia jest nieco ponad 2 km. Wg mapy turystycznej zajmuje to ok. 45 minut. Faktycznie tak jest, nawet z dziećmi. Jednak tym razem dojście do niezwykle malowniczych widoków zajęło nam ponad 2 godziny! Wszystko przez… jagody. Jest ich tam mnóstwo. Polecamy!

Kąpiele z widokami

Ze szczytu Żaru (z paralotni jeszcze lepsze!) rozpościerają się malownicze widoki na Jezioro Międzybrodzkie i Żywieckie. Widzieliśmy je z góry, na koniec dnia postanowiliśmy więc odpocząć nad wodą. Nad jeziorem jest kilka miejsc, w których można plażować (najczęściej na trawie, ale co tam). My tym razem zatrzymaliśmy się w bardzo fajnie brzmiącym miejscu – Karaiby na niby. To przystań, z której pięknie widać jezioro. Można po prostu posiedzieć. Można popływać kajakiem czy rowerkiem wodnym. A dzieci-wydry mogą popływać.

* * *
Nasze loty paralotnią z góry Żar były realizacją Prezentu Marzeń. Voucher na dokładnie ten lot możecie kupić tutaj. Chyba nie muszę pisać, że polecamy?

Basia||Podróże Hani

Żona Kamila, mama Hani i Huberta. Zza biurka związana z turystyką, pisząc bloga stara się przekonać, że podróżowanie to chyba najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. A podróżowanie z dziećmi to największa przygoda. Trzeba się tylko pozytywnie nastawić i... w drogę. Szczególnie, że przygoda czai się naprawdę za każdym rogiem!

2 Comments

  1. Gratuluję odwagi i zazdroszczę tak wspaniałego doświadczenia 😊

Leave a Reply