Majorka zimą

Majorka to jeden z bardziej popularnych kierunków wakacyjnych wyjazdów. Ale zimą? W styczniu? Okazało się, że kupione przez przypadek tanie bilety na Majorkę z Berlina dały nam najlepsze ferie zimowe od lat. Oczywiście nie było gorąco, ale tego się nie spodziewaliśmy. Było rześko, bez tłumów (by nie napisać, że pusto), malowniczo. Nam niczego więcej nie potrzeba. Dlaczego więc warto wybrać się na Majorki w środku polskiej zimy?

Majorka zimą – pogoda

Pogoda zawsze jest trudna do przewidzenia, jednak chyba zawsze sprawdzi się nadzieja, że na Majorce w grudniu czy styczniu będzie cieplej niż w Polsce. Mnie to wystarczyło, by o wyjedźcie w ferie w ogóle pomyśleć. Okazało się, że mieliśmy mnóstwo szczęścia, bo w trakcie naszego 6-dniowego pobytu było 5 ciepłych dni i jeden deszczowy. W cieniu było ok. 14-17 stopni, więc chodziliśmy w lekkich kurtkach (szczególnie w małych miasteczkach z uroczymi, ale mocno zacienionymi uliczkami). Gdy wychodziło słońce odczuwalna temperatura wynosiła spokojnie ponad 20 stopni. Zdarzało się nam w porcie moczyć nogi w wodzie. W styczniu. Ostatniego dnia naszego pobytu zaczęło padać. Wylatywaliśmy w ulewie.

Kiedy wylatywaliśmy prognozy wskazywały jeszcze 3 dni ciągłego deszczu. Także loteria. Mimo wszystko myślę, że zaryzykować warto. I w deszczowe dni na Majorce znajdzie się trochę atrakcji do zobaczenia.

Majorka zimą – pustki!

Spodziewałam się, że zimą na Majorce tłumów nie będzie. Nie do końca się to sprawdziło, bo w Palmie było naprawdę sporo turystów, szczególnie na głównych, handlowych ulicach. Jednak wystarczyło ze stolicy wyspy wyjechać, by pobyć w samotności! Wynajęliśmy auto na 3 dni i na naszej trasie były same przeboje. Największe atrakcje Majorki. Same „must see”. Wiele z nich oglądaliśmy sami! Na Mirador Es Colomer, jednym z najpopularniejszych tarasów widokowych na wyspie byliśmy może z 15 osobami. W cudnym miasteczku Fornalutx mijali nas tylko miejscowi. Na plaży w Port de Soller byliśmy… sami!


Oczywiście te posezonowe (a może przedsezonowe? jak to jest w styczniu?) pustki mają też swoje wady. W Fornalutx i w latarni na Formentor nie mieliśmy możliwości napicia się kawy (a dzieci obiecanych lodów, to dopiero była tragedia!), bo kawiarnie były zamknięte. Raz zdarzyło nam się żyć tylko na kanapkach i mandarynkach, bo nigdzie nie było otwartej knajpy. Może być to uciążliwe, ale mając do wyboru jedzenie kanapek w samotności lub jedzenie hiszpańskich pyszności w tłumie, zawsze wybiorę to pierwsze. W Palmie wszystkie restauracje tętniły życiem, zjeść można więc było po wycieczce. Jeśli chodzi o atrakcje, nie mieliśmy sytuacji, że któraś była zamknięta.

Majorka zimą – lokalne święta

Byliśmy na Majorce w styczniu i zupełnym przypadkiem „załapaliśmy” się na dwa niezwykle widowiskowe święta. 16 stycznia na całej wyspie hucznie obchodzono imieniny św. Antoniego, kilka dni później w Palmie święto św. Sebastiana. Co jak co, ale świętować Hiszpanie potrafią! Kiedy powolutku zwiedzaliśmy małe miasteczka na każdym rogu wyrastały… drewniane stosy. Wieczorem były podpalane, a między nimi grillowali lokalsi. By nabrać apetytu, najpierw chodzili po mieście w korowodach prowadzonych przez diabły. Było trochę strachu (dobrze, że Antek większość imprezy przespał w nosidle), trochę śmiechu, trochę uciekania przed diabłami. W Palmie największą atrakcją poza koncertami (sceny były porozkładane na kilku miejskich placach) była parada gigantów (ogromnych figur) i akrobatyczne popisy, ale ich niestety nie zobaczyliśmy. Największe atrakcje były w dniu, w którym od rana do wieczora lało. Jak wygląda dzień św. Sebastiana w Palmie możecie przeczytać (i zobaczyć!) tutaj. Będziemy musieli kiedyś wrócić!

Majorka zimą – owoce i warzywa

Nie ma co się rozpisywać. Jak sobie dobrze pojemy w Hiszpanii, Portugalii czy innych cieplejszych zakątkach to „nasze” warzywa i owoce przestają smakować. Znowu jestem na tym etapie. Marzę o papai, soczystych pomarańczach, cytrynach. I jeszcze o tysiącu pięćset rodzajów oliwek na bazarze…

Majorka zimą – różnorodność

Przyznaję, że na Majorkę lecieliśmy totalnie nieprzygotowani. Wiedzieliśmy, że zwiedzimy stolicę wyspy, Palmę, i że na 2-3 dni wypożyczymy auto. Plan zwiedzania powstawał z dnia na dzień. I z dnia na dzień wyspa coraz bardziej nas zachwycała. Okazało się, że Majorka jest niezwykle różnorodna, a do tego na tyle mała, że tej różnorodności można zaznać nawet w ciągu kilkudniowego pobytu.
Zwiedziliśmy i większe miasto (Palma), i małe miasteczka (Valldemossa, Deia, Soller, Alcudia). Byliśmy w portach i znaleźliśmy tam malownicze kameralne plaże. Pojechaliśmy w góry, tam było najpiękniej! Mogliśmy też zobaczyć jaskinie. Mogliśmy iść z dziećmi do oceanarium czy innych typowo dziecięcych atrakcji (nie byliśmy…). Naprawdę jest co robić.

Kupując bilety myśleliśmy tylko o jednym. Żyjąc na Śląsku marzyło nam się tylko i wyłącznie miejsce, w którym można oddychać pełną piersią. Okazało się, że poza cudnym powietrzem, którego tak nam brakuje, Majorka ma zimą do zaoferowania wiele więcej. Na tyle dużo, że jeszcze tam wrócimy, tym razem pewnie we wrześniu/październiku, żeby jeszcze się załapać na „prawdziwe” plażowanie.

* * *
Wszystkie wpisy o atrakcjach Majorki już wkrótce tutaj.

Basia||Podróże Hani

Żona Kamila, mama Hani i Huberta. Zza biurka związana z turystyką, pisząc bloga stara się przekonać, że podróżowanie to chyba najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. A podróżowanie z dziećmi to największa przygoda. Trzeba się tylko pozytywnie nastawić i... w drogę. Szczególnie, że przygoda czai się naprawdę za każdym rogiem!

Dodaj komentarz