Zielony Wrocław

Wrocław to jedno z naszych ulubionych polskich miast. Jesteśmy tam dość często, „podstawowe” atrakcje znamy jak własną kieszeń. Tym razem, korzystając z zaproszenia, które otrzymaliśmy od Art Novis, postanowiliśmy zobaczyć zieloną stronę miasta. Skąd taki pomysł na niespieszne zwiedzanie? Było gorąco! Zapraszam na wycieczkę po zielonym Wrocławiu! Idealną nie tylko na lato.

We Wrocławiu jest sporo terenów zielonych, niektóre całkiem blisko ścisłego centrum miasta. My, po wyjściu z dworca pierwszy postój (tfu… piknik, tak jest atrakcyjniej) mieliśmy już po jakiś 800 m.

Park Staromiejski

Park Staromiejski odwiedzamy ZAWSZE. Nie ma wizyty we Wrocławiu bez choć chwili zabawy właśnie w nim. Dlaczego? Nie, nie chodzi o lubiany przez dzieci plac zabaw, nie chodzi o (podobno) jedne z najlepszych w mieście lodów, czy mieszczący się w parku Teatr Lalek. Chodzi o… karuzelę!


Malowana, stylizowana na XIX-wieczną piękność kolorowa karuzela rozbudza wyobraźnię maluchów, a i rodzicom przypomina czasy kiedy sami byli mali (rodzice mogą też jeździć! przecież najmłodszym dzieciom trzeba towarzyszyć żeby były bezpieczne). Tak więc za każdym razem we Wrocławiu co najmniej kilka razy jeździmy w kółko (opłata wynosi 2 zł). Tym razem po obowiązkowej przejażdżce (-kach) był piknik i zbieranie sił na dalszą drogę do naszego noclegu. Idziemy dalej! Jakieś 1,5 km.

Wyspa Piasek

Wiele europejskich miast otwiera się na rzeki. Nie inaczej jest we Wrocławiu. I tam wyspy na Odrze są coraz bardziej zagospodarowane, nie tylko dla turystów. Z wyspy Piasek na turystyczne rejsy odpływają barki i statki wodne. Historyczny Ostrów Tumski, wrocławskie mosty i inne budynki widziane z poziomu wody wyglądają zupełnie inaczej. Właśnie z pokładu małego stateczku dzieci dostrzegły kolejną atrakcję, do której pobiegliśmy (nieco cofając się w naszej drodze) zaraz po przypłynięciu do brzegu. Tą atrakcją była futurystyczna praca Oskara Zięty – lśniąca w promieniach słońca Nawa. Znajduje się na kolejnej wyspie, Daliowej.

Do kompletu są jeszcze: wyspa Bielarska (z kilkoma placami zabaw, niestety, w pełnym słońcu, więc tym razem tam nie byliśmy), wyspa Słodowa (przy niej barki i kilka knajpek, tym razem z dziećmi również tam nie poszłam…), Młyńska czy Tamka. Popływaliśmy między wyspami stateczkiem Gucio, trochę odetchnęliśmy od upału i… poszliśmy dalej. Jakieś 800 m.

Druga opcja:
Z wyspy Piasek można płynąć nieco dalej niż w stronę starego miasta. Dłuższą trasą można dopłynąć np. do zoo. To też świetna opcja dla rowerzystów. My z rowerami wyszliśmy ze statku przy przystani zoo i stamtąd pojechaliśmy pod Halę stulecia. Za nią, tuż przy fontannie multimedialnej, dla dzieci jest pluskadełko (niestety również w pełnym słońcu). Dalej można jechać do Ogrodu Japońskiego (rowery trzeba zostawić przed wejściem) lub do Parku Szczytnickiego (tam jest super plac zabaw, do tego w części zacieniony!).

Ogród Botaniczny we Wrocławiu

Do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Wrocławskiego trafiliśmy po raz pierwszy. Strasznie żałuję, że dopiero teraz. Ogród, założony w 1811 r., dziś wraz z zabytkowym centrum Wrocławia (położony jest jedynie 2 km od rynku) wpisany jest na listę pomników historii. Dzieci jednak historia ogrodu nie interesowała. Dla nich było to miejsce idealne… do zabawy w chowanego. Choć najwięcej emocji wzbudziły jednak szklarnie z kaktusami, które zobaczyliśmy na samym końcu. I odnaleziony w jednej z głównych alejek krasnal! Tak, one we Wrocławiu są naprawdę wszędzie! Najwięcej oczywiście w okolicy rynku, ale we wszystkich opisywanych w tym artykule miejscach krasnal był (nawet na statku!).

Aparthotel Art Novis we Wrocławiu

Jednak, wracając do tematu, po wyjściu z Ogrodu Botanicznego do naszego noclegu mieliśmy jedynie… 800 m. Tym samym dotarliśmy na miejsce. Zielone zaułki Wrocławia odkrywaliśmy w zasadzie przez przypadek. Nie do końca zaplanowaną wycieczkę umożliwiła nam firma Art Novis, która zaprosiła nas do swoich nowych apartamentów właśnie we Wrocławiu. Przed wyjazdem (standardowo) weszłam sobie w google street view żeby zobaczyć w jakiej okolicy będziemy nocować i… hmm… nieco się zdziwiłam. Jednak gdy w końcu z dzieciakami dotarłam pod podany nam adres (ul. Poniatowskiego 13) wrażenie było piorunujące. Stanęliśmy przed pięknie odrestaurowanym budynkiem położonym w bardzo dogodnej z naszego punktu widzenia okolicy. Do większości miejsc, które opisałam w powyższym artykule mieliśmy naprawdę blisko (do rynku również). Kamienica jest co prawda przy głównej drodze, ale dla nas to akurat był plus – kto ma w domu fana autobusów i tramwajów mnie zrozumie. Tuż obok były i sklepy spożywcze, i bar mleczny, i (hehe) stacja rowerów miejskich, z którym miałam zamiar korzystać.

Sam pokój – widać, że nowy i przemyślany. Dzieciom najbardziej podobało się ogromne i wygodne łóżko z widokiem na telewizor. Antek miał swoje łóżeczko turystyczne (oczywiście korzystał z niego tylko w trakcie zabawy), ja do dyspozycji sporą łazienkę (jest też możliwość zarezerwowania wanienki dla maluszka, nam od dawna wystarcza prysznic). Śniadania w formie wygodnego bufetu mieliśmy na miejscu, wystarczyło zejść małym labiryntem korytarzy dwa piętra niżej. Te korytarze to pozostałość po pierwotnym przeznaczeniu budynku – niegdyś w apartamentach Art Novis mieściły się mieszkania dyrekcji i personelu… szkoły dla dziewcząt. Dzieciaki naprawdę się zdziwiły, gdy dowiedziały się, że w wakacje śpią na terenie szkoły.
PS. Jeśli do Wrocławia przyjeżdżacie autem to w Art Novis macie też zapewniony parking.

Zielony Wrocław – gdzie nie dotarliśmy

Niestety w trakcie naszego krótkiego pobytu we Wrocławiu nie dotarliśmy do wszystkim miejsc, które sobie zaplanowaliśmy. Wycieczka początkowo miała być rowerowa, jednak nasze rowery nie zmieściły się do pociągu (za późno kupowaliśmy bilety i tych rowerowych już nie było). Z wypożyczeniem mieliśmy tyle przebojów, że musiałabym pisać kolejny artykuł. A nie chcę…
W każdym razie, jeśli kiedykolwiek wpadniecie na to, by po Wrocławiu pojeździć z dziećmi rowerem, polecam Centrum Informacji Turystycznej i Rowerowej we wrocławskiej Dzielnicy Czterech Wyznań. Tylko oni dali radę!
Jeśli będziecie mieć rowery, koniecznie zróbcie pętelki wrocławskich tras rowerowych, pojedźcie też do Parku Mamuta. Podobno naprawdę warto.

Dodaj komentarz