Świat Astrid Lindgren w Vimmerby

Któż nie zna choć jednego bohatera książek Astrid Lindgren? Szwedzi ją uwielbiają, a okolice Vimmerby, w których można odwiedzić miejsca związane z pisarką pełne są turystów. Byliśmy tam i my. Naszą wycieczkę śladami Astrid Lindgren rozpoczęliśmy w Sevedstopr czyli Bullerbyn. Później podjechaliśmy do Vimmerby. W planach było jeszcze Katthult, ale zabrakło nam już czasu (a dzieciom sił).

Sevedstopr czyli Bullerbyn

Miasteczko Sevedstorp było pierwowzorem Bullerbyn czyli kultowej wsi, w której znajdują się 3 zagrody – Południowa, Środkowa i Północna. Faktycznie tam były! Do tego stodoła, której można było poskakać na sianie, zwierzątka (stado krów takie, że aż sama za nim chodziłam) i stylizowana kawiarnia połączona ze sklepikiem z pamiątkami. No i znak drogowy! To tam zdjęcie ma KAŻDY turysta (oczywiście poza Kamilem). 

Świat Astrid Lindgren

Jeśli na samą myśl o odwiedzinach w parku rozrywki robi wam się słabo,  nie martwcie się! Świat Astrid Lindgren (Astrid Lindgrens Värld) w
Vimmerby
 to coś absolutnie niesamowitego! Nie ma niczego wspólnego z większością kiczowatych parków rozrywki, w których podoba się tylko najmłodszym. Piekielne pieniądze, które trzeba wydać na wstęp (odpowiednio 420 i 320 koron za dorosłego i dziecko, dzieci do lat 3 wchodzą za darmo, za nasza rodzinę wstęp wyszedł więc nieco ponad 600 zł!) są naprawdę warte zabawy, którą sobie zafundujecie.

Świat Astrid Lindgren to miejsce, w którym poznacie bohaterów wiekszości (a może wszystkich?) książek Astrid. Wśród malutkich domków odnajdziecie osadę Bullerbyn, wejdziecie do zabudowań Katthult, w których mieszka Emil ze Smalandii, zobaczycie zamek, przy którym przechadza się Ronja, pod Willą Śmiesznotką spotkacie Pippi i goniących ją piratów, zobaczycie pokój widziany z perspektywy malutkiego Nilsa… Nie wymieniłam nawet połowy atrakcji! Nie wszystkich bohaterów znaliśmy i nie wszystkie miniaturowe zabudowania potrafiliśmy rozpoznać, bo w wersji polskiej czytać można jedynie wycinek twórczości Astrid Lindgren, podobno przetłumaczono jedynie 1/3 tytułów).

W parku Astrid Lindgren, na kilku scenach, odbywają się przedstawienia, w których poznajemy przygody bohaterów książek Astrid Lindgren. I zupełnie nie przeszkadza nam to, że wszystkie są tylko i wyłącznie po szwedzku. Na 10 hektarach terenu rozsiane są też place zabaw, oczywiście nie takie zwyczajne, plastikowe. Tam się zjeżdża ze stodoły, skacze na siano czy wspina po drabinach! Do tego mnóstwo jest terenów zielonych (i cienia), na których do woli można piknikować. Bardzo mi się to podoba, Szwedzi wszędzie jeżdżą z koszami piknikowymi i jedzą w plenerze (to też świetne rozwiązanie z punktu widzenia Polaka na wakacjach w drogiej Szwecji, nasze racuchy bananowe i kroma z serem bardziej smakowały, gdy obok na kocyku coś podobnego jadły szwedzkie dzieci).

My byliśmy w Parku Astrid Lindgren 5 godzin i całości nawet nie obeszliśmy, nie mówiąc o zobaczeniu wszystkich przedstawień (widzieliśmy Pippi, Emila, kawałeczek Ronji i Karlsona i braci Lwie Serce). Naprawdę warto zameldować się przy wejściu o 10.00 kiedy park jest otwierany (albo – choć to już finansowe szaleństwo – kupić bilet na dwa dni!, wyjściem jest też przyjazd przed lub po sezonie, ale u nas jest szkoła Hani). 

Vimmerby i okolice

Po wyjściu z Parku Astrid Lindgren (w sezonie jest czynny tylko do 18.00) warto podejść jeszcze na rynek w Vimmerby. Tam znowu spotkacie charakterystyczne zagrody Bullerbyn. Z drugiej strony rynku, za biurkiem siedzi sobie Astrid Lindgren i pisze kolejne strony swoich powieści.

Astrid Lindgren urodziła się w Näs, które dziś jest częścią Vimmerby. Do jej rodzinnego domu można przejść się z rynku pieszo, ale my już nie mieliśmy sił. Można też pojechać Katthult czyli miejscowości, w której mieszka Emil ze Smalandii (wypisz wymaluj nasz Hubert). W te dwa miejsca jednak już nie dojechaliśmy, musieliśmy wracać do Soderakra, która była naszą bazą wypadową. 

PS. Zdjęcia absolutnie nie oddaja skali i rozmachu Parku Astrid Lindgren. Sama do samego końca nie byłam pewna czy na pewno warto. WARTO!

Basia||Podróże Hani

Żona Kamila, mama Hani i Huberta. Zza biurka związana z turystyką, pisząc bloga stara się przekonać, że podróżowanie to chyba najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. A podróżowanie z dziećmi to największa przygoda. Trzeba się tylko pozytywnie nastawić i... w drogę. Szczególnie, że przygoda czai się naprawdę za każdym rogiem!

Dodaj komentarz