Olandia – szwedzka różnorodność w pigułce

Olandia to druga największa szwedzka wyspa na Bałtyku (większa jest tylko Gotlandia), położona na południowym wschodzie kraju, oddzielona od niego Cieśniną Kalmarską. Z Kalmaru można tam dotrzeć na dwa sposoby – najdłuższym w Szwecji mostem (ma 6 km długości) lub promem z centrum miasta. Wyspa jest idealna na wycieczkę samochodową lub rowerową. Polecamy obie!

Olandia – Szwecja w pigułce?

Olandia ma podłużny kształt. Według legendy jest on pozostałością… po motylu, któremu odpadły skrzydła i utonął w morzu. Trochę straszne, ale dzieci zapamiętały. Mimo, że wyspa jest niewielka (jedynie 1 347 km2), ma naprawdę wiele do zaoferowania. My w dwa dni objechaliśmy prawie całą wyspę, oglądając skrajnie różne krajobrazy. Najpierw byliśmy na północy, mijaliśmy stada krów pasących się na ciągnących się wzdłuż drogi, wypalonych słońcem polach. Przystawaliśmy na plażach, uciekliśmy z obleganego Borgholmu (ludzi jak we Władysławowie!), by na końcu dotrzeć do niesamowitego Lasu Trolli (przez spacer po nim nie dojechaliśmy do latarni morskiej na samej północy). Byliśmy Olandią i jej spokojem zachwyceni! Dwa dni później znów przejeżdżaliśmy przez kalmarski most, tym razem jednak skierowaliśmy się na południe wyspy. Okazało się, że tam podoba nam się jeszcze bardziej! Były cudne wiatraki (dużo więcej niż na północy), były – tym razem zielone – pola, ciągnące się wzdłuż trasy, były rozsiane po polach charakterystyczne kamienie i znowu latarnia, tym razem przez nas odwiedzona. To co nas urzekło (nie tylko zresztą na Olandii) to niesamowita ilość udostępnionych miejsc związanych z naturą – parki krajobrazowe, rezerwaty czy po prostu miejsca do spacerów są świetnie oznaczone i dostępne dla każdego, za darmo.

Olandia – największe atrakcje

Jadąc na Olandię w zasadzie nie do końca wiedzieliśmy czego mamy się spodziewać (tak niestety wygląda ostatnio nasze przygotowanie do wyjazdów). Na szczęście nasz szwedzki gospodarz wylistował nam to, co musimy zobaczyć koniecznie. Okazało się, że nawet bez mapy i jego rad wszędzie byśmy trafili, bo szwedzkie drogi są świetnie oznakowane (a o oznakowaniu turystycznym mogę co nieco powiedzieć). Co więc widzieliśmy?

Borgholm

Borgholm to największy turystyczny ośrodek na Olandii (ma całe 3 tysiące mieszkańców, nie chcę wiedzieć ile razy więcej turystów przyjmuje). Od razu to poczuliśmy, bo nagle wokół nas było pełno ludzi. Przed wjazdem do miasteczka jest zamek. My nie wchodziliśmy do środka (akurat zaczynał się w nim jakiś festiwal muzyczny, podobno jest ich sporo w tych murach). Zrobiliśmy sobie tylko spacer dookoła monumentalnych murów, wokół których były pola i – tak – pasące się krowy. Widoki były całkiem przyjemne, z jednego krańca widać było mały port w Borgholm. Początkowo planowaliśmy tam pojechać, ale po wjechaniu do miasteczka i zobaczeniu tłumów stwierdziliśmy, że rezygnujemy ze spaceru i plaży (nie na całej wyspie można plażować) i jedziemy dalej. Jak się okazało, była to świetna decyzja, bo trafiliśmy do Byrum!

Byrum

Byrum polecił nam nasz szwedzki gospodarz. To kolejny rezerwat przyrody, ciągnący się wzdłuż wybrzeża Olandii. Gdy przyjechaliśmy na parking zobaczyliśmy niesamowicie malownicze ostańce skalne. Jak się okazało, ich różnorodne kształty są efektem działania morskich fal. Piknik w takich okolicznościach przyrody był czymś oczywistym! Później trochę wspinaczki po skałach i poszliśmy dalej… na piaszczystą plażę. Była prawie pusta! Do tego z wodą tak płytką (i dość ciepłą!), że nawet Antek mógł sam w niej brodzić, odchodząc dobre kilka metrów od brzegu. Z plaży widać było małą wysepkę, okazało się, że to Blå Jungfrun – Wyspa Czarownic.


Wiatraki

Wiatraki na Olandii są wszędzie! Najwięcej spotkaliśmy ich na południu wyspy, ale jadąc główną drogą co chwilę mija się wiatrak. Większość z nich po prostu stoi przy drodze (często są przy nich zorganizowane miejsca postojowe), do niektórych można wejść, a w jednym – podobno największym na wyspie – w miejscowości Sandvik – jest klimatyczna restauracja. Waśnie w niej zamówiliśmy tradycyjne szwedzkie jedzenie. Były oczywiście słynne klopsiki (Köttbullar ), były też zupełnie wcześniej nam nieznane potrawy jak ciasto z bekonem (o dziwo, naprawdę smaczne!).

Trollskogen – Las Trolli

Last Trolli (Trollskogen) to kolejny odwiedzony przez nas rezerwat przyrody na prawie samym północnym krańcu Olandii. Znowu, mieliśmy być przez chwilę, zostaliśmy kilka godzin. Sama trasa spacerowa w parku ma 4,5 km. Zanim doszliśmy do właściwego fragmentu lasu widzieliśmy ogromne powalone drzewa, piękną kamienistą plażę (i te ułożone wszędzie jeden na drugim kamienie!), wrak statku, ogromne drzewa. Sam Las Trolli czyli niezwykle powykręcane drzewa na samiutkim końcu wyspy też robił wrażenie, ale dzieciaki stwierdziły, że plaża podobała im się bardziej. Zanim poszliśmy na spacer, weszliśmy do punktu informacji i edukacji – tzw. naturum. Tam była kawa (uwielbiam miejsca, gdzie płacę i sama sobie nalewam kawę czuje się w nich jak w domu), lody, kilka punktów edukacyjnych.

Klinta i okolice

Drugiego dnia, jadąc na południe wyspy mijaliśmy mnóstwo wiatraków (pojedyncze, ale też dwa-trzy w jednym miejscu). Kiedy w końcu zdecydowaliśmy się przy którymś zatrzymać (przy większości są miejsca postojowe), trafiliśmy na wiatrak położony wśród wielu tajemniczych kamieni. Idealne miejsce na piknik! Nie przeszkadzało nam to, że owe kamienie okazały się być cmentarzem z epoki żelaza (mnóstwo ich na wyspie). W każdym razie jeśli chcecie zrobić zdjęcia wiatraków to Klinta jest najlepszym miejscem.

Osada Eketorp

Eketorps Borg to taki szwedzki Biskupin. Historia tego zrekonstruowanego w XX w. grodu sięga IV w. Eketorp wraz z innymi atrakcjami na południu Olandii znajduje się na liście UNESCO. Trochę się obawiałam, że osada będzie nudna dla dzieci, a okazało się, że im się najbardziej podobała. Pomiędzy zabudowaniami ustawione były strefy aktywności dla dzieci, choć dorośli korzystali z nich równie często. Bo kto by nie chciał poprzeciągać liny, urządzić sobie bitwę na poduszki czy porzucać do celu? Z kolei Antkowi bardzo spodobały się też owieczki, mieszkające przy jednym z domków. Tylko tyle i aż tyle. Spędziliśmy tam dużo więcej czasu niż początkowo planowaliśmy.


Ottenby naturrreservat

Na samym południu wyspy znajduje się jeden z najpiękniejszych (naszym zdaniem oczywiście) rezerwatów na wyspie – Ottenby naturrreservat. To idealne miejsce do obserwacji ptactwa, podglądania pasących się swobodnie krów (jak wszędzie) i podziwiania widoków ze szczytu latarni morskiej Lange Jan. Wjazd na teren rezerwatu jest bezpłatny, biletowane jest wejście na latarnię (warto zapłacić!). Tuż przy latarni jest też kolejne „naturum” czyli interaktywne muzeum przyrodnicze, w którym można poznać ekosystem tego terenu. Dzieci przez lunety podglądały foki, przez mikroskop patrzyły na piórka i porównywały wygląd jaj poszczególnych ptaków. Oczywiście wejście, jak we wszystkie związane z naturą miejsca, jest za darmo.

Odwiedziliśmy tylko największe atrakcje Olandii, poświęciliśmy jej tylko 2 dni samochodowego zwiedzania. Gdy ma się więcej czasu świetnym pomysłem jest też poruszanie się po wyspie rowerami (my początkowo taki właśnie mieliśmy plan). Wtedy nie tylko „zalicza” się kolejne fajne miejsca, sama droga do nich jest najlepsza. A drogi Olandii (i w ogóle szwedzkie drogi) są dla rowerzystów bardzo przyjazne. Jest dużo tras rowerowych, a nawet jeśli ich nie ma to wszyscy kierowcy niesamowicie na rowerzystów uważają. Tam też czuć szwedzki spokój i harmonię, które najbardziej mnie w tym kraju zachwyciły. Jak wygląda rowerowa Olandia możecie przeczytać u Justynhy z bloga Tuptam. A więcej informacji o naszych szwedzkich wakacjach znajdziecie tu.

Dodaj komentarz