Vasco Traveler Premium 5 czyli skąd wiedzieliśmy jak mówić po portugalsku?

Nie jesteśmy z Kamilem poliglotami, ale w trakcie naszych wyjazdów nie mamy większych problemów z porozumiewaniem się. Teoretycznie we wszystkich miejscach, które dotąd odwiedziliśmy znajomość angielskiego powinna sprawić, że turyści nie są zagubieni. Faktycznie tak było. W miejscach typowo turystycznych, większych punktach informacji turystycznej, popularniejszych muzeach czy atrakcjach. Na ulicy już niekoniecznie… Wiadomo jednak, że radzić sobie trzeba, szczególnie, gdy podróżuje się z dziećmi. Dlatego ucieszyłam się, gdy przed wyjazdem do Lizbony dostaliśmy do przetestowania translator Vasco Traveler Premium 5.

Czym jest Vasco Traveler?

Vasco Traveler Premium 5 to tłumacz elektroniczny potrafiący tłumaczyć i mówić w ponad 40 językach. Łączy w sobie kilka dodatkowych funkcji przydatnych w podróży: nawigację działającą w trybie offline, aparat (całkiem udane zdjęcia, szczególnie dla osób podróżujących bez aparatów i biegających za dziećmi) i ogromną bazę wiedzy (telefony alarmowe, lista adresów ambasad, przelicznik miar i wag, organizator leków itp.). Vasco Traveler można też traktować jako telefon, ma wbudowaną międzynarodową kartę SIM. Co ważne, jest to karta bezabonamentowa, umożliwiająca podłączenie się do internetu, gdy nie ma WiFi. Karta jest naładowana kwotą 10 dolarów, która wg producenta pozwala na ok. 5 000 tłumaczeń, z kwoty tej można też korzystać, by dzwonić. Myślę, że szczególnie, gdy wyjeżdża się poza Unię Europejską, jest to bardzo przydatne. Wspomnianą kartę można oczywiście doładować.

To wszystko w urządzeniu wielkości smartfona (nasz ma 5 cali, choć w ofercie producenta są też translatory kieszonkowe Vasco Mini, jak i większe, wielkości tabletu), bardzo poręcznym, umieszczonym w wygodnym etui.  Tyle informacji, bazujących na ulotce producenta. Teraz czas na najważniejsze – jak taki elektroniczny translator się sprawdza w praktyce? Czy faktycznie tłumaczenia są dokładne, a obsługa tłumacza intuicyjna?

Vasco Traveler – hit czy kit?

Czy Vasco Traveler Premium 5 się sprawdza w praktyce? Jak najbardziej! Nam się przydał już na samym początku przygody z Lizboną. W wynajętym przez nas mieszkaniu czekał nie nasz gospodarz, a jego znajomy, Brazylijczyk nie znający angielskiego. Wtedy poszliśmy na całość, Vasco tłumaczył symultanicznie. My mówiliśmy po polsku, translator od razu przekładał na portugalski i odwrotnie. Udało się. Wszystko załatwiliśmy bez najmniejszych problemów (co przy późnej godzinie i trójce zmęczonych dzieci wcale nie było takie pewne). Oczywiście mogliśmy użyć googlowego translatora, ale sami wiecie, jakie czasem kwiatki z niego wychodzą. Tymczasem Vasco – jak zapewnia producent – jest skuteczny w 96%, tłumacząc teksty w ponad 40 językach. Dzieje się tak, ponieważ translator korzysta z 5 silników tłumaczeniowych dobieranych w zależności od pary językowej i łączy się z najbliższym z 6 serwerów, zlokalizowanych na wszystkich kontynentach. Z portugalskim pewności nie mieliśmy, lecz potem „na spokojnie” spróbowaliśmy z kilkoma tekstami po angielsku. Faktycznie, tłumaczenie wydawało nam się doskonałe.

Wspomniany Brazylijczyk był jedyną osobą, z którą mieliśmy okazję przetestować urządzenie w bezpośredniej rozmowie. Aż głupio się przyznawać, ale… ja się wstydziłam z tłumaczem w ręku podchodzić do ludzi. Może gdyby takie urządzenia były popularniejsze łatwiej byłoby mi się przekonać…

Vasco Traveler był za to uruchamiany zawsze wtedy, gdy chcieliśmy zrobić zakupy czy zamówić coś w restauracji i nie do końca wiedzieliśmy jak portugalskie słowa wymówić. W takich przypadkach tłumacz elektroniczny okazał się świetną opcją. Wcześniej zazwyczaj korzystaliśmy z rozmówek, ale usłyszeć dane słowo to zupełnie inna jakość. Szczególnie, że portugalska wymowa dość znacząco odbiega od hiszpańskiej, którą nieco intuicyjnie stosowaliśmy przy czytaniu.

Tłumacza elektronicznego Vasco Traveler używaliśmy też do instalacji przeróżnych aplikacji, dzięki którym sprawdzaliśmy lokalne rozkłady jazdy czy zamawialiśmy taksówkę (bardzo polecamy, szczególnie gdy podróżujecie w kilka osób, nam jako 5-osobowej rodzinie często taniej było zamówić taksówkę niż płacić za 4 bilety komunikacji miejskiej w Lizbonie). Robiliśmy nim także zdjęcia, gdy karta na moim telefonie była już pełna.

Vasco Traveler – warto go mieć?

Vasco Traveler Premium 5 jest gadżetem. Na pewno nie jest to rzecz w podróży niezbędna, jednak niesamowicie się przydaje, zwłaszcza jeśli nie zna się lokalnego języka. W takich przypadkach słowniki czy tak popularne rozmówki nie są w stanie zastąpić tłumacza elektronicznego, kompletnie nie spełniają swojej roli. Widzieć przetłumaczone słowo czy zdanie, a słyszeć to naprawdę spora różnica. My się o tym przekonaliśmy w Lizbonie. Translator na pewno znajdzie się też w naszym bagażu, gdy będziemy wybierać się na Wschód.

Tu możecie zobaczyć jak działają translatory firmy Vasco:

W naszej rodzinie Vasco Traveler Premium 5 przydaje się też jako urządzenie wspomagające naukę języka. Hania od czasu do czasu uczy się dzięki niemu prawidłowej wymowy angielskich słówek. Kamila zachęcił do nauki choć kilku zdań po niemiecku, które są mu przydatne w pracy. Może pójdzie o krok dalej i regularnie zacznie się uczyć.

O ile w przypadku podróżujących rodzin takich jak nasza Vasco Traveler Premium 5 jest urządzeniem, które MOŻE się przydać, to uważam że są sytuacje, w których jest on NIEZBĘDNY. Wyobrażam sobie, że będzie to świetne narzędzie pracy kierowców, którzy przemierzając wiele państw nie znają lokalnego języka. W sytuacjach kryzysowych taki gadżet może być na wagę złota.

* * *

Dziękuję firmie Vasco Electronics za możliwość praktycznego przetestowania translatora. Vasco Traveler i inne modele tego translatora można zobaczyć i kupić tutaj.

1 Comments

  1. Michalinasays:

    Już wiem co chcę na gwiazdkę 🙂 przy naszych ostatnich wyjazdach na pewno się przyda.

Dodaj komentarz