Malta po sezonie – jak zorganizować wyjazd. Ile to kosztuje i co warto wiedzieć o warunkach dla rodzin

Malta, Malta i po Malcie. Ale wasze pytania cały czas takie same – mało kto pyta o atrakcje, większość o koszty. I o „dobre rady” dla rodzin. Właśnie dlatego od nich zaczynamy. Czy Malta po sezonie dla 5-osobowej rodziny to dobry pomysł na urlop? Ile to kosztuje? Za co się płaci? Czego unikać? Czy jest sens jechać z dzieckiem w wózku?

Dawno temu, planując Maltę myślałam, że cenowo będzie podobnie jak na Cyprze. Trochę się przeliczyłam… Noclegi były sporo droższe (ale mieliśmy też jedną osobę więcej na pokładzie), w sklepach też trochę drożej, ale akceptowalnie.

Bilety lotnicze na Maltę

Planując wakacyjne wydatki zaczęliśmy jednak od – co oczywiste – biletów lotniczych. Śledziłam promocje, śledziłam i w końcu kupiłam bilety na początku sierpnia (lecieliśmy 29 października). Zapłaciliśmy niecałe 1 800 zł – 4 bilety (+ opłata za niemowlaka), karta zniżkowa WizzAira (przy naszej piątce naprawdę się to opłaca, dodatkowo mamy motywację do kolejnego wyjazdu) i jedna sztuka rejestrowanego bagażu (do dziś nie wiem skąd się wziął na fakturze, chyba przez przypadek wykupiłam, bo zawsze z bagażem podręcznym latamy, byłoby więc taniej o 200 zł). Myślę, że całkiem ok.

 

Noclegi na Malcie

Z kolejnym krokiem – poszukiwaniami noclegu – strasznie się ociągaliśmy. Nie uważam, że jakoś specjalnie przepłaciliśmy (ostatecznie wyszło nam ok. 200 zł na noc, ale wykorzystaliśmy kilkaset zł zniżki z Airbnb, jeśli też chcecie zniżkę, polecam rejestrację w tym serwisie z tego linku), ale gdybyśmy szukali mieszkania szybciej niż 2 tygodnie przed wyjazdem wybór i widełki cenowe byłyby zapewne większe. Ostatecznie mieszkaliśmy na północy wyspy, w miejscowości Mellieha (o niej możecie przeczytać u Wszędobylskich). Z apartamentu byliśmy zadowoleni (to ten), uważam jednak, że jest on bardziej odpowiedni dla 3- a nie 5-osobowej rodziny.

Oczywiście nie każdy ma ochotę korzystać z AirBnb. Na Malcie jest pełno hoteli o różnym standardzie i cenach, my jednak stawiamy na mieszkania (dlaczego? odpowiedź tutaj).

 

Komunikacja miejska na Malcie

Czy wybór Melliehy jako naszej bazy był strzałem w dziesiątkę? Trochę tak, trochę nie… Mellieha położona na północy Malty była świetną bazą wypadową na Gozo, plaże (Golden Bay, Tuffieha czy Paradise Bay) czy do wioski Poppeye’a. W miarę sprawnie dojeżdżaliśmy też do Valetty, w której później musieliśmy się przesiadać, by pojechać na południe wyspy, tam było główne centrum przesiadkowe. W efekcie zdarzyło nam się stać godzinę-półtorej w korkach w stolicy Malty. Po dwóch takich przypadkach olaliśmy kolejne wycieczki i skupiliśmy się na plażowaniu blisko Melliehy. Poruszaliśmy się tylko i wyłącznie komunikacją miejską – już na lotnisku kupiliśmy tygodniowe bilety (można je zamówić nawet z dostawą do domu na tej stronie internetowej). Karta dla dorosłego kosztowała 21 euro, dla Hani – 15 euro, Hubo i Antek jeździli jeszcze bezpłatnie (Hubert rzutem na taśmę, przejazdy są darmowe dla dzieci do ukończenia 4 roku życia, on miał 4 urodziny dzień przed wylotem do Katowic).

Czy dziś po raz kolejny postawilibyśmy na autobusy? Znowu – i tak, i nie. Sieć autobusowa na Malcie jest świetnie rozbudowana, nawet poza sezonem można nimi dojechać w każdy zakątek wyspy. Rozkład jest tak skonstruowany, że przemieszczać się można w miarę sprawnie. Jeśli się oczywiście wejdzie do autobusu… Nie wiem jak to wygląda w sezonie, ale nam na przełomie października i listopada zdarzyło się, że bus nie zatrzymał się na pełnym ludzi przystanku. Głównie w Valetcie i najbardziej turystycznych miejscach oraz w czasie powrotów z pracy. Wtedy w autobusach były naprawdę tłumy.

W nieco gorszej niż inni sytuacji są rodzice z dzieciakami w wózkach. W autobusach jest wyznaczone miejsce dla wózka. JEDNEGO wózka. Nawet jeśli autobus jest pusty, ale podróżuje w nim dziecko w wózku, kierowca drugiego wózka nie wpuści, kilka razy się o tym przekonaliśmy (na nasze szczęście, my z Antkiem w wielkiej gondoli, byliśmy tym wózkiem w busie). Dlatego jeśli będziecie na Malcie ze spacerówką (przez cały tydzień widzieliśmy tylko jedno dziecko w gondoli, wszystkie maltańskie maluszki były przewożone w doczepionych do wózkowych kółek fotelikach samochodowych, pewnie właśnie ze względu na busy) najlepiej od razu na przystanku złożyć wózek i tak wejść do autobusu. My nie mieliśmy takiej możliwości (choć nie za każdym razem wózek braliśmy, mieliśmy też przecież chustę). I raz na przystanku zostaliśmy.

W autobusach trzeba też uważać, szczególnie na dzieci. Matko, jak ci kierowcy jeżdżą! Czasem naprawdę mieliśmy strach w oczach i mieliśmy wrażenie, że na kolejnym zakręcie Antek z wózka nam wypadnie. Po kilku przejażdżkach doskonale wiedzieliśmy dlaczego w wielu miejscach na ulicach widnieją napisy SLOW lub STOP. Między innymi z tego powodu Kamil nadal uważa, że po raz kolejny jeździłby tylko autobusami – gdybyśmy mieli samochód to bałby się szalonych kierowców (bardziej niż ruchu lewostronnego, ten przetestował już na Cyprze). Ja myślę, że optymalnym połączeniem byłoby dla nas podróżowanie autobusami i wynajęcie samochodu na 1-2 dni. Wtedy każdy w rodzinie byłby zadowolony – plażowalibyśmy, ale też dużo więcej byśmy zwiedzili (tak jak pisałam wyżej, na Malcie zwiedzanie odpuściliśmy totalnie, byliśmy ledwie w kilku miejscach). Poza naszym biletem na komunikację był prom na Gozo – za niego płaciliśmy 5 euro za osobę (za prom płaci się tylko na Gozo, warto bilet kupić wcześniej, szczególnie jeśli planujecie wieczorny powrót, my wyszliśmy z autobusu w wszystkimi turystami, ale zanim ogarnęliśmy się z dziećmi i kupiliśmy bilety, prom się już zapełnił, musieliśmy czekać na kolejny – 45 minut z już marudnymi i zmęczonymi całodniową wycieczką dziećmi to naprawdę wyzwanie).

 

Ceny na Malcie

Ceny były trochę wyższe niż się spodziewaliśmy, ale jednak z tych znośnych dla budżetu przeciętnej rodziny jaką jesteśmy 😉 Wiadomo, najwięcej wydaje się na jedzenie i atrakcje. Ceny w sklepach są wyższe niż w Polsce, jeśli chodzi o wstęp do atrakcji turystycznych to ja nie histeryzowałam (ale też płaciliśmy ledwie kilka razy, do katedry w Valetcie nie weszliśmy, bo była straszna kolejka, do muzeów nie wchodziliśmy). Najbardziej po kieszeni szarpnęła nas wioska Poppeye’a, w której za same bilety zostawiliśmy 70 euro (gdybyśmy byli bez dzieci to byśmy tam nawet nie jechali lub pojechalibyśmy żeby zrobić zdjęcie samej zatoce).  Śniadania zawsze jedliśmy w mieszkaniu, zakupy wyniosły nas ok. 100 euro. Obiady jedliśmy w restauracjach czy barach, kosztowały nas od 20 do 50 euro. Na Gozo, zarówno w knajpach, jak i w sklepach było taniej niż na Malcie. Owoce i warzywa kupowaliśmy w jeżdżących warzywniakach (dzieci uwielbiają!), resztę zakupów robiliśmy w supermarkecie i rodzinnych sklepikach (przede wszystkim na Gozo).

* * *

Oczywiście powyższe koszty to nie wszystkie wydatki związane z wyjazdem, szczególnie takim z dzieciakami. Zawsze trzeba kupić coś na drogę, jakieś nowe puzzle czy grę do samolotu, czy – co dla mnie jest bardzo ważne – wykupić ubezpieczenie. Oczywiście na Malcie obowiązuje też EKUZ, jednak zawsze gdy wyjeżdżamy zagranicę mamy też dodatkowe ubezpieczenie. Naprawdę wierzę, że przezorny jest zawsze ubezpieczony. Tym razem postawiliśmy na całoroczne ubezpieczenie całej naszej piątki, Malta była pierwszym wyjazdem (poza jednodniówkami w Czechach), na którym mieliśmy ze sobą ubezpieczenie Twoja Karta Podróże. Pisałam o nich już tutaj. Na szczęście po raz kolejny obyło się bez wizyt u lekarza.

2 Comments

  1. Pawełsays:

    Czy mogłabyś podać całkowita kwotę takiego wyjazdu?

    • Lot i 7 noclegów 3 tyś (Ale 600 zł zaoszczędzone dzięki znizce z Airbnb, tak byłobbyłoby 3600). Do tego jakieś 2 tyś wydaliśmy na Malcie. Wyszło więc ok 5 tyś za 7 dni dla 5 osób

Dodaj komentarz