2017, ach co to był za rok!

Pisząc skromne podsumowanie roku 2016 obiecywałam sobie, że bilans roku 2017 będzie dużo lepszy. Że będę pamiętała o wszystkich mniejszych i większych przyjemnościach, i sukcesach, że ewentualne porażki nie zasłonią mi pozytywów. I tak się stało. Sama siebie podziwiam za konsekwencję 🙂 Podsumowanie roku 2017 pisałam regularnie pod koniec każdego miesiąca. Co więc się u nas działo? Niby nic specjalnego, a jednak… to był świetny rok. W końcu staliśmy się rodziną kompletną 🙂

STYCZEŃ

Styczeń rozpoczął się jak zwykle od objazdu śląskich szopek bożonarodzeniowych, to już nasza tradycja. Potem były ferie szkolne, pierwsze, które „objęły” też naszą rodzinę, bo Hania była uczennicą pierwszej klasy. Od dawna mieliśmy zaplanowany krótki pobyt na Żywiecczyźnie, nieoczekiwanie zawitaliśmy też nad morzem, na Półwyspie Helskim. W obu tych miejscach znaleźliśmy zimę o jakiej od dawna marzyliśmy, lekko mroźną i śnieżną. Styczeń jak najbardziej na plus!

 

LUTY

Już w połowie stycznia wiedzieliśmy, że luty będzie udany – dzieciakom przyznano turnus w sanatorium i dokładnie w połowie miesiąca zameldowaliśmy się w Ośrodku HCP Cegielski w Dąbkach. Na 3 tygodnie! I choć pogoda była bardzo w kratkę a pod koniec pobytu dzieciaki nie chciały już widzieć plaży i wzburzonego Bałtyku, pobyt zaliczamy do udanych. No i jodu nawdychaliśmy się na cały sezon. Dzięki temu jakoś przełknęłam to, że sanatorium pokrzyżowało moje i Kamila plany wyjazdu BEZ DZIECI do Włoch (może jakieś 3 lata w końcu się uda).

Luty był też miesiącem moich małych zawodowych sukcesów. Przewodnik „Dzieci odkrywają Śląskie” zdobył 3 miejsce w konkursie wydawniczym PTTK w kategorii książek dla dzieci. Na targach pojawiło się też nasze kolejne wydawnictwo, „Dzieci odkrywają Żarki” (możecie je pobrać na końcu tego wpisu o rodzinnych atrakcjach Żarek).

 

MARZEC

Marzec rozpoczął się wielkim powrotem z sanatorium. Wracając z Dąbek zahaczyliśmy jeszcze o Toruń, do którego jeszcze nie raz wrócimy. Po prawie miesiącu nieobecności w domu (i wybraniu połowy mojego rocznego urlopu!) trzeba było trochę odpocząć. Zajęliśmy się więc planowaniem lata, jesieni i… wyjazdowej Wielkanocy.

Żywe Muzeum Piernika w Toruniu

 

KWIECIEŃ

Kwiecień zapowiadał się obiecująco, wyszedł tak sobie. Wszystko przez… ospę Huberta. Chłopak trzymał nas w napięciu do samego końca, na szczęście szybko się z choróbska wykaraskał i mogliśmy potwierdzić nasz wielkanocny wyjazd do Lwowa. I tym sposobem spełnione zostało moje wielkie wyjazdowe marzenie, a kwiecień przeszedł do historii.

 

MAJ

Maj był dziwny.  Początkowo zimny, powoli się rozkręcał, za to ja byłam już coraz bardziej ociężała… Niemniej trochę szwędaliśmy się po okolicy. Zobaczyliśmy mieszanie owiec w Koniakowie, mieliśmy świetną majówkę w Rybniku i zaczęliśmy poznawać nasze najbliższe czeskie okolice (wstyd, że dopiero teraz).

 

CZERWIEC

Czerwiec zaczął się upałami i ciągłymi pytaniami czy już rodzę. Tak przetrwałam dwa tygodnie i 13 czerwca nasza rodzina stała się kompletna. Z racji pojawienia się Antosia (i upałów też) siedzieliśmy grzecznie w domu od czasu do czasu odwiedzając to pobliski basen, to plac zabaw. Na więcej nie było siły. Zbieraliśmy je na lipiec 🙂

 

LIPIEC

Lipiec i pierwsze w życiu szkolne wakacje Hanka zaczęła półkoloniami, a Hubo… przedszkolnym dyżurem. Gdy ogarnęliśmy się z nową sytuacją rodzinną, zaczęliśmy też planować pierwsze wojaże w piątkę. Padło na Trójmiasto. Pociągiem i jednak nie w piątkę, bo bez taty. Antek miał trochę ponad miesiąc i był najspokojniejszym członkiem naszej ekipy. Oj działo się, działo, a ja za samotny wyjazd z naszą niesamowitą trójką powinnam dostać medal, nie tylko z ziemniaka.

 

SIERPIEŃ

Sierpień zaczęliśmy w Malborku, był po drodze z Trójmiasta do Częstochowy, w której Hania została na kilka dni u dziadka. Potem były chrzciny Antosia i krótki wypad w gorące świętokrzyskie.

Tokarnia – Muzeum Wsi Kieleckiej

 

WRZESIEŃ

Wrzesień, czas zmian (w końcu dzieci szły do placówek!), ale też – wtedy miałam taką nadzieję – wprowadzania jakiegoś stałego harmonogramu dnia. Miał być stacjonarny, a okazał się bardzo wyjazdowy, w zasadzie każdy weekend był wykorzystany na maksa. Po pierwszym tygodniu w szkole i przedszkolu zabraliśmy dzieciaki w góry, bardzo blisko i dla nas nietypowo, bo do… Wisły. Przekonaliśmy się, że w tak turystycznej miejscowości nie trzeba spędzać czasu na deptaku. Kolejne weekendy spędziliśmy w Poznaniu (tylko ja i Antoś! ) i na wsi na grzybobraniu oraz Trójwsi. Wrzesień był bardzo intensywny.

Wyprawka małego podróżnika – chusta Luna Dream i nerka Mabibi

 

PAŹDZIERNIK

W październiku przyhamowaliśmy, postawiliśmy na mikrowyprawy bardzo blisko domu. Weekend w Dębowcu, popołudnia w okolicznych lasach, to był nasz sposób na wciąż piękną jesień i – niestety – już wszechobecny smog. Pod koniec miesiąca przyszedł też czas na wymarzony urlop, w końcu w wakacje nigdzie razem nie wyjechaliśmy.

Tężnia solankowa, Dębowiec

 

LISTOPAD

Listopad to podobno najgorszy miesiąc w roku. Właśnie dlatego rozpoczęliśmy go na Malcie. Polecieliśmy tam z ważnego powodu – urodziny starszaków! Hania i Hubo zaliczyli więc pierwsze wyjazdowe urodziny, a Antoni pierwsze dwa loty samolotem. Było bosko! Za rok powtarzamy! 🙂

 

GRUDZIEŃ

Grudzień to czas przygotowań do świąt (nawet nie wiecie ile spotkań mikołajkowo-jasełkowo-wigilijnych trzeba „obskoczyć” z dwójką dzieci, aż boję się pomyśleć co będzie za 3-4 lata, kiedy dojdą jeszcze imprezy Antosia). Po tym jak w zeszłym roku wybraliśmy się do Budapesztu, zapałaliśmy chęcią odwiedzenia jak największej ilości adwentowych jarmarków. Udało się! Co prawda tym razem były to imprezy bardziej lokalne, ale dzieci bawiły się równie dobrze jak w stolicy Węgier. Odwiedziliśmy Wrocław (ło matko, nigdy więcej, za dużo ludzi i więcej kiczu niż przypuszczałam), Nikiszowiec (w końcu udało się dojechać na Jarmark na Nikiszu, do tego w piątek, więc bez późniejszych tłumów, było magicznie!) i Rybnik.  Na więcej niestety nie pozwoliło nasze cudowne powietrze. Mimo to pięknie było! No i ważne – w kolejne z rzędu rodzinne święta postanowiliśmy, że kolejne będą wyjazdowe, tak dla odmiany 😉

A jaki będzie 2018 rok? Już nie mogę się doczekać żeby to sprawdzić 🙂

* * *

W 2017 r. na blogu pojawiły się 32 wpisy. Na swój czas czekają jeszcze relacje z letniego Trójmiasta i jesiennej Malty. Na instagramie pojawiło się ponad 200 bardzo nieregularnie publikowanych zdjęć (szok, że tak dużo, mniejszy, że na „najlepszych” królował Antoś!), a na naszej stronie facebooku kilkaset nowych osób (wow!).

Dziękujemy, że z nami jesteście, fajnie jest pisać nie tylko do szuflady.

* * *

Przełom roku to też czas postanowień. Podróżniczych planów mamy aż nadto, tylko wybierać i jechać/lecieć jeśli finanse, zdrowie i plan lekcji Hani pozwolą (matko, jak ta szkoła życie komplikuje). Tym razem (po raz kolejny) zamierzamy w końcu ruszyć w góry. Starszaki są już na tyle duże, a Antoś na tyle długo może być w chuście, że zostało postanowione – w 2018 r. zaczynamy zdobywać Koronę Gór Polski. Żeby się bardziej zmotywować, wstąpiliśmy do Klubu Zdobywców Korony Gór Polski. Nasze książeczki członkowskie już powinny do nas lecieć 🙂

7 Comments

  1. Piękne to wasze podsumowanie roku i wspaniały rok za wami. Życzę całej waszej rodzince, aby 2018 był również przepełniony wieloma pięknymi chwilami i miłymi momentami 🙂

  2. I dla mni eten rok rok był wyjątkowy – założyłam swój pierwszy biznes! 🙂

  3. Dziękuję za podsumowanie, i zaraz prześledzę sobie wasze podróże i popodziwiam 🙂

  4. bartoszgrduszaksays:

    Aktywna rodzinka! Zazdroszczę, że macie na to wszystko czas

    • Ja zazdroszczę tym, którzy mają nieskazitelny porządek w domu 😉 a tak poważnie, myślę, że wszystko jest kwestią priorytetów. No i mój mąż pracuje w domu, jest więc w stanie czasem się ciut bardziej dopasować niż rodzic na etacie.

Dodaj komentarz