Wyprawka małego podróżnika czyli co ułatwia nam wyjazdy z niemowlakiem

Jak wiecie, Antek dość szybko zaczął z nami jeździć na krótsze czy dłuższe wycieczki. Idealnie wpasował się w nasz tryb życia. A my sobie to życie skutecznie ułatwiamy, na co dzień i na wyjazdach towarzyszą nam gadżety, dzięki którym wyjścia nam niestraszne. Co stanowi mój domowy i wyjazdowy niezbędnik, dzięki któremu wyjścia z Antkiem są przyjemnością?

Chusta – Luna Dream

Chusta Purple Love firmy Luna Dream jest z nami od pierwszych dni życia Antka. Ja się w niej zakochałam, gdy zobaczyłam jej kolorystykę – ta chusta jest „cała moja”, uwielbiam fiolety, czerwienie i pomarańcz. Od razu wiedziałam, że będę ją mieć, szczególnie, że cena tej tkanej splotem diamentowym „szmaty” jest dość przystępna. Oczywiście mamy też wózek, ale z chustą dotrze się w więcej miejsc, łatwiej jest też wiele rzeczy zrobić (ahh te cudownie śpiące w chuście dzieci). Chusta towarzyszy nam na co dzień – w niej Antek odbiera starszaki z placówek czy „idzie” na spacer, z nią odpoczywa, bo chusta z powodzeniem spełnia też rolę kocyka czy hamaka. Jest też niezbędna – co chyba oczywiste – w trakcie wyjazdów.

Do wyboru jest wersja 100% bawełniana oraz z domieszką bambusa, ja mam tą pierwszą, bo Antek jest niemowlakiem słusznych rozmiarów. Gdy Purple Love do mnie dotarła, zachwyty trwały nadal. Chusta od nowości była miękka, nie trzeba było jej specjalnie „łamać” (kto mota, ten wie, prawda?). Jest dość cienka, nadaje się nawet dla noworodka. Ładnie się dociąga, nawet moje początkujące w noszeniu koleżanki nie miały z chustami Luna Dream (mam jeszcze od nich zielonego pasiaka…) najmniejszych problemów. Nie narzekam też na nośność Purple Love, Antek waży już prawie 8 kg i nadal jest mi w naszym kangurze bardzo wygodnie (choć przyznaję, że chusta ciężarków nie poniesie – gdy Hubo wymusił noszenie w plecaku, jego 14 kg już bardzo odczuwałam, na szczęście Antkowi do tej wagi jeszcze daleko). Jeśli Luna Dream wypuści tą chustę w wersji z lnem, chyba się skuszę. Jednym słowem- polecam!

Jeśli ta chusta, bądź coś innego z  oferty Luna Dream wam się spodoba, mam dla was niespodziankę – rabat 15% na cały asortyment Luna Dream na hasło: PODRÓŻE HANI (do wpisanie w rubrykę kod promocyjny przy zamówieniu). Udanych zakupów! 🙂

 

Kurtka – Twiga

O kurtce do noszenia Twiga marzyłam od dawna. W końcu się udało – kupiłam ją jeszcze w ciąży kiedy jechaliśmy do chłodnego Lwowa, a ja przestałam się mieścić w zimową kurtkę. Moja wersja posiada wszystkie możliwe dopinane panele – ciążowy, do noszenia dziecka z przodu i do noszenia na plecach. Kocham ją bardzo, dlatego cieszę się, że będzie mi służyła również wtedy, gdy nie będę już Antka motała w chustę czy nosidło (już chodzę w niej i bez „wkładu”, jako softshell też sprawdza się super). Kurtka sprawdziła nam się już i na deszczu (Trójmiasto), i przy sporym wietrze (Wisła), o zbliżającą się coraz większymi krokami jesień jestem więc spokojna.

Kurtka sprawdza się świetnie, do tego jest starannie wykonana i wykończona tak, by było w niej jeszcze wygodniej – i mnie (polarkowe wykończenie na rękach, ściągacze na dole kurtki i przy kapturze), i Antkowi (ściągacze przy wszystkich panelach dopasowujące ich rozmiar do wielkości malucha). Przyczepić mogę się jedynie do wielkości „otworu” na dziecko w panelach, przydałby się tam jakiś rzep czy inne udogodnienie pozwalające na swobodniejsze wyjęcie śpiącego malucha (może ja coś robię źle, ale Ante prawie zawsze mi się budzi przy przekładaniu buzi przez panel). Na razie nie używam również doczepianego kaptura dla dziecka, też jest spory i wygodniej  mi kiedy Antek ma na główce kaptur z bluzy. No i na razie nie nosiłam go na plecach, bo nie mam takiej potrzeby, ale za niedługo i to się na pewno zmieni.

 

I tu znowu mam dla was prezent – zniżkę 5% na zakup ubrań Twiga (bo poza kurtką są tam jeszcze np. świetne bluzy do noszenia), niby niedużo, a jednak przy niestety dość wysokiej cenie ubrań, ostateczny rachunek choć trochę się zmniejsza. Zniżkę otrzymacie wpisując przy zamówieniu kod: BASIADORADCA (wiedzieliście, że jestem doradcą noszenia w chustach? stąd te wszystkie chustogadżety).

Nerka – Mabibi

Każda chustomama wie, że torebka i chusta to nie jest najwygodniejsze połączenie. W chustoświecie królują nerki, ja też od kilku lat jestem wierna temu rodzajowi saszetek (choć ostatnio uznanie zyskały też worki do noszenia na plecach). Od niedawna mam hit – nerkę od Mabibi. To nie jest zwykła nerka, to giganerka, w której mieści się dobytek mamy i dziecka (portfel, chusteczki higieniczne, mokre chusteczki i pampers, zapasowe ubranko Antka, żel do rąk, gumy do żucia, klucze, kasztany, kamienie i jeszcze kilka przydatnych „drobiazgów”, a nawet czytnik ebooków). Do tego jest uszyta z pięknego, kosmicznego materiału (wodoodpornego!), idealnie pasuje mi do nosidła, w które od czasu do czasu jeszcze wskakuje Hubert. Zaletą jest duża ilość zameczków, za którymi mieszczą się karty, drobne pieniądze czy inne niezbędne drobnostki. W naszej nerce dodatkowo mam jeszcze pokrowiec – miał być na telefon i dokumenty, jest… na zapasowego bodziaka.

Trochę mi żal, że mam ją dopiero od września, bo „sezon na nerki” właśnie się kończy. Na szczęście na przełomie października i listopada lecimy na upragniony urlop i jestem przekonana, że nerka znów wróci do łask.

* * *

Bez tych trzech rzeczy nie ruszam się na żaden wyjazd. Wiecie co jednak najbardziej pomaga w podróżowaniu z niemowlakiem? Pozytywne nastawienie! To jest podstawa, bez której najbardziej pomocne gadżety nie pomogą. Udanych wojaży!

Dodaj komentarz