Trójwieś – nasze miejsce w Beskidach. 10 powodów, dla których musisz tam przyjechać.

Trójwieś to zdecydowanie nasze ulubione miejsce w Beskidach. Jeździmy tam często i ostatnio bardzo się zdziwiłam kiedy okazało się, że na blogu Istebnej, Jaworzynki i Koniakowa zbyt dużo nie ma (to co jest, przeczytacie tutaj). Trzeba to nadrobić! Przed wami nasz TOP 10 Beskidzkiej Trójwsi. Dodacie coś do naszej listy?

Ochodzita i Złoty Groń

Gdy jedzie się przez Istebną, Koniaków czy Jaworzynkę bardzo łatwo o wypadek. Nieziemskie widoki są wszędzie, możliwości zatrzymania przy drodze niezbyt wiele, jadąc trzeba więc naprawdę uważać. Jest jednak kilka „bezpiecznych” miejsc widokowych. Jedno znaliśmy od lat – chodzi oczywiście o Ochodzitą w Koniakowie, pierwszy szczyt zdobyty (w chuście, ale jednak) przez Hankę i Huba (Antek najpierw był na Pętli Cieńkowskiej w Wiśle). Drugie poznaliśmy w ostatni weekend – chodzi o Złoty Groń w Istebnej, na szczycie którego wybudowano okazały hotel. O ile z Ochodzitej przy dobrej pogodzie można nawet dostrzec Tatry, ze Złotego Gronia podziwia się wzgórza otaczające całą Beskidzką Trójwieś, do tego popijając pyszną kawę na hotelowym tarasie. Wg mnie to jedne z najpiękniejszych widoków w województwie śląskim.

 

Stecówka i Kubalonka

Kolejne miejsca z pięknymi widokami, znowu bardzo łatwo dostępne (jak ktoś chodzi po górach to pewnie myśli, że aż za łatwo, bo dojechać tam można samochodem). Dla rodzin z dziećmi świetna sprawa. Będąc w okolicy Przełęczy Kubalonka warto zajrzeć do Izby Pamięci Jerzego Kukuczki. Rodzina słynnego himalaisty pochodziła właśnie z okolic Istebnej, do dziś mieszka tam jego żona i w miarę możliwości opowiada o mężu i pokazuje pozostałe po nim pamiątki. Na samej Kubalonce jest drewniany kościółek, w którym himalaista ślubował. Z kolei na Stecówce, poza widokami, zobaczyć można drewniany kościółek, który został niedawno odbudowany po pożarze w grudniu 2013 r. My tym razem podjechaliśmy na Stecówkę (dojazd samochodem jest tam możliwy od strony Zaolzia) żeby zobaczyć rozchód owiec czyli powrót stada z hal (w maju na Ochodzitej widzieliśmy jak stada dopiero na halę wychodzą – o redyku karpackim przeczytacie tutaj). Kamil jak to Kamil, zamiast oglądać owieczki poszedł w las – grzybów jest pełno!

 

Centrum Pasterskie – Koniaków

Jeśli chcecie żeby dzieci wiedziały czym różni się oscypek od gołki (albo sami chcecie się tego dowiedzieć), jak wygląda koza, a jak owca (nasze dzieci były oburzone, że można tego nie wiedzieć) czy co można zrobić z wełny, musicie odwiedzić Centrum Pasterskie w Koniakowie. Nawet gdy nie ma warsztatów dla dzieci (odbywają się w wakacje, ferie i niektóre weekendy), zobaczyć można pasterskie dzwonki, sprzęty służące do obróbki wełny itp. No i można kupić całą gamę wełnianych cudeniek i – co chyba najważniejsze – oscypki i gołki prosto od producenta, czyli rodziny Kohutów. Sklepik przy centrum jest naszym stałym punktem zakupowym.

Koronki – Koniaków i Istebna

Pierwszym skojarzeniem z Koniakowem z pewnością są koronki. Można je spotkać na każdym kroku – są koronkowe murale na ścianach, są izby tradycji (jak choćby ta poświęcona pamięci Marii Gwarek, a w niej np. niedokończona koronka heklowana dla królowej Elżbiety II), koronki na kubkach, magnesach czy pocztówkach. Jest w końcu Największa Koniakowska Koronka na Świecie (o dziwo, w Istebnej, w siedzibie Gminnego Ośrodka Kultury). Wpisana do księgi rekordów Guinnessa serweta ma 5 metrów średnicy i składa się z 8 tysięcy (!!!) elementów. By ją zrobić, 5 koniakowskich koronczarek zużyło 50 kilometrów nitki.

Góralskie tradycje – Koniaków i Istebna

Trójwieś do dziś jest ostoją góralskich zwyczajów. Gdy rozmawia się z jej mieszkańcami, ma się wrażenie, że oni nadal tą tradycją żyją, że nie jest ona utrzymywana wyłącznie z powodu turystów, i ta autentyczność jest urzekająca. Polecam wam dwa miejsca – będącą obiektem Szlaku Architektury Drewnianej Chatę Kawuloka czyli tzw. kurną chatę, tradycyjną, bez komina (kto wie dlaczego?), z wiekowym wyposażeniem i niezwykle ciekawie opowiadającym przewodnikiem oraz Chatę na Szańcach, w której charyzmatyczny Tadeusz Rucki ze sporą dawką humoru opowiada o góralach i Koniakowie. W Chacie na Szańcach znajduje się też galeria, w której kupić można koronki i ceramiczne pamiątki z koronkowymi elementami, piękne są!

Nie lada atrakcją jest tam możliwość gry na trombitach. Hubo okazał się do tego stworzony, na filmiku w towarzystwie Hanuli i Sońki „Odjechanej” 🙂

 

Ośrodki Edukacji Ekologicznej

Skoro Beskidy są ostoją przyrody to też sporo tam równego rodzaju propagujących wiedzę ekologiczną placówek. Swego czasu byliśmy w Leśnym Ośrodku Edukacji Ekologicznej w Istebnej, w którym skupiano się na opowieści o istebniańskich lasach. Tym razem trafiliśmy do Czech, do miejscowości Dolna Łomna, a w niej do centrum ekologicznego Ursus. Tam wystawa edukacyjna skupiona jest na wodzie i zwierzętach zamieszkujących Beskidy. Dzieci miały do odkrycia wiele tajemnic, wkładały ręce żeby rozpoznać tajemnice ukryte w schowkach, otwierały pełne wiedzy szuflady, układały puzzle, rozpoznawały tropy zwierząt. Jeszcze lepiej bawiły się na dworze – tam czekały na nie ścieżka zdrowia, staw z rybami do wyłowienia i świetny plac zabaw (w stylu tego z Hobby Park w Boguminie). Ośrodek Edukacji Ursus może być zwieńczeniem całodniowej wycieczki Koniaków – Bukoviec (o jego atrakcjach niżej) – Dolna Łomna.

Park Wodny Olza – Istebna

Mały aquapark w ośrodku Zagroń jest świetnym miejscem na zakończenie pełnego przygód dnia lub wyjściem awaryjnym w przypadku niepogody. My przetestowaliśmy w obu tych przypadkach, nasze wrażenia opisaliśmy już tutaj. Tym razem zamiast dwójki, w basenie taplała się trójka dzieci. Tym samym Antoni w Istebnej zadebiutował na basenie (a potem w momencie zasnął co bardzo ucieszyło starszaki czekające na zjazd z ogromnej zjeżdżalni).

Przy ośrodku Zagroń jest więcej miejsc dla dzieci. W Mini Zoo na maluchy czekają uwielbiane przez dzieci zwierzęta, a w Natural Parku można odpocząć nawet z niemowlakiem.

 

Park Linowy Base Camp – Istebna

O parku linowym pisałam już tutaj, nie mogę jednak o nim nie wspomnieć w tym wpisie. Od naszego powrotu Hanula trenuje wspinaczkę, a Hubo co rusz dopytuje kiedy skończy 5 lat, bo wtedy ma obiecane wejście na „dorosłą” trasę. Park linowy Base Camp nas zachwycił i na pewno przy kolejnej wizycie w Trójwsi tam wrócimy, ja po prostu muszę zjechać tyrolką między drzewami (tym razem uniemożliwił to głodny Antoni, życie…).

Czechy i Słowacja na wyciągnięcie ręki

Najpierw trzeba się wybrać na Trójstyk czyli zbiegające się w Jaworzynce granice trzech państw – Polski, Czech i Słowacji. Można tam dojechać nawet z dziecięcym wózkiem, wystarczy około półgodzinny przyjemny spacer z Jaworzynki-Trzycatka. Potem trzeba wybrać się do tych państw. My tym razem zaczęliśmy odkrywać Czechy – wstyd, że nie byliśmy na Zaolziu wcześniej! O największej niespodziance czyli Bobovce już pisałam tutaj. Dziś dodam jeszcze, że koniecznie trzeba podjechać do mieszczącej się w starym góralskim domu informacji turystycznej w Mostach koło Jabłonkowa, do Bukovca (tam można z Trójwsi dojechać rowerem lub nawet zrobić sobie długi spacer, ścieżki są świetnie przygotowane, tam również można jechać z dziecięcym wózkiem. My w Bukovcu spacerowaliśmy szlakiem bajek świata przy Ośrodku Kempa (hotel, obok stok narciarski, plac zabaw), dzieci miały niezłą zabawę), Dolnej Łomnej (o tamtejszym ośrodku ekologicznym było już powyżej) czy Jabłonkowa (tam zrobiliśmy sobie przerwę na rynku, dzieciaki szukały… jabłek).

Jedzenie!

Lubicie jeść? My bardzo! I zawsze w Trójwsi się objadamy. Tym razem pojechaliśmy po bandzie… Było zarówno tradycyjnie (oj te śniadania w Agroturystyce Na Uwietrzu w Jaworzynce, o samej agro będzie osobny wpis, tak było fajnie) czy góralska kolacja w ośrodku Zagroń, w którym kiedyś już spędziliśmy weekend. W hotelu Grun w Mostach koło Jabłonkowa zjedliśmy przepyszną kaczkę z knedlami, a na deser słynną czeską „marlenkę”, a prawdziwą kulinarną ucztę zafundowano nam w hotelu Złoty Groń w Istebnej (będziemy wracać choćby dla bezy i widoków). Zawsze wracając do domu zatrzymujemy się w Centrum Pasterskim i kupujemy spory zapas góralskich serków (bo przecież nie zawsze są to oscypki), to już tradycja.

W zasadzie mogłabym jeszcze wymieniać i wymieniać, ale jestem przekonana, że już się pakujecie by jechać w stronę Trójwsi. Ja bym znów się wybrała 🙂

* * *

Razem z nami atrakcje polsko-czeskiego pogranicza odkrywali Martyna, Paweł, Sońka i Zojka, czyli Odjechani.com (dziękujemy za udostępnienie świetnych zdjęć!).

 

1 Comments

  1. Moje też! Poważnie rozważam uczynienie z niego bazy wypadowej przy okazji następnego wyjazdu:)

Dodaj komentarz