Wisła, coś więcej niż słynny deptak

Chyba nie ma osoby, która nie słyszała o Wiśle, przecież to chyba jedna z najpopularniejszych górskich miejscowości, co roku odwiedzana przez setki tysięcy turystów, w tym przede wszystkim rodzin. No właśnie… Ta popularność była jednym z powodów, przez które ja raczej „Perłę Beskidów” omijałam szerokim łukiem. Jakoś nie w głowie był mi spacer wiślańskim deptakiem czy zabawa z dziećmi w wiślańskim parku atrakcji. Zupełnie zapominałam, że atrakcje „zrobione” pod rodziny z dziećmi to tylko jedna z twarzy tej wypoczynkowe miejscowości. Dlatego, gdy dostaliśmy zaproszenie do Rezydencji Pod Ochorowiczówką, zawahałam się. Czy na pewno chcę jechać właśnie do Wisły? Po namyśle stwierdziliśmy, że pojedziemy, na wszelki wypadek już po sezonie. I co? I chyba tam wrócimy!

Rowerem na Groń

Z założenia planowałam ominąć główny wiślański deptak, a wyszło, że od niego zaczęliśmy nasz pobyt w Wiśle. Najpierw poszliśmy do wypożyczalni rowerów, która jest prowadzona przy informacji turystycznej, przy Placu Hoffa (jeśli już kiedyś byliście w wiślańskiej informacji nie idźcie na pamięć, jest przeniesiona pod arkady przy głównym miejskim placu). Kamil i Hania zostali wyposażeni w rowery, Hubo dostał fotelik i ruszyli w stronę Gronia (kaski mieli swoje, ale w wypożyczalni też są dostępne). Wycieczka zajęła im jakieś dwie godziny, jeździliby dłużej gdyby nie ziąb, jednak w górach wieczorem było już naprawdę chłodno. Kiedy oni podziwiali piękne widoki o zachodzie słońca, ja delektowałam się pysznościami w cukierni przy Placu Hoffa w towarzystwie dawno nie widzianego znajomego. Początek krótkiego pobytu w Wiśle jak najbardziej na plus.

Dzieci w górach

Dla jednych Wisła jest idealnym miejscem na popołudniowy spacer po deptaku, dla innych (dla nas) na pierwsze górskie wyprawy. Tym razem poszliśmy na łatwiznę i wybraliśmy bardzo prostą, ale też niezwykle malowniczą Pętlę Cieńkowską. Zaczęliśmy od akcentu sportowego – wytłumaczenia dzieciom kim jest Adam Małysz, w końcu jego imię od kilku lat nosi skocznia w Wiśle-Malince. Jej historia sięga 1933 r., ale obecny kształt nadano jej w pierwszym dziesięcioleciu XXI w. Do dziś jestem pełna podziwu dla tego, kto wymyślił, że zawody będą rozgrywane tak blisko drogi. W końcu, po modernizacji ową drogę „schowano” w tunelu i zawodnicy mogą spokojnie wyhamować po swoich, oby jak najdłuższych, skokach. Wjazd kolejką na skocznię jest pierwszym etapem Pętli Cieńkowskiej. Zanim jednak wyruszyliśmy na szlak weszliśmy najwyżej jak tylko się dało czyli na taras widokowy skoczni (wstęp 2 zł, bilety do kupienia w kawiarni). Nawet Hubert stwierdził, że w życiu by z takiej wysokości nie skoczył, szacunek dla skoczków narciarskich jest więc w naszej rodzinie ogromny (choć w tak wietrzny dzień jaki nam się trafił nawet Małysz by nie skakał). Tuż pod tarasem znajduje się kawiarnia K-120, która w trakcie zawodów jest „poczekalnią” dla skoczków narciarskich, a w niej pamiątkowe zdjęcie i narty Adama Małysza.

 

Sam szlak jest bardzo łagodny, bez problemu pokonają go nawet 3-letnie dzieciaki. Trasa jest krótka, ma niecałe 1,5 km i prowadzi łagodnie górskim szczytem. Idąc nie trzeba się spieszyć, szczególnie że na piechurów czekają przepiękne widoki. My na szlaku spędziliśmy jakąś godzinę, w kontemplowaniu panoramy Beskidu Śląskiego bardzo przeszkadzał silny wiatr, więc nie chcieliśmy ryzykować niepotrzebnego wyjmowania Antka z chusty ( a jeść przecież trzeba co chwilę). Szybko doszliśmy do kolejnej kolejki wjeżdżającej na Cieńków Niżni. Przy kanapowej kolejce (wszyscy zmieściliśmy się na jednej) jest karczma (ścieżka prowadząca do kolejnej jest kilkaset metrów dalej). Jest też mały plac zabaw, dawno już nie mieliśmy tak pięknych widoków podczas zabawy.

15-minutowy zjazd kolejką (zimą korzystają z niej narciarze) okazał się najbardziej widokowym etapem naszej małej górskiej wyprawy. Gdy znaleźliśmy się pod kolejką pojawiło się pytanie – co z samochodem, który został na parkingu pod skocznią. Można było do niego dość malowniczo położoną wzdłuż potoku Malinka ścieżką. My wybraliśmy inną wersję -1 km dzielący obie kolejki pokonał Kamil a ja z dzieciakami zostałam na placu zabaw.

 

Kawa u prezydenta

Malownicze okolice Wisły od dawna przyciągały turystów. Urokowi Królowej Beskidów nie oparł się arcyksiążę cieszyński Fryderyk Habsburg, który na Zadnim Groniu na początku XX w. kazał wznieść dla siebie pałacyk myśliwski. Historyczne zawirowania sprawiły, że po latach sejm śląski postanowił rezydencję (a raczej to co z niej pozostało) przekazać prezydentowi RP. Zameczek postanowiono wyremontować i rzeczywiście to zrobiono. Niestety w nocy z 23 na 24 grudnia 1927 r., dzień po zakończeniu remontu, rezydencja spłonęła. Władze ówczesnego województwa śląskiego postanowiły postawić nowy obiekt i przekazać go prezydentowi. I faktycznie, pierwszą wypoczywającą w Wiśle głową państwa był Ignacy Mościcki. Dziś Zameczek Prezydencki nadal jest rezydencją rządową, można go jednak również zwiedzać. O ile żeby zobaczyć Zamek Górny trzeba się trochę postarać (opis tutaj), Zamek Dolny jest na co dzień dostępny dla wszystkich. Znajduje się tam kawiarnia i taras widokowy, z którego rozciąga się przepiękna panorami okolicy – widok na zaporę i Jezioro Czerniańskie i okoliczne szczyty.

 

Dziecko w muzeum

Chyba wstyd przyznać, ale wiślańskie muzea nie były mi znane. W Beskidzkim byłam „przelotem”, dlatego kiedy dzieci stwierdziły, że chcą iść zobaczyć jakieś wystawy, nawet się ucieszyłam. W Muzeum Beskidzkim zobaczyliśmy wystawę czasową (o Biblii, oprowadzający nas Pan pozostanie w pamięci dzieci, bo umiał im przeczytać „takie dziwne literki”) i wystawy stałe, pokazujące życie i kulturę górali żyjących w Beskidzie Śląskim. Dzieciom oczywiście najbardziej podobały się góralskie chaty. Niestety w warsztacie kowalskim tym razem nie było kowala (a podobno naprawdę warto go tam spotkać), trzeba będzie więc kiedyś wrócić.

O ile o Muzeum Beskidzkim oczywiście wiedziałam, o Muzeum Magicznego Realizmu dowiedziałam się dopiero od właściciela Pensjonatu Pod Ochorowiczówką. Zresztą samego Juliana Ochorowicza, któremu Wisła sporo zawdzięcza, też nie znałam (wiem, wstyd…). O nim napiszę więcej przy okazji wpisu o pensjonacie. Teraz coś o samym muzeum – ekspozycja jest zorganizowana w willi Ochorowiczówce. Kolekcja wciąż się tworzy, ale już dziś można oglądać ponad 300 dzieł czołowych polskich twórców surrealistycznych – m. in. Zdzisława Beksińskiego, Tomasza Sętowskiego (jego dzieła oglądaliśmy również w Częstochowie, polecamy!), Rafała Olbińskiego, ci panowie byli mi znani (no nie jestem ekspertem od sztuk pięknych niestety). W osobnej sali jest też minimalistyczna, ale treściwa wystawa przybliżająca osobę samego Ochorowicza, oj była to niezwykle barwna persona!

„Standardowe” atrakcje Wisły

Najwięcej turystów, przynajmniej tak mi się wydaje, odwiedza jednak centrum Wisły. Tam też jest sporo atrakcji – słynny (i trochę śmieszny, bo a) nietypowy, b) jakiś taki niepodobny do siebie) czekoladowy Adam Małysz (do zobaczenia w budynku Domu Zdrojowego przy Placu B. Hoffa, samiutkie centrum miasta), Park Kopczyńskiego, a w nim: amfiteatr z siedzącym na jednym z krzesełek Stanisławem Hadyną, twórcą legendarnego Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”, Aleja Podań i Legend wzdłuż której stoją rzeźby przedstawiające bohaterów wiślańskich baśni i legend i Zabytkowy Park Przygód z nietypowym parkiem miniatur, w którym są mini-budowle wzniesione wzdłuż rzeki Wisły (m. in. gdański Żuraw, Wawel, zamek w Sandomierzu czy – oczywiście – Zameczek Prezydencki w Wiśle) czy dość duży plac zabaw dla dzieci. No i oczywiście – obowiązkowo w cieplejsze dni – atrakcja jest wejście do rzeki Wisły! Po raz pierwszy weszłam też do Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, akurat były tam przygotowania do uroczystości. Jeśli będziecie mieć okazję to koniecznie tam zajrzyjcie.

Wisła – atrakcje kulinarne

Zwiedzanie zwiedzaniem, ale w górach jest przecież pyszne jedzenie. Tym razem nie eksperymentowaliśmy, tylko zastosowaliśmy sprawdzony rozkład – śniadanie w pensjonacie, obiad w restauracji, kolacja – samodzielnie przyrządzona. Kwaśnicę, kapuśnicę (bo to ona jest charakterystyczna dla Wisły), różnego rodzaju pierogi i placki (z blachy i ze szpyrkami) i oczywiście oscypki jedliśmy w Chacie Olimpijczyka Jasia i Helenki. Karczma jest wyjątkowa, bo nie dość, że jedzenie jest smaczne to jeszcze historia nietypowa. Pan Jan Legierski, właściciel karczmy, jest nie tylko smakoszem, ale także tytułowym olimpijczykiem – reprezentował Polskę na dwóch olimpiadach (startował w kombinacji norweskiej). Przy wejściu do karczmy można zobaczyć zdjęcia sportowca i niezłą kolekcję fotografii odwiedzających restaurację gwiazd. W piątkowy wieczór załapaliśmy się tam też na koncert góralskiej kapeli, gdyby Antoś nie był już naprawdę zmęczony, zostalibyśmy tam do późnego wieczora.

Na wyjeździe nie szczędzimy sobie również słodkości. A jeśli Wisła to słynna Cukiernia U Janeczki. Mało brakowało a ta przyjemność przeszłaby nam koło nosa – niełatwo jest tam w weekend, nawet ten wrześniowy, znaleźć wolny czteroosobowy stolik (strach pomyśleć co będzie, gdy Antek dołączy do grona pałaszujących desery). Po raz kolejny przekonaliśmy się, że wszystko co związane z Adamem Małyszem nadal dobrze się sprzedaje, sami skusiliśmy się na deser mistrza Adama (ogromny, nawet Hania nie podołała).

* * *

Do Wisły przyjechaliśmy na zaproszenie Rezydencji Pod Ochorowiczówką (oj będzie o niej osobny wpis). Za pomoc w organizacji naszego pobytu dziękujemy Urzędowi Miasta oraz Informacji Turystycznej prowadzonej przez Wiślańską Organizację Turystyczną.

* * *

Informacje praktyczne:

Informacja Turystyczna, Plac B. Hoffa 3, Wisła, czynne: poniedziałek-czwartek: 8:00-18:00, piątek:-sobota 9:00-20:00, niedziela: 9:00-16:00, informacja prowadzi wypożyczalnię rowerów górskich i elektrycznych (również kaski i foteliki rowerowe).

Pętla Cieńkowska, bezpłatne parkingi znajdują się przy kolejce na Cieńkowie oraz przy skoczni, wg nas bardziej widowiskowa jest trasa kończąca się zjazdem kolejką kanapową na Cieńkowie

Skocznia im. Adama Małysza, Malinka 4, Wisła, www.wisla-malinka.com

Stacja Narciarska Cieńków, ul. Malinka 8, Wisła, www.cienkownarty.pl

Rezydencja Prezydenta RP Zamek w Wiśle, ul. Zameczek 1, Wisła, www.zamekwisla.pl

Muzeum Beskidzkie im. Andrzeja Podżorskiego, ul. P. Stellera 1, Wisła, www.muzeumwisla.pl

Muzeum Magicznego Realizmu Ochorowiczówka, ul. Ochorowicza 6, Wisła, www.ochorowiczowka.pl

Chata Olimpijczyka Jasia i Helenki, Aleja ks. bp. Juliuza Bursche 33, Wisła, www.olimpijczyk.wisla.pl

Cukiernia U Janeczki – są już trzy, z tego dwie w Wiśle: ul. 1 Maja 9 oraz 1 Maja 57, jedna w Ustroniu, www.janeczka.pl

6 Comments

  1. Polecam następnym razem cukiernię Delicje. Lepsze i świeższe produkty 😉

Dodaj komentarz