Podlasie na weekend

Podlasie na weekend miałam wam polecać po majówce. Tej zeszłorocznej. Jakoś nam zeszło z pisaniem tego wpisu. Dlaczego na majówkę wybraliśmy Białystok i okolice? Przede wszystkim dlatego, że mamy tam dobrych znajomych, u których zabunkrowaliśmy się na te kilka dni. Ale też dlatego, że Podlasie jest warte odkrycia, zachwyca różnorodnością, kolorami, wielokulturowością i wschodnim czarem. Trochę podobnie jak Lwów. Taka mieszanka gwarantuje, że wyjazd będzie udany. Czego chcieć więcej?

Tykocin

Pierwszym przystankiem w trakcie naszej majówki był Tykocin i tamtejsza synagoga, której historia sięga połowy XVII w. To druga największa zachowana synagoga w Polsce, swego czasu Żydzi stanowili niemal połowę mieszkańców miasteczka (podobnie jak w Żarkach, tylko tam obecnie w synagodze jest… dom kultury, tekst o Żarkach). W sali głównej zachowały się ścienne freski i bima.

Po zobaczeniu synagogi senną uliczką poszliśmy w stronę rynku, przy którym stoi ogromny barokowy kościół. Jeszcze tylko przejście przez rzekę i zobaczyliśmy ruiny tykocińskiego zamku. Dalej, jadąc w stronę Białegostoku spotkaliśmy dziesiątki bocianów. Później okazało się, że okolice Tykocina to największa ostoja bociana w Polsce!

Supraśl

Naszą majówkową bazą wypadową był Białystok, z którego najbliżej mieliśmy do Supraśla. Tam, w Monastyrze Zwiastowania Najświętszej Marii Panny po raz pierwszy w życiu uczestniczyliśmy w prawosławnych obrzędach wielkanocnych. Święcenie pokarmów wiele od „naszego” się nie różniło, ale przeżycie do zapamiętania na całe życie (potem te święconki we Lwowie robiły mniejsze wrażenie). Sam Monastyr też robi wrażenie, wygląda raczej jak budowla obronna, do której dokooptowano wieżyczki, dlatego nie zdziwiło nas pytanie Huberta, czy są tam jeszcze rycerze 😉
Drugim miejscem, które odwiedziliśmy w Supraślu było Muzeum Ikon i Sztuki Prawosławnej. Niezwykłe miejsce! Muzeum jest multimedialne i z klimatem (często zwiedza się w ciemnościach, uprzedźcie o tym dzieci, w naszej grupie jeden z maluszków był przerażony!), zwiedzać można samemu, ale zdecydowanie polecamy opcję z przewodnikiem, który świetnie opowiada i przybliża turystom specyfikę prawosławnych dzieł sztuki.

Bohoniki

Podlasie to przede wszystkim wielokulturowość, nie zdziwiliśmy się więc zbytnio, gdy kolejnym przystankiem na naszej trasie były Bohoniki, a w nich jeden z dwóch odwiedzonych przez nas meczetów.

Kruszyniany

Chyba najbardziej znane w Polsce miejsce związane z kulturą muzułmańską. Charakterystyczny, zielony meczet przyciąga tłumy, o czym i my się przekonaliśmy (mimo średniej pogody pomiędzy meczetem a Tatarską Jurtą, do której nawet nie spróbowaliśmy wejść na coś pysznego, zaparkowanych była kilka autobusów i dziesiątki motocykli). Dzieci stwierdziły, że budynek jest po prostu śmieszny, z chęcią weszły więc do środka żeby wysłuchać tatarskich historii opowiadanych przez opiekuna tego miejsca, Dżemila. I o dziwo były naprawdę zainteresowane, więc i my mogliśmy w spokoju wysłuchać historii tutejszego współgrania kultur (czego przykładem jest choćby małżeństwo naszego przewodnika – on Tatar z dziada pradziada, ona Polka, katoliczka).

Po wyjściu z meczetu, nie umiejąc „wbić” do Tatarskiej Jurty na obiad, poszliśmy w drugą stronę. W ten sposób dotarliśmy na otoczony iglastym lasem muzułmański cmentarz, czyli mizar.

Kraina Otwartych Okiennic

To była zupełna niespodzianka, nie miałam o istnieniu malowniczych miejscowości Soce, Puchły i Trześcianka pojęcia. Jadąc podlaskimi drogami nagle znaleźliśmy się w innym świecie – drewniane chaty z przepięknie ozdobionymi okiennicami, na ławeczkach przed domkami plotkujące babulinki, słońce wychodzące zza chmur… Miejscowości te tworzą tzw. Krainę Otwartych Okiennic, w której zdecydowana większość zabudowań to właśnie drewniane chatki z pięknie ozdobionymi, kolorowymi okiennicami. Nie są to pojedyncze domy, takie kolorowe są całe miejscowości!

Narew i Trześcianka

Przez podlaskie wioski Narew i Trześciankę tylko przejeżdżaliśmy, ale ich kolorowe cerkwie sprawiły, że w obu miejscowościach zrobiliśmy sobie krótkie przerwy na rozprostowanie kości i zdjęcia. Niestety, mimo okresu wielkanocnego, cerkwie były zamknięte, mogliśmy je więc zobaczyć tylko z zewnątrz. Ale przyznajcie sami, niesamowite, są!

Puszcza Białowieska

W drodze powrotnej z Podlasia na Śląsk „zahaczyliśmy” jeszcze o puszczę, a w zasadzie jedynie o jej przedsionek. Podjechaliśmy do Białowieży, bo dzieci chciały zobaczyć żubry, a my kawałek „prawdziwej” puszczy. Ten sam pomysł miało jakieś kilkadziesiąt tysięcy innych turystów, ograniczyliśmy się więc do krótkiego spaceru w okolicy siedziby Muzeum Przyrodniczo-Leśnego w Białowieskim Parku Narodowym. Rozprostowaliśmy nogi, okrążyliśmy urokliwy staw i Dworek Gubernatora i wróciliśmy się tuż przed wjazd do miasteczka żeby wejść do Pokazowego Rezerwatu Żubrów, który utworzono tam już w 1929 r. Tam aż tak wielu ludzi nie było, żubrów też dostrzegliśmy tylko kilka… (chyba jednak pozostaniemy przy odwiedzaniu „naszej” Zagrody Żubrów w Pszczynie)

Sokółka

Do Sokółki znowu trafiliśmy przypadkiem, musieliśmy przystanąć przy jakimś sklepie :) A jak się rozglądnęliśmy, to okazało się, że przy głównej ulicy, przy której zaparkowaliśmy stoją dwie świątynie – okazała cerkiew i może mniej okazały, ale za to dość monumentalny kościół katolicki. Poszliśmy więc rozprostować nogi i je zobaczyć. Cerkiew była w końcu otwarta! Niestety (dla nas) odbywało się w niej nabożeństwo, zerknęliśmy więc tylko do środka zza pleców wiernych.