Toruń – gotyk na dotyk, Kopernik i pierniki

Toruń był na celowniku naszych wycieczkowych zainteresowań od kiedy jeszcze w trakcie studiów dosłownie przez niego przemknęliśmy w trakcie autostopowej wycieczki nad morze. Problem był zawsze jeden i ten sam – to miasto nigdy nie było nam po drodze. Za daleko (i w sumie za drogo), by jechać tam specjalnie na dzień lub dwa, a przy okazji innych wyjazdów nigdy nie było czasu. Tak więc, gdy okazało się, że dzieci jadą do sanatorium do Dąbek, od razu zarezerwowałam hotel – przerwa w długiej podróży znad Bałtyku na Śląsk, w zasadzie w połowie drogi, była jak najbardziej uzasadniona. Już wiecie, że głównym powodem naszej rodzinnej wizyty w Toruniu były piernikowe muzea.Toruń to dla mnie jedno z najpiękniejszych polskich miast. Gotycka starówka wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO to wystarczający powód, by wpisać go na listę obowiązkowych do zobaczenia miejscowości. Do tego oczywiście Mikołaj Kopernik, który rozpoznawalny jest na całym świecie (a Hubo już zawsze będzie pamiętał co ten pan takiego ważnego odkrył). No i pierniki, które napotykaliśmy na każdym kroku. Mieliśmy być w  mieście jeden dzień. Samochód, który odmówił współpracy sprawił, że spędziliśmy tam dwa, trochę nerwowe, ale za to pełne spacerów (dopóki nie padało) dwa dzionki.

Swego czasu Toruń miał najlepsze wg mnie turystyczne hasło promocyjne „gotyk na dotyk”. Strasznie mi szkoda, że z niego zrezygnowano, bo gotycka zabudowa jest tam rzeczywiście imponująca (choć na znakach turystycznych jeszcze jest). Do tego starówka jest kameralna i ślady przeszłości są tam naprawdę na wyciągnięcie ręki, bez problemu można je zobaczyć nawet z dziećmi. My tym razem ograniczyliśmy się jedynie do podziwiania wszystkiego z zewnątrz. Żałuję, że wcześniej nie sprawdziłam w jaki dzień jest bezpłatny wstęp do muzeum. Gdybym wiedziała, że to środa, nasze pierwsze popołudnie w Toruniu wykorzystalibyśmy inaczej i zamiast objadania się (muszę ozłocić tego kto polecił nam pierogarnię Stary Młyn, w życiu nie jadłam lepszych pierogów) weszlibyśmy do jednego czy dwóch muzeów. A ich wybór jest naprawdę imponujący – Dom Mikołaja Kopernika (z makietą średniowiecznego Torunia), Kamienica Pod Gwiazdą, Muzeum Historii Torunia, Muzeum Podróżników im. Tony’ego Halika to tylko niektóre z miejskich ekspozycji. Do tego multimedialne planetarium (podobno są też projekcje dla najmłodszych), Dom Toruńskich Legend i oczywiście piernikarnie. Jadąc do Torunia nie zdawałam sobie sprawy z ogromu potencjalnych atrakcji do zobaczenia, w dodatku na kilku kilometrach kwadratowych. To wszystko jest naprawdę dostępne w ramach spaceru. Następnym razem musimy nadrobić, oj musimy.

My tym razem skupiliśmy się na atrakcjach plenerowych. Dzieci wybiegały się w ruinach zamku. Mieliśmy jeszcze iść do skansenu (rany, tam jest skansen w samiutkim centrum miasta!), ale zaczęło padać i wycieczkę skończyliśmy… w kinie. Gdy wrócimy latem lub jesienią (bo kiedyś wrócimy na pewno) na pewno pójdziemy też do ogrodu zoobotanicznego, też rzut beretem od starówki. Ehh, naprawdę w Toruniu znalazłam raj dla rodzin z dziećmi, dobrze, że w końcu tam dotarliśmy, choć na chwilę.