Prezenty w sam raz dla małych podróżników

Właśnie zaczął się najgorszy czas w roku. Nie, nie jesień, nie przetaczające się przez nasz dom choróbska. Listopad to początek zasypywania dzieciaków prezentami. Do października jest w miarę ok, tu jakaś drobnostka od wpadającego na kawę znajomego, tam co nieco od Zajączka (Wielkanoc), jeszcze dzień dziecka i spokój. A z nastaniem listopada, buuuuuum! Urodziny Hani, urodziny Huba (dzień po dniu!), moje urodziny (ale jak to, przecież do dzieci się z pustymi rękami nie przychodzi, prawda?), Mikołajki (w domu, szkole, przedszkolu, na tańcach…), spotkania wigilijne, w końcu święta… Grudzień to już jedno wielkie apogeum rozpieszczenia. Prezenty dla małych podróżników pojawiają się z każdej strony. Co zrobić żeby nie zwariować? U nas odpowiedzią na podarkowy boom są rodzinne prezenty składkowe. Dzięki nim przynajmniej urodziny mamy załatwione – zamiast miliona małych upominków dzieci dostają jedną porządną rzecz (rolki, ogromny zabawkowy garaż, wymarzone klocki). Gorzej z resztą okazji, bo przecież i Mikołaj, i Gwiazda są w każdym domu… Tu więc stosujemy taktykę podpowiadania, bądź wyręczania rodziny w kupnie prezentów (babcie od lat przed mikołajkami dostają zestawy prezentów wraz z rachunkami do pokrycia). Może i wam przyda się kilka, nie zawsze standardowych,  pomysłów na upominki dla waszych małych podróżników.

Latarki, czołówki, świecące pałeczki i inne odblaski

Czy wasze dzieci też uwielbiają wieczorne czy nocne spacery? Nasze bardzo! W zeszłym roku hitem urodzin była… latarka-czołówka z Biedronki. W tym roku Hubo się zakochał we fluorescencyjnych pałeczkach. Każdy prezent za kilkanaście złotych, każdy jest obiektem zazdrości koleżanek i kolegów z podwórka. Sprawdźcie, czy u was będzie tak samo. Zimą nie trzeba się nawet porywać na nocne wyjścia, wystarczy czasem pieszo wrócić z przedszkola, szkoły czy popołudniowych zajęć. Jest fun, a przy okazji dzieci na drodze są lepiej widoczne. Przyjemne z pożytecznym.

Ogrzewacze

To będzie nasz tegoroczny niskobudżetowy hit, jestem pewna! Gustowne ogrzewarze w kształcie serduszek kupiliśmy w kolejnej spożywczej sieciówce. Po Mikołajkach czekamy na mrozy i możliwość wypróbowania gadżetu. Dziecięce łapki będą ciepłe nawet w trakcie długich spacerów, przynajmniej taką mam nadzieję. Po raz pierwszy z niecierpliwoscią będziemy czekać na mrozy.

Mapy, globusy, atlasy

To chyba standard, choć ja osobiście uważam, że bardziej dla już starszych dzieci. Hania ma swój globus i niestety na rzie średnio się nim interesuje. Dużo więcej czasu poświęca mapom, szczególnie tych okolic, w których była. Świetną sprawą są duże ścienne mapy, na których możn zaznaczyć odwiedzone kraje. Mnie się marzy taka mapa Polski (bo w skali globu mało co mamy do odklejenia). Pewnie kojarzycie mapy Mizielińskich, to też jest hit.

Plecaki, dziecięce walizki i inne gadżety

Jeśli dużo jeździcie z dzieciakami to pewnie wiecie, że każde dziecko na podróż chce być wypsażone jak dorosły. U nas sprawdzają się małe plecaki, do których – jeśli tylko jedziemy gdzieś autem – dzieci mogą zapakować co tylko chcą. Najczęściej nawet tych plecaczków nie otwierają, ale ich prawem jest zabranie ze sobą lalki/autka, pudełka po plastelinie i magicznego złamanego ołówka. To niesamowite jakie rzeczy dzieci uznają za niezbędne. Wielu znajomych kupuje dzieciakom małe walizeczki na kółkach, mnie one średnio przekonują, ale też jest to wygodne wyjście, szczególnie jeśli wy sami podróżujecie z walizkami a nie plecakami. Przekonuje mnie z kolej podróżny rogal, którego zakup cały czas przekładam na kolejną okazję. Szczególnie na dłuższe podróże jest świetnym rozwiązaniem, w moim mniemaniu lepszym niż małe poduszeczki, które teraz ze sobą zabieramy.

Podróżnicze puzzle i gry

Puzzle królują u nas od dawna. Po erze kolorowych puzelków ze Świnką Pepą, Myszką Miki czy Kubusiem Puchatkiem przyszedł i czas na takie, które dodatkowo edukują. Polecam puzzle trójwymiarowe. Zbudowanie wieży Eiffla przed wycieczką do Paryża czy koloseum przed podbojem Rzymu, bezcenne! U nas sprawdzają się też puzzle-mapy. Najczęściej układamy te z mapą Polski, bo od razu możemy powspominać nasze małe wyprawy i sprawdzić, czy dzieciaki coś z nich pamietają. Jak się okazuje, jest tego całkiem sporo. Huber często zabiera ze sobą puzzle magnetyczne, które łatwo można układać w samochodzie. Jeśli chodzi o gry, od dawna królują u nas te z serii Czuczu, na pewno też je znacie.

Książki i audiobooki

Książki to jest coś, co większość rodziców kupuje dzieciom na potęgę. I bardzo dobrze! Nie wiem jak jest u was, ale my wychowaliśmy sobie małych pożeraczy kolejnych tomów tej czy innej serii. Obok Basi (Hania), czy Elmera (Hubo) króluje oczywiście Nela mała podróżninczka. Czytamy w zasadzie co wieczór, a potem Panie w szkole się dowiadują, że Hanka na weekend jedzie „do Zanzibaru” i się musimy tłumaczyć 😉 W samochodzie świetnie sprawdzają się audiobooki, ostatnio u nas króluje Basia (oczywiście) i przygody Koziołka Matołka (kupione w Pacanowie). Poza znanymi i popularnymi tytułami polecamy i blogerskie pisanie. Całkiem niedawno Basia z bloga 3dzieciaki2plecaki wydała Rysunkową podróż po Ameryce Południowej, można ją kupić tutaj. Wciąż też oczywiście polecamy nasz przewodnik Dzieci odkrywają śląskie, jeszcze trochę egzemplarzy mamy tutaj. Przewodnik może być też pretekstem do kolejnego niezwykłego prezentu – samodzielnie wymyślonej przez dzieci trasy wycieczki. My już wiemy, że MUSIMY znowu pojechać np. do Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach, Hubo wybrał tą atrakcję spośród dziesiątek innych, jest więc naprawdę wyjątkowa.

Bilety i kolejne wycieczki

To jest moja ulubiona forma prezentów dla dzieciaków. Bilety do kina, czy teatru, aquaparku, czy w końcu do atrakcji turystycznych. Wszystkie te miejsca i tak odwiedzamy, a dzięki ich sprezentowaniu… wychodzi taniej 😉

Macie jeszcze jakieś pomysły na prezenty dla małych podróżników? Z chęcią dowiemy się co wasze dzieciaki znajdą pod choinką.

3 Comments

  1. Trudno coś więcej dodać, bo jest na tej liście prawie wszystko:) U nas Tosia zażyczyła sobie Nelę:)

  2. Kordylsays:

    Moja mała jest fanka książek podróżniczych i przewodników, ale ma tego już tyle, że bez sensu kupować kolejne. Ale jako, że dużo wyjeżdżamy i wtedy chodzimy zwiedzając to postanowiłam kupic małej fajną hulajnogę, żeby nam nie marudziła, że ją nogi bolą. A jak zobaczyła swoją niebieską hulajnogę od Spokey to już teraz nie ma ani slowa, że nie chce jej się chodzić, wręcz sama nas wyciąga z domu:)

Dodaj komentarz